czwartek, 13 sierpnia 2015

JESIEŃ/ZIMA 2015 WG. VILLAGE CANDLE/ DALSZY CIĄG ZAPACHOWYCH RECENZJI/ CZĘŚĆ II

Witajcie!


Dziś przybywam do Was z kolejnymi recenzjami zapachów Village Candle. Gdyby ktoś był zainteresowany poprzednimi recenzjami (zapachy: Home for Christmas, Fall Fun, Sleigh Ride) to zapraszam tutaj. W poście są też opisane różnice między marką Yankee Candle, a Village Candle (to tak jakby ktoś nie znał Village Candle). Myślę, że warto przeczytać :).

Nie przeciągając zatem wstępu zapraszam na kolejną dawkę jesiennych zapachów :). Niedługo, bo jakoś pod koniec sierpnia, pojawią się w sprzedaży więc mam nadzieje, że skusicie się na jakiś zapach :).

Peppermint Bark był dla mnie wyzwaniem tzn. jego palenie w taki upał było dla mnie wyzwaniem. Przez folię niby coś tam czułam, ale bałam się, że w taką pogodę zapach mnie po prostu zabije - nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać. Rozerwałam folię celem przygotowania woskowych kawałeczków i moim nozdrzom "okazał" się cudny zapach, który przez folię w ogóle nie był wyczuwalny! Na sucho czułam i w sumie nadal czuję, coś jakby połączenie lekko słodkiej, zielonej gumy Orbit, czyli delikatna, słodka mięta + cynamonowa guma Big Red :D. No po prostu przepadłam! Tak, jak mięta w woskach i świecach mnie nie powala i nie kręci, tak to połączenie totalnie mnie kupiło. Czym prędzej oczyściłam kominek i zaserwowałam 1/4 samplera.

Niestety okazało się, że z dnia na dzień jest coraz goręcej, a gęste i duszne powietrze nie sprzyja paleniu wosków i roznoszeniu się zapachów w pomieszczeniach. Oczywiście serwowałam przeciągami jak z rękawa, ale działały one prędzej jako wywietrznik zapachów aniżeli ich nośnik. Męczyłam więc Peppermint Barka dwie bite doby bo to faktycznie ciekawy zapach i niemożliwością było, żeby był aż tak słabo wyczuwalny. Fakt, jest delikatny, ale nie do tego stopnia by stać ciągle z nosem w kominku. Dołożyłam więc mu jeszcze kawałeczek i czekałam. Zdecydowałam się nawet przestawić kominek.Powiem Wam, że po przestawieniu kominka (siedziałam obok) poczułam się cudownie. Kominek stał na stole w kuchni, obok otwartego okna i z każdym ruchem powietrza czułam, jak dolatuje do mnie delikatna, miętowa, ale ciut słodka mięta. Taki odświeżający obłoczek. Po nachyleniu nad kominkiem czuć przepiękny zapach miętowych pastylek (tych w czekoladzie). Tak jak wcześniejsze zapachy były bardzo złożone, tak Peppermint Bark jest ot tak, genialny w swej prostocie.


Upały nie dają za wygraną, a ja uparcie testuje Village Candle. Pomyślałam sobie parę dni temu, że odpalę Smoked Birch. Kurde, taki piękny, szaro-srebrny kolor wosku, na pewno powieje chłodem i mrozem! Ha! Zaczęłam więc krojenie sampla i czuje drzewo i dym! Kolejna myśl? "To się wkopałam" :D. Skąd mi przyszło do łba, że Smoked Birch powieje mi chłodem i mrozem? No skąd? Chyba upały mi na mózg się rzuciły. Tylko ja mogłam to wymyślić :D.

Zapach na sucho jest bardzo mocny i nasycony. Taki świeży dym, trochę duszący. Czekałam więc, aż wosk roztopi się w kominku i zgładzi mnie swoim aromatem :D.

Na szczęście w paleniu Smoked Birch nie zmiótł mnie z powierzchni ziemi, ale i nie powalił na kolana. Teraz dopiero olśniło mnie, że nie jestem fanką takich aromatów. Lubię zapachy drzewne, wręcz uwielbiam, ale wydaje mi się, że w tym przypadku za mało jest drzewa, a za dużo dymu, który nie bardzo mi odpowiada. Śmiem również twierdzić, że Smoked palony w okresie późnej jesieni i zimy dałby inny efekt niż teraz, gdy palony jest w 40 stopniowym upale. Na pewno zostawię sobie kawałek na zimę. Smoked Birch to zapach ostrego dymu (w głowie użyłam nawet słowa "wędzarniczego" dymu), który ulatuje ze zgliszczy palonego, starego drewna. Lepiej tego ująć nie umiem.

Chyba każdy z Was kojarzy moment gaszenia ogniska. Drewno jest jeszcze rozżarzone, gęsty dym ulatuje jak szalony, szczypiąc w oczy, powodując zaczerwienienie i łzy? To teraz wyobraźcie sobie, że to ognisko, urosło do dosyć sporych rozmiarów. Dym jest mocniejszy, gęstszy, ostrzejszy i bardziej szczypiący.

Jeżeli chodzi o jego moc to jednak ciężko stwierdzić ponieważ gęste powietrze i słaby jego ruch uniemożliwia aromatom właściwy obieg.


Eucalyptus Mint to zapach, którego obawiałam się najbardziej. Nie przepadam za zapachem mięty, a eukaliptus kojarzy mi się tylko i wyłącznie z apteczną maścią rozgrzewającą typu Vicks VapoRub. Parę dni zbierałam się do tego, aby chociaż rozpakować sampler i powąchać wosk bez folii. Minęło te parę nieszczęsnych dni, a ja nastawiłam się psychicznie, że dzisiaj odpalam Eucalyptus Mint :D.

Odpaliłam rano kominek, wyczyściłam pięknie ładnie i zaczęłam kroić sampler. Hmm, myślę sobie: "Nie jest źle!". Mało eukaliptusa, prawie w ogóle (!), delikatna miętka (nic ostrego, szczypiącego, gorzkiego i tak dalej - tak, tak z tym kojarzy mi się mięta), trochę słodyczy, świeżości, a nawet chłodku! No i już w tym momencie nie mogłam doczekać się palenia. Pech chciał, że mojemu facetowi zachciało się jeść :D. Zaczął robić spaghetti i cały dom zasmrodził mi czosnkiem. Musiałam więc poczekać, aż chałupa się trochę przewietrzy. Położyłam takiego biednego, rozwalonego samplerka obok laptopa i kompletnie o nim zapomniałam. Facet kucharzył, a ja łaziłam w kółko po domu. Po paru takich szwędaczkach stwierdziłam, że czuję jakiś ładny zapach i za cholerę nie mogłam dojść CO TO PACHNIE. Początkowo myślałam, że to pranie, ale nie! To był właśnie Eucalyptus Mint! Zapach z rozkrojonego samplera unosił się delikatnie orzeźwiając i odświeżając okolice w której się znajdował. Skoro skojarzyłam zapach z praniem to coś w tym musi być, ale absolutnie nie jest to praniowiec czy coś w tym stylu.

Po rozpaleniu jest równie przyjemnie. Eukaliptusa wg. mnie nie ma w ogóle (aromat eukaliptusa nie roznosi się po pomieszczeniu), a jeżeli jest to w śladowych ilościach (i czuć go tylko po nachyleniu nad kominkiem). Miętka jest przecudowna bo delikatna, świeża i słodka! Słodka jak zielona guma Orbit. Do tego ta nutka chłodu. Zapach idealny na upalne dni, które krążą nad Polską. Moim zdaniem Eucalyptus Mint to zapach, który ma za zadanie nie tyle wypełnić dom/mieszkanie aromatem, co odświeżyć i nadać wnętrzu "czystego" charakteru. Mam nadzieje, że rozumiecie o co mi chodzi. To nie jest zapach, który rozejdzie się wszędzie i który będzie mocno wyczuwalny. To zapach, który wtapia się we wnętrze i tworzy z nim jedną całość. Nie ma tutaj żadnych wywyższających się aromatów. Taki odświeżacz powietrza :) - nie mylić z sosną, albo Brisem :D.


Który zapach zainteresował Was tym razem?



Pozdrawiam, Magda




4 komentarze:

  1. Nie wiem czy to tylko u mnie występuje taki problem, ale zdjęcia wychodzą aż poza granice strony. Nie wiem co jest nie tak ;C

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie tego nie ma :( Myślałam, że jest okey :( Już poprawiam :)
      W innych postach też jest ten problem?

      Usuń
  2. Ostatni chyba bardzo by mi się spodobał :) tak czuję

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten ostatni najbardziej mnie zaciekawił! A jak pisałaś o tym czosnku to trochę śmiechłam haha :D

    OdpowiedzUsuń