sobota, 1 sierpnia 2015

MOJE PIERWSZE PĘDZLE/ INGLOT/ REAL TECHNIQUES/ ANNABELLE MINERALS/ ESSENCE/ CHARAKTERYSTYKA PĘDZLI LAICKIM OKIEM

Witajcie!


Kiedyś na Facebooku (i chyba w jakimś wpisie na blogu) pytałam Was, czy jesteście zainteresowani postem o moich pierwszych pędzlach. Chętnych nie było, ale ja i tak postanowiłam zrobić o tym notkę - od tak, dla siebie, dla własnej wiadomości. Miło będzie sobie np. za rok, przypomnieć "od czego się wszystko zaczęło" :). A jeżeli przy okazji i Was ten wpis zainteresuje to będzie mi bardzo miło.


Może zacznę od tego, że do pędzli przekonałam się (a właściwie ciągle się przekonuje) stosunkowo niedawno. Przez dłuższy czas sądziłam, że posiadanie 50-100 pędzli to jakaś masakra. Oczywiście nie mówię tutaj o przypadku, gdy ktoś pracuje w zawodzie wizażysty. Nie mogłam zrozumieć fenomenu pędzli, tak jak kiedyś nie mogłam zrozumieć fenomenu Yankee Candle. Nie rozumiałam o co chodzi z tymi pędzlami, po co komu tyle pędzli, po co do malowania twarzy używać 10 sztuk skoro ja używałam jednego i było "spoko" :D. Zaczęłam jednak zgłębiać temat. Dużo czytałam, oglądałam filmiki na You Tubie, dużo pytałam bloggerek, które znają się na rzeczy itd. Zaczęłam więc tworzyć swoją listę pierwszych pędzli. Nie ukrywam, było ciężko! Tyle marek, tyle kształtów, różne ceny. Chciałam kupić coś dobrego, ale zarazem nie drogiego. Przejrzałam pędzlową ofertę wielu sklepów i powoli, powoli zaczęłam ogarniać czego chce, czego wymagam, co mi się podoba i co bym chciała mieć. Nie obyło się bez wpadek i spontanicznych zakupów, które niekoniecznie okazały się strzałem w dziesiątkę...

I teraz najważniejsze! 
Nie jestem wizażystką/makijażystką, ani nie zajmuje się niczym co jest lub mogłoby być związane z makijażem! Wszystkie pędzle opiszę/ocenię/scharakteryzuje jako totalny laik! Nie umiem się malować - przyznaje bez bicia. Makijaż to sztuka, której ja po prostu jeszcze nie opanowałam. Uczę się, ale powoli. Miejcie tego świadomość. Nie chciałabym, aby ktoś potem miał pretensje, że wypowiadam się na tematy, o których nie mam zielonego pojęcia. Wiele jest dziewczyn, które pędzli nie używają i które tak jak ja, nie wiedzą od czego zacząć. Mój post jest w dużej mierze dla takich własnie osób. Chcę opisać swoje pędzle jako nieprofesjonalista. Chcę napisać jak mi się nimi pracuje, czy są łatwe w użyciu, czy jestem zadowolona z efektu i tak dalej. Wydaje mi się, że taki laicki wpis przyda się nie jednej z Was.

1. (OD GÓRY) INGLOT/ 1SS/S/ PĘDZEL DO PUDRU - ten pędzel (właściwie te dwa) to spontaniczny zakup, który okazał się porażką. Może nie jakąś wielką, ale jednak. Trochę jest w tym mojej winy. Nie powinnam podejmować pochopnych decyzji, a przed zakupem tych sztuk powinnam przegrzebać internet. Nie zrobiłam tego i bardzo żałuję, Może zacznę od początku. Pędzel na pierwszy rzut oka prezentuje się przepięknie i bardzo profesjonalnie. Trzonek jest bardzo długi więc trzeba "nauczyć" się nim operować, aby nie rozwalić lustra :D. Skuwka srebrna, starannie wykonana. Całość leży w dłoni bardzo stabilnie. Włosie miękkie, lekko puchate, nie podrażnia skóry. 
Co zatem sprawiło, że pędzel nie przypadł mi do gustu? Niestety, ale nie odpowiada mi kształt włosia. Dopiero po zakupie i po użytkowaniu byłam w stanie to stwierdzić. Wg. mnie włosie jest zbyt długie i zbyt płaskie - wolę coś krótszego, okrągłego, gęstszego i bardziej puchatego. Poza tym pędzel nabiera za małą ilość produktu. Mycie przebiegało bez większych zastrzeżeń, ale trzeba mieć na uwadze fakt, że pędzel za tyle monet nie powinien tracić włosia! Wydałam na niego astronomiczne 90 zł (Douglas). Moim zdaniem pędzel absolutnie nie wart swojej ceny. Oddałam go mamie - twierdzi, że pędzel spełnia jej oczekiwania, ale akurat mojej mamie wszystko się podoba :). Serce mnie boli jak sobie pomyślę, że za tą kwotę mogłabym mieć 2 lub 3 pędzle Hakuro, albo chociaż jeden Zoeva.

2. INGLOT/ 27TG/ DUO FIBRE/ PĘDZEL DO PODKŁADU - ten pędzel jest trochę krótszy od pędzla 1SS/S co idzie w parze z wygodą jego użytkowania. Włosie to mieszanka taklonu oraz sierści kozy. W dotyku jest bardzo miękkie i przyjemne. Niestety to kolejny pędzel, który tylko się u mnie marnuje. Pędzel służy do nakładania podkładu metodą stemplowania i wszystko byłoby pięknie, gdyby nie fakt, że pędzel strasznie podrażnia skórę. W trakcie stemplowania towarzyszy nam bardzo nieprzyjemnie kłócie. Tego pędzla po prostu nie chce się używać. Następną wadą jest wypadanie włosia - jeszcze większe niż w przypadku pędzla do pudru. Włosie zostaje nam praktycznie na całej twarzy. Tak absolutnie być nie może! W trakcie mycia jest dokładnie to samo. Generalnie sam proces prania pędzla przebiega szybko i bezproblemowo, ale intensywne wypadanie włosia dyskwalifikuje go na całej linii. Czy uważacie, że pędzel, który kosztuje ponad 70 zł ma prawo gubić włosie?


3. OD GÓRY/ REAL TECHNIQUES/ BLUSH RUSH - pędzle Real Techniques są ciut mniejsze i węższe od pędzli Inglota. Są też lżejsze co jest ich wielkim atutem. Pędzel Blush Rush ma aluminiową rączkę w kolorze różowym oraz gumowy, ścięty trzonek. Czemu ścięty trzonek jest ważny? Ponieważ ułatwia przechowywanie :). Można postawić go po prostu na toaletce. Stoi bardzo stabilnie. Starannie wyprofilowany kształt włosia (kształt jajeczka) pozwala na precyzyjną aplikację kosmetyków oraz doskonale podkreśla kości policzkowe. Posiada syntetyczne włosie (taklon) o optymalnej sprężystości i miękkości. Pędzel został zaprojektowany we współpracy z Samanthą Chapman - brytyjską makeupistką. Tego pędzla najczęściej używam do bronzerów. Pięknie rozprowadza kosmetyk nie robiąc przy tym plam czy smug, a włosie nie podrażnia twarzy! Jest tak przyjemny w dotyku, że mogłabym go macać godzinami :). Z myciem nie ma żadnego problemu. Szybko się czyści, włosie nie wypada, nie odkształca się, ale na wyschnięcie trzeba dać mu więcej czasu. Ten egzemplarz zakupiłam w Rossmannie, w łódzkiej Manufakturze za około 50 zł.


4. REAL TECHNIQUES/ EXPERT FACE BRUSH/ PĘDZEL DO PODKŁADU - pędzel Expert Face Brush ma - tak jak powyższy pędzel - aluminiową rączkę (z tym, że w kolorze pomarańczowym) i tamo samo ścięty, gumowy trzonek. Jest bardzo lekki i wygodny w użytkowaniu. Świetny do mieszania i aplikacji podkładów płynnych oraz w kremie. Tworzy doskonałą bazę pod makijaż bez smug i niedoskonałości. Posiada syntetyczne włosie (taklon) o optymalnej sprężystości i miękkości. Włosie, poza tym, że stabilne (nie wypada), sprężyste i miękkie, jest bardzo zbite aczkolwiek nie podrażnia skóry. To mój ulubieniec i używam go praktycznie codziennie. Uwielbiam nim nakładać podkład. Uwielbiam się nim maziać po twarzy. Każdy podkład, niezależnie od konsystencji i stopnia gęstości, rozprowadza szybko i dokładnie. Nie tworzy plam, smug i zacieków. Podkład rozprowadza równomiernie. Dobrze się czyści, ale trzeba poświęcić na to trochę czasu ponieważ (mam takie wrażenie) pędzel pochłania dużo podkładu. Wypłukanie potem resztek podkładu (nawet po jednej aplikacji) może być nieco mozolne. Największy problem miałam z wypraniem go po Revlonie ColorStay. Prz myciu włosie nie wypada, nie odkształca się, ale na wyschnięcie trzeba dać mu jeszcze więcej czasu niż pędzlowi Blush Rush, Również kupiony w Rossmannie, w łódzkiej Manufakturze za około 50 zł. Niedługo będę testować pędzel do podkładu Hakuro więc zobaczymy kto zostanie moim numerem 1. :).



5. (OD GÓRY) ANNABELLE MINERALS/ SKOŚNY PĘDZEL DO RÓŻU - jest to pędzel do różu, ale także bronzera i roświetlacza. Dzięki ściętej, wyprofilowanej końcówce pozwala precyzyjnie nakładać kosmetyki oraz konturować twarz. Pędzel jest gęsty, miękki i delikatny. Wykonany z syntetycznego włosia z bambusową rączką i srebrną skuwką, na której nie tworzą się nieestetyczne plamy. Bezpieczny dla alergików. W porównaniu do powyższych pędzli, ten można by nazwać mikruskiem. Długość rączki to tylko 8,5 cm. Malutki, poręczny, a przy tym bardzo wygodny. Początkowo obawiałam się, że takie maleństwo nie będzie wygodnie leżeć w dłoni - bardzo się pomyliłam. Włosie jest bardzo miękkie, przyjemne w dotyku - nie podrażnia twarzy. Skośnie ścięte i płaskie co ułatwia aplikację produktu w wybranym miejscu. Nie tworzy plam, smug, zacieków. Myje się bardzo szybko, włosie nie wypada i schnie nadzwyczaj szybko. Na ten moment, to mój numer jeden do różu. Jak przetestuje inne pędzle do tego typu kosmetyków to będę mogła - albo i nie :) - wytknąć mu jakieś wady.


6. ANNABELLE MINERALS/ FLAT TOP/ PĘDZEL DO PODKŁADU MINERALNEGO - jakiś czas temu, stacjonarnie w Białymstoku, udało mi się dorwać podkład mineralny Annabelle Minerals. Niestety, albo i stety, musiałam od razu, do kompletu kupić pędzel przystosowany do aplikacji tego rodzaju kosmetyku. Zdecydowałam się na Flat Topa. Ten mikrusek jest jeszcze mniejszy od w/w pędzla do różu. Długość jego rączki to tylko 7 cm. Syntetyczne włosie jest bardzo miękkie, ale i zbite. Co ciekawe, gdy dotykam go dłonią, jest delikatniejszy (mniej zbity) od pędzla do podkładu Real Techniques, natomiast przy aplikacji Annabelle Minerals wydaje się dużo twardszy od kolegi. Pomimo tego, że twardszy to nie podrażnia skóry - ciągle o tym wspominam ponieważ mam na uwadze podrażnienie, które powodował pędzel Inglota. Wręcz przeciwnie, aplikacja podkładu mineralnego tym pędzlem to sama przyjemność! Jego włosie jest tak zbite, że nie ma opcji stworzenia plam, smug, ani zacieków. Pędzel pięknie i równomiernie rozkłada podkład na twarzy, nie pochłania go za dużo, a mycie to sama przyjemność. To kolejny pędzel, którym uwielbiam się maziać po twarzy. Nie wiem, czy to takie zboczenie, czy nie, ale mazianie się takim pędzel bardzo mnie relaksuje :D. Ha! I nie gubi włosia! Ceny obu pędzli Annabelle Minerals wahają się w przedziale 30-35 zł.


7. ESSENCE/ PĘDZEL DO RÓŻU - jeżeli chodzi o ten pędzel to jest śmieszna sprawa. Przyznaje się bez bicia - jeszcze go nie używałam! Zbliżam się do 30-stki, a ciągle zachowuje się jak dziecko. Nic na to nie poradzę, że lubię takie kolorowe, różowe gadżety z serduszkami :D. Pokochałam ten pędzle odkąd dojrzałam go na plakacie reklamowym Essence. Niestety jakość pędzla nie powala. Pomimo tego, że nie był użyty ani razu (!) zdążył się odkleić tzn. skuwka odkleiła się rączki. Włosie jest całkiem przyjemne chociaż nie zdziwię się, jak zacznie wypadać w trakcie mycia. W porównaniu do pędzla Annabelle Minerals jest bardziej rozłożysty więc będzie aplikował róż na dużo większą powierzchnię skóry. Jest też lekko skośny, aczkolwiek nie wydaje mi się, aby ułatwiało to aplikację (tak jak w przypadku pędzla Annabelle). Kupiłam go w Super Pharmie w łódzkiej Manufakturze.


No i to by było na tyle jeżeli chodzi o "Moje pierwsze pędzle". W tym momencie mam 14 pędzli więcej, ale nie chciałam ich przedstawiać w tym poście. O kolejnych pędzlach będzie osobny wpis. Siedem sztuk przedstawionych w tym wpisie, to pierwszaki, które zapoczątkowały moją przygodę z pędzlami i to dzięki nim zmieniam powoli zdanie na temat tych włochatych przyjaciół. Każdy kolejny pędzel to już nie jest to samo :).



A Ty, jaki pędzel kupiłaś jako pierwszy? :)



Pozdrawiam, Magda

6 komentarzy:

  1. I bardzo dobrze, ze zrobiłaś ten wpis ! :) Moje pierwsze pędzle były właśnie pędzlami marki Hakuro. Uwielbiam je, używam każdego dnia, nie psują się, nie rozklejają, nie wypadają włoski, super się domywają ! Naprawdę polecam Ci je wypróbować :) z Real Techniques mam tylko jeden pędzel ( na razie ) właśnie ten do rożu. Bardzo mi się podoba, może kiedyś dokupię jeszcze do podkładu ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale porażka z tymi pędzlami Inglota faktycznie... :( A pędzle Essence są takie przesłodkie, że też bym ich raczej nie używała, tylko trzymała tak o. Mój pierwszy pędzel kupiłam w małej drogerii u mnie w mieście za chyba 10 zł. Pędzel kabuki, trzonek ma biały w czarną panterkę, a włosie... różowe! :D Już pewnie wiesz, dlaczego go kupiłam. Było to kilka lat temu, a on ciągle mi służy, głównie do nakładania pudru. Jest super miękki i nie zauważyłam, żeby wypadało z niego włosie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja planuje kupić jakieś pędzle z Hakuro ale czekam na jakąś promocje ;) pędzle Real Techniques też mnie interesują :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten pędzel z Essence wygląda uroczo i pewnie sama bym go kupiła tak o, po prostu :) :D

    OdpowiedzUsuń
  5. U mnie pierwszy był pędzel do pudru, najtańszy z Rossmanna za ok. 10zł. Mam go kilka miesięcy, i cały czas działa bez zarzutu, mimo że używam go codziennie na współkę z moją siostrą. Rzadko gubi włosie przy praniu. Czytałam opinie, że strasznie kłuje, ale ja tego nie zauważam. Może wrażliwsze cery nie będą z niego zadowolone, ale dla mnie jest idealny.

    OdpowiedzUsuń
  6. Zastanwiam sie nad pedzlem do rozu Annabelle. Posiadam juz dwa inne z tej firmly i sa super. Co do tego, do rozu to sie wacham, boje sie, ze moze okazaac sie za krotki i za maly.

    OdpowiedzUsuń