wtorek, 4 sierpnia 2015

JESIEŃ/ZIMA 2015 WG. VILLAGE CANDLE/ RECENZJE ZAPACHÓW/ CZĘŚĆ I

Witajcie!


Znacie markę Yankee Candle, prawda? Trochę wpisów o woskach, samplerach i świecach już się u mnie przewinęło. Poza tym, nie tylko u mnie. Spora część blogosfery (nie tylko Beauty) korzysta z tego woskowego dobrodziejstwa. Dzisiaj jednak nie o Yankee! 
Czy ktoś jest zdziwiony? :D


Dzisiaj chciałabym przedstawić parę zapachów marki Village Candle. O tej marce na blogu jeszcze nic nie pisałam więc czas to zmienić - tym bardziej, że nadarzyła mi się okazja przetestowania 9 nowych zapachów. O Village Candle dowiedziałam się dzięki grupie świecowej na Facebooku. To właśnie tam przewija się najwięcej nowinek, nowości i ciekawostek na temat świec różnego typu. Początkowo byłam sceptycznie nastawiona do marki ponieważ myślałam, że jest to podróbka Yankee Candle - zresztą sporo osób tak myślało! Bałam się, że będą to parafinowe smrody typu Essence of Life, które serwuje nam Polska Fabryka Świec Light. Moje wątpliwości na szczęście zostały szybko rozwiane :).

Pewnie zapytacie czym różni się Village Candle od Yankee Candle skoro i to, i to, oferuje świece zapachowe. Zasadnicza różnica tkwi nie tylko w samych zapachach (nazwy, rodzaje, kompozycje, intensywność), ale również cenach i gramaturach gotowych produktów.


Przykładowo, za małą świecę Yankee Candle (dostępną w regularnej, polskiej sprzedaży) o wadze 104 g zapłacimy 41,00 zł, natomiast za małą świece Village przyjdzie nam zapłacić 58,00 zł za (UWAGA!) 270 g! Za Village płacimy więc 17,00 zł więcej, ale mamy ponad dwukrotnie więcej wosku do palenia! Małych świec praktycznie w ogóle nie kupuje więc zrobię Wam tutaj jeszcze parę parę porównań żebyście nie musiały szukać :). 

Średnia świeca Yankee Candle o pojemności 411 g kosztuje 79,00 zł, za Village płacimy 75,00 zł za 453 g - opłaca się? No pewnie, że się opłaca! Duża świeca Yankee Candle z kolei kosztuje 97,00 zł (ale planowana jest podwyżka) za 623 gramowy słój, Village Candle oferuje natomiast duże świece w kwocie 92,00 zł za 645 gramowy słoik. Co więcej, świece maja  dwa knoty dzięki czemu szybciej rozpalają się do ścianek! Nie potrzebują sweterków, illum, ani folii aluminiowej. To wielka wygoda.



Nie interesują Was świece? 
To może chcecie poznać różnicę między samplerami i woskami?
Samplery Yankee Candle to malutkie świeczki o wadze 49 g, które możemy palić w małym świeczniku lub (pokrojony) w kominku (wtedy zapach jest mocniejszy). Samplery w regularnej sprzedaży kosztują 10,00 zł. Village Candle oferuje votivy w kwocie 11,00 zł o wadze 61 g.


Ja jestem jednak wielką fanką wosków. Tarty, kosteczki, kawałeczki, to coś, co lubię najbardziej. Woski Yankee Candle to malutkie, przesłodkie (zboczenie? :D) tarty o wadze 22 g i cenie 7,00 zł. Woski Village to 6 kosteczek zamkniętych w plastikowej foremce o łącznej wadze 63-70 g w cenie 24,00 zł - chociaż woski mają również postać wąskich prostokątów (5 kawałeczków) o tej samej wadze i cenie. Przewidziany czas palenia wosków Yankee Candle to 8 godzin, natomiast Village Candle 20 godzin. Jakieś pytania? :)



Skoro już wiemy co nieco o marce Village Candle, zapraszam Was na recenzję trzech zapachów na jesienno-zimowy sezon. Każdy zapach był przeze mnie opisany na FP bloga, ale że nie każdy tam zagląda więc postanowiłam zrobić osobny wpis - tym bardziej, że zapachy są naprawdę godne uwagi!

Wyobraźcie sobie, że - wiem, że w środku lata będzie to trochę ciężkie, ale spróbujcie - że jest zima (albo początki zimy). Wyobraźcie sobie, że jest listopad, albo grudzień, a Wy odliczacie wolno płynące dni do Wigilii. Dzień po dniu mija, aż w końcu przychodzi ten czas - czas świątecznych przygotowań. Tata/dziadek/brat/mąż przywozi świeżo ściętą choinkę, a Ty razem z mamą/córką/synem/babcią stoicie w kuchni i zaczynacie przygotowywanie dań i wypieków. Choinka pachnie pięknie, ale nie na tyle mocno by przebić się przez aromat świątecznego jedzenia. A cóż to za jedzenie? Ciasta! O tak, ciasta, ciasteczka, korzenne, cynamonowe, imbirowe, z odrobiną goździków, a obok ktoś obiera jabłka. Ich soczystość unosi się delikatnie, ale jest dobrze wyczuwalna. Bardzo wyraźne czuję też susz owocowy i kompot. Jestem tak upojona zapachem suszonych owoców, że przez chwilę zapominam o pięknej, zielonej choince. Ja o niej zapomniałam, ale ona o mnie tzn. o moich nozdrzach nie. Poruszamy się mieszkaniu i nagle jest! Dochodzi do nas zapach iglastych gałązek. Bardzo delikatny, subtelny, ale jednak wyrazisty i żywiczny.

Naklejka jest naprawdę piękna i w 100% odzwierciedla istotę zapachu - chociaż do obrazka dodałabym jeszcze mały stół z jedzeniem tzn. z ciasteczkami, suszonymi owocami i jabłkami, które są tutaj wyczuwalne. Home fot Christmas jest niesamowicie ciepły, przytulny i taki domowy - mój typ. Zostawię sobie kawałek samplera na grudzień, to idealny zapach na czas przedświąteczny czas. Wprowadzi mnie i mój dom w bożonarodzeniowy nastrój. Już wyobrażam sobie jak to będzie: piękna, świecąca choinka, gruby koc, wełniane skarpety, gorąca herbata, cisza, spokój, ciasto w piekarniku, Home for Christmas i JA. Już nie mogę się doczekać.

A jak z mocą? Moc jest piekielna! Do kominka włożyłam 1/4 samplera. Ten mały kawałeczek nie dość, że rozniósł się po całym domu to splądrował moje nozdrza doszczętnie. Przyznam szczerze, że - ja, miłośniczka killerów - w pewnym momencie miałam ochotę zgasić kominek bo miałam dość i myślałam, że już nie wytrzymam :). Co więcej, kawałeczek nadaje się do wielokrotnego palenia tzn. zapach czuć jeszcze przy drugim i trzecim paleniu, a aromat pozostaje niezmieniony.


Jako następny do palenia poszedł Fall Fun. Szczerze powiedziawszy nie mogłam oprzeć się naklejce i żółtemu odcieniowi samplera, który kojarzy mi się z jesiennymi, żółtymi liśćmi. Rozciełam folię, zaczęłam kroić sampler i już wiedziałam, że to będzie to! Dzień przed paleniem lało, w dniu palenia zimno, a Fall Fun pachnie jak deszcz i liście, które tym deszczem przemokły. No już lepiej trafić nie mogłam :). Jak już wyżej wspomniałam Fall Fun pachnie deszczem (ale nie ma mocnych, wodnistych nut), jesiennymi, rozmokłymi liśćmi i co ciekawsze, czuję tutaj świeżą trawę! A właściwie świeżo skoszoną trawę. Świetne połączenie ponieważ ta trawa potęguje/wzmacnia jesienny klimat. Zapach, poza tym, że wybija się swoją roślinnością posiada również słodko-męskie nuty. Zabijcie mnie, ale ja tu czuje podobieństwo do November Rain od Yankee Candle. Jeżeli ktoś nie lubi męskich zapachów nie musi się obawiać, ponieważ ta "męskość" jest tutaj słabo wyczuwalna. Jest neutralizowana przez delikatną słodycz więc te dwa aspekty stanowią tylko nieprzytłaczające tło. Po pewnym jednak czasie, kiedy znów zaczęłam wąchać sampler na sucho, doszły do mnie aromaty igieł i żywicy, czyli coś drzewnego i choinkowego. Powiem Wam, że takiej złożoności aromatów to ja jeszcze nie spotkałam. Za każdym wąchaniem czuje coś innego. Niesamowite.

Na ciepło zapach niestety bardzo dużo traci na wartości. Zapach jest bardzo delikatny. Nie roznosi się po całym mieszkaniu, skupia się raczej w obrębie kominka. Aby go poczuć musiałam wyjść z domu na parę godzin i zrobić mały przeciąg. Ma to oczywiście swoje plusy. Są osoby, które nie lubią killerów, które preferują zapachy subtelne, tworzące tło w mieszkaniu, zapachy nieprzytłaczające, ciepłe, słoneczne, delikatnie perfumowane. A Fall Fun taki właśnie jest. Do kominka początkowo włożyłam 1/4 samplera, niestety w związku z tym, że nic nie czułam musiałam dołożyć jeszcze kawałek. Połowa samplera była by chyba najbardziej odpowiednia :). Fall Fun, pomimo tego, że delikatny, idealnie wpisuje w krajobraz pięknej, polskiej, złotej jesieni.


Skoro mamy upał (co jest dziwne na Mazurach :D) to musiałam wrzucić do kominka coś orzeźwiającego lub mroźnego/śnieżnego. Na eukaliptusa nie miałam chęci, ale na sanki i śnieg jak najbardziej :). Wrzuciłam wczoraj do kominka kawałek samplera i czekałam. I szczerze powiedziawszy doczekać się nie mogłam bo na sucho zostałam oczarowana. Piękny, męski delikatny zapach, jakby męska chmurka. Żadnych perfum dziadka! Mroźnych nut początkowo nie wyczuwałam, ale z każdym kolejnym wąchaniem coś tam jednak do mnie docierało. Zapach pomimo tego, że męski i perfumowany, jest też lekko słodki, ale absolutnie nie mdlący! Byłam bardzo ciekawa jak te nuty rozwiną się pod wpływem ciepła.

Na ciepło zapach został w dużej mierze bez zmian, była to bardzo delikatna męska mgiełka z odrobiną niemęczącej i niemdlącej słodyczy. Ciekawa rzecz natomiast nastąpiła w trakcie dokładania wosku do kominka. Początkowo włożyłam standardowo, 1/4 krojonego samplera. Zapach był jednak za delikatny więc postanowiłam, że wrzucę jeszcze parę kawałeczków. Łącznie w kominku wylądowało pół samplera - i taka właśnie ilość usatysfakcjonowała moje nozdrza. Unoszący się aromat zyskał na mocy, a zapach...a zapach odkrył przede mną piękne, drzewne, wyraziste nuty! Po miłości do Mountain Lodge od Yankee jestem fanką takich połączeń. Facet, drzewo i flanelowa koszula. Jak już wyżej wspomniałam myślałam, że wrzucam do kominka coś orzeźwiającego, mroźnego i śnieżnego - nieco się pomyliłam, tzn. zmyliła mnie naklejka :). Niema tutaj żadnej nuty mrozu, chłodu czy śniegu (chociaż są osoby, które czują trochę mrozu). Jedynie męskie perfumy mogą być nieco orzeźwiające. Moim zdaniem na tych saniach z obrazka to jedzie jakiś przystojny mężczyzna i sądząc po ilości perfum jedzie do swojej kobiety, która albo mieszka w drewnianym domu, albo robi mu jakieś zajebiste ognisko :D.


Znacie markę Village Candle? 
Zainteresował Was jakiś zapach?





Pozdrawiam, Magda

14 komentarzy:

  1. Zdecydowanie muszę kupić kilka sztuk, ale skuszę się na coś delikatnego, nie jestem fanem "killerów" :D
    Musze to napisać: Uwielbiam czytać Twoje posty, zawsze gdy to robię siedzę z ogromnym uśmiechem na twarzy :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po wielu przejściach na blogu Twoje słowa są miodem na moje serce :). Bardzo się cieszę, że posty Ci się podobają. Jest mi niezmiernie miło i duma mnie rozpiera, że moje wypociny ktoś czyta :) Dziękuję Ci bardzo :)

      Usuń
  2. Paliłabym <3 uwielbiam zapachy YC

    OdpowiedzUsuń
  3. Nigdy nie zwracałam większej uwagi an Village Candle, bo myślałam, że niczym nie różni się od Yankee Candle. Teraz wiem, że kilka różnic jest, więc postaram się im bliżej przyjrzeć :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja kiedyś myślałam, że nie warto zwracać uwagi na inne marki, ale byłam w błędzie. Yankee Candle są super, ale Village, Kringle, czy Goose są naprawdę świetną alternatywą :)

      Usuń
  4. Myślałam, że YC już nic nie pobije :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, Yankee mają mocną pozycję, ale muszą mieć się na baczności :D Konkurencja czuwa i depcze im ostro po piętach :D

      Usuń
  5. Ależ Ty potrafisz opisywać zapachy! Zazdroszczę. I wiem, że "Home for Christmas" zagości u mnie w domu. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje za komplement :) To bardzo miłe, gdy starania są doceniane :) Cieszę się, że Ci się podoba :) Zawsze staram się jak mogę, aby dobrze opisać zapach. Jeżeli zachęciłam Cię do wypróbowania chociaż jednego zapachu to super :)

      Usuń
  6. Nie znam tej marki. Paliłam dotąk samplery Yankee Candle, i zawsze wystarczał mi mały kawałeczek. Chyba mam wrażliwy nos, że taka odrobina mi wystarczy. Pierwszy zapach mi się podoba. Teraz bym go jeszcze nie paliła, ale z końcem października, jak najbardziej.

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo wyczerpujący post. Miło się go czytało :)
    Koniecznie muszę przetestować village candle

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za Twój komentarz :) Jeżeli miło się czytało tzn., że cel został osiągnięty :) Bardzo mnie to cieszy :) A markę VC polecam :)

      Usuń
  8. Mam Village Candle Warm Buttered Bread okropny śmierdziuch, nigdy więcej. Odpaliłam go dosłownie na kilka minut i po raz kolejny nie ma szans na odpalenie. :) Zastanawia mnie zapach Caramel Kettle Corn ale wątpię abym ponownie skusiła się... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybrałaś dosyć dziwny zapach więc nie ma co skreślać marki z tego powodu :D. Warm Buttered Bread ja z kolei kupiłam bo czytałam wiele pozytywnych opinii. Trzeba jednak pamiętać, że każdy nos jest inny. Najważniejsze jest to, aby określić nuty zapachowe, które toleruje i czuje Twój nos. Ja na przykład uwielbiam zapachy męskie, jedzeniowe, słodkie, ciasteczkowe, czekoladowe i tak dalej. Nie straszny mi wosk o zapachu chleba czy popcornu z masłem i solą. Mniej lubię zapachy morskie, wodniste, praniowe i czystościowe. A jeszcze mniej trawiaste. Nie przepadam za kwiatkami i owocami. Dla mnie świeca o zapachu mango, kokosa, ananasa, czy pomarańczy to taka sama tragedia jak dla Ciebie Warm Buttered Bread :D. Szukaj swoich nut zapachowych i nie skreślaj żadnej firmy :) - próbuj, testuj, to klucz do sukcesu :D.

      A Caramel Kettle Corn to mocny zapach słodkiego karmelu :)

      Usuń