wtorek, 11 sierpnia 2015

DZIEWIĘĆ KOSMETYCZNYCH GADŻETÓW, KTÓRYCH NIE MAM, ALE JESTEM SZALENIE CIEKAWA

Witajcie!


Dzisiaj post nietypowy bo o produktach, których nie mam i nigdy nie miałam. Będzie to wpis przedstawiający garść kosmetycznych gadżetów, które przewijają bądź przewijały się na wielu blogach, ale ja nigdy nie miałam okazji/chęci/dostatecznej motywacji/wiary (że dany produkt działa) do wydania na nie złotówek. Chociaż nie ukrywam, że będą to też gadżety, których nie kupiłabym ze względu na wysoką cenę.

Bardzo długo myślałam o tym poście i bardzo długo zastanawiam się, co na tą listę wrzucić. Nie ukrywam, że wielokrotnie lista produktów się zmieniała, a przy tworzeniu ostatecznego kolarzu i tak dopisałam dodatkowe dwie pozycje. Mam nadzieje, że w komentarzach wypiszecie mi swoje typy kosmetycznych gadżetów, które chętnie byście wypróbowały. Nie wiem czemu, ale ostatnimi czasy temat kosmetycznych gadżetów bardzo mnie zainteresował. To niesamowite jak parę silikonowych jeżyków potrafi ułatwić nam życie :).

1. BAWEŁNIANE, SKOMPRESOWANE MASECZKI DO TWARZY - ten gadżet, to zwykły, bawełniany (chyba bawełniany?) skrawek materiału, który wycięty jest na wzór naszej twarzy. Materiał nie jest niczym nasączony. To zwykły materiałowy płatek, który kładziemy na twarz po uprzednim zaaplikowaniu jakiejkolwiek maseczki: alg, glinki, czy po prostu gotowej maseczki w saszetce, którą znajdziemy w każdej drogerii. Skompresowane maseczki rzekomo ułatwiają wnikanie w skórę składników aktywnych poszczególnych produktów (czyt. maseczek właściwych). Koniecznie muszę sprawdzić dokładny skład tego materiału. Ciekawa jestem, czy wpływa on w jakikolwiek sposób na wnikanie składników aktywnych w głąb skóry. Jeżeli tak, to byłby hit :). 
A może Wy już próbowałyście?

2. MAGICZNE CHUSTECZKI - to kolejny gadżet w skompresowanej formie :). Magiczne Chusteczki to chusteczki, które pod wpływem wilgoci zwiększają swoją objętość i rozkładają się do dosyć sporych rozmiarów. Można ich używać wszędzie i do wszystkiego. Można przemywać nimi dłonie i ręce w podróży, można używać ich z hydrolatem do oczyszczania skóry, świetnie nadają się dla matek, które śmigają z dziećmi na plac zabaw - w każdej chwili można ogarnąć łapki malucha, który wytarzał się w piasku, a ma ochotę zjeść loda :D. Soorki za te matczyne porady :P. Dosyć spore opakowanie kosztuje grosze więc można zaopatrzyć się w nie hurtowo. Jeżeli mam być szczera to nie wiem czemu jeszcze ich nie zamówiłam :).

3. GĄBKA KONJAC - nie wiem czy wiecie, ale mam bzika na punkcie mycia/oczyszczania/doczyszczania skóry twarzy. Moja skóra jest bardzo kapryśna i wymagająca. Ciągle ją coś zapycha, ciągle pojawiają się na niej nowe pryszcze, nie wspominam już nawet o wągrach, zaskórnikach i rozszerzonych porach, które są moją zmorą. Muszę dbać o oczyszczanie oraz regularne i intensywne złuszczanie ponieważ skóra bardzo szybko staje się szorstka, twarda (jeżeli mogę to tak nazwać) i poszarzała. Mam bzika na punkcie oczyszczających gadżetów dlatego też ich na liście jest najwięcej. O gąbce Konjac czytałam już bardzo dawno, ale nigdy nie było jakoś okazji, aby się w nią zaopatrzyć. Gąbka podobno świetnie oczyszcza oraz masuje skórę pobudzając przepływ krwi, stymulując krążenie co finalnie przekłada się na jędrność i elastyczność skóry. Gąbeczki (np. Yasumi) mają różne kształty i każda z nich jest przeznaczona do innego typu skóry np. do skóry suchej z pierwszymi oznakami starzenia, do skóry wrażliwej, alergicznej, mieszanej i ze skłonnością do powstawania niedoskonałości.

"Dzięki zawartości naturalnego czynnika nawilżającego łagodzi podrażnienia, nawilża i przywraca komfort suchej skórze. Gąbka posiada zdolność absorbowania nadmiaru sebum z powierzchni skóry. Dokładnie usuwa zanieczyszczenia i delikatnie złuszcza martwe komórki naskórka. Regularne stosowanie gąbki redukuje ilość zaskórników. Działa antyseptycznie i przeciwbakteryjnie – ogranicza ilość bakterii odpowiedzialnych za powstawanie trądziku. Gąbka posiada odczyn zasadowy, dzięki czemu przywraca naturalne pH skóry. Nie zawiera dodatków chemicznych, konserwantów i barwników. W 100% biodegradowalna."

4. RĘKAWICA KESSA - ciekawy gadżet, który zgarnia masę pozytywnych recenzji. Rękawica polecana jest do głębokiego oczyszczania skóry całego ciała oraz złuszczania martwego naskórka. Podobno radzi sobie z tym lepiej niż niejeden zdzierak. Masaż odbywa się tylko i wyłącznie przy użyciu zwykłego żelu pod prysznic. Czy to nie brzmi pięknie? Koniec z peelingami, koniec z masowaniem skóry scrubami, które kawałkami spadają do wanny, koniec podrażnień spowodowanych peelingami solnymi - to wszystko zastępuje nam właśnie Kessa. Oczyszcza skórę, usuwa martwy naskórek, a przy okazji masuje poprawiając krążenie. Skóra po jej użyciu jest podobno niesamowicie gładka i miękka - i nie da się tego efektu porównać z żadnym peelingiem.

5. ŚCIERECZKA MUŚLINOWA - czyli kolejny gadżet do oczyszczania twarzy :). Pierwszy raz natknęłam się na nią na blogu Aliny (Alina Rose - chyba każdy zna). Poczytałam, pomyślałam, poszukałam w necie, ale jakoś tak mi się o niej zapomniało. Pomysł zakupu jednak wrócił. Coś tam mi siedzi w głowie i wyjść nie może. Nie umiem uwierzyć w moc takiej zwykłej ściereczki, ale pozytywne recenzje naprawdę zachęcają. Ściereczka polecana jest głównie do demakijażu, ale i oczyszczania oraz złuszczania martwego naskórka - szczególnie dla osób, które mają wrażliwą skórę. Ściereczka przypomina fakturą tetrowe pieluszki dla dzieci, nie jest więc gładka i śliska - ma to spore znaczenie w trakcie pocierania twarzy. Można wykonać nią bardzo delikatny masaż, który dodatkowo poprawia krążenie.

6. DERMAROLLER - to cudo, do domowej mezoterapii mikroigłowej kupiłam mamie na gwiazdkę (jakoś tak 2 lata temu). Niestety długość "mamy" igieł jest kompletnie nie dopasowana do mojej skóry. Moja mama ma cerę odporną, "twardą", z głębokimi bruzdami, natomiast ja mam cerę kapryśną, delikatną, czasami wrażliwą, podatną na uszkodzenia. Co więcej, skórę mam dużo cieńszą niż moja mama. Jeżeli zdecydowałabym się na zakup Dermarollera to tylko po uprzednim skorzystaniu z takiej usługi u kosmetyczki/kosmetologa/dermatologa oraz po konsultacji z taką osobą. Dermaroller jest fajny, ale inwazyjny. Trzeba uważać, aby nie zrobić sobie kuku :D. Ta mała roleczka (jakby ktoś nie wiedział) naszpikowana jest igiełkami różnej długości, które mają za zadanie (w trakcie rolowania/masowania) wbijać się po prostu w skórę naszej twarzy (tworząc mikrodziurki, mikrouszkodzenia naskórka). Taki "masaż" pobudza procesy naprawcze naskórka oraz produkcję kolagenu, wspomaga krążenie, spłyca zmarszczki, pomaga w walce z bliznami, bruzdami, przebarwieniami oraz rozszerzonymi porami. Dermarollera używamy razem z np. kwasem hialuronowym, kolagenem, elastyną, witaminą C. Nakłuwanie naskórka powoduje, że składniki aktywne lepiej i szybciej wnikają w głąb skóry. Podobno efekt odmłodzenia skóry widoczny jest bardzo szybko. Czujecie się skuszone tak jak ja? Nie boicie się bólu? To chyba nie ma na co czekać :).

7. SAUNA PAROWA NA TWARZ - taka sauna była podobno do kupienia w Biedronce za jakieś śmieszne pieniądze. Ja oczywiście to przegapiłam i nie wiem, czy obecnie można ją jeszcze znaleźć. Bardzo żałuję bo szalenie jestem ciekawa jak taka sauna sprawdziłaby się w procesie oczyszczania twarzy. Oczywiście można taką sunę stworzyć samemu w domu (miska, wrzątek, ścierka, ręcznik), ale taka gotowa zajmuje mniej miejsca, mniej czasu, a jej specjalna konstrukcja ułatwia użytkowanie. Sauna ma za zadanie zmiękczyć naskórek, rozszerzyć pory oraz ułatwiać usuwanie zanieczyszczeń. Oczywiście poza działaniem oczyszczającym wspomaga krążenie, łagodzi stany zapalne oraz podrażnienia - a to wszystko zależy od tego, jakie ziółko/jaki olejek dodamy do gorącej wody.

8. ELEKTRYCZNY PILNIK DO STÓP - jak tylko pojawiły się reklamy pilnika marki Scholl, byłam ciekawa jak taki pilnik poradziłby sobie z moimi stopami. Chciałam go nawet kupić, ale cena (około 150 zł) nieco mnie odstraszyła i zmusiła do refleksji, czy aby na pewno taki produkt jest mi niezbędny, czy aby na pewno taki produkt jest skuteczny (bo przecież mogę kupić sobie tarkę/pumeks za 2 zł). Na zakup nie zdecydowałam się do dnia dzisiejszego - właśnie ze względu na cenę. Jeżeli okazałoby się, że pilnik nie radzi sobie ze zrogowaciałym naskórkiem w stopniu mnie zadowalającym to byłam bardzo zła. Szczerze muszę przyznać, że nie chce mi się wierzyć w jego moc i bardzo żałuję, że w moim otoczeniu nikt takowego sprzętu nie posiada. Mogłabym chociaż dotknąć pilnika i zobaczyć jakiej grubości są ziarenka ścierające. Nie ukrywam, używanie tarki/pumeksu jest uciążliwe, trwa dłużej, a i efekty są czasami marne, a taki pilnik elektryczny byłby dużym odciążeniem. Mam co do niego mieszane uczucia.

9. SZCZOTECZKA SONICZNA FOREO LUNA - to kolejny produkt do oczyszczania twarzy i kolejny, który kosztuje astronomiczne pieniądze. Wersja mini tego silikonowego/gumowego (?) jeżyka to około 500 zł! I powiem Wam, że żadna z pozytywnych recenzji nie przekonała mnie jeszcze tak mocno, że byłabym gotowa wydać od tak pół tysiąca na szczoteczkę. Owszem, jestem ciekawa i bardzo chętnie zrobiłabym miesięczny test (pół twarzy oczyszczałabym Luną, a drugie pół twarzy chińskim, silikonowym jeżykiem), ale bardzo trudno uwierzyć mi w moc tego cuda. W 80% wydaje mi się, że nie zauważyłabym żadnej różnicy pomiędzy Luną, a chińskim jeżykiem. Oczywiście są to tylko moje przypuszczenia ponieważ Luny nigdy nawet na oczy nie widziałam :D. Jestem po prostu szalenia ciekawa czy poradziłaby sobie z moją kapryśną, zanieczyszczoną skórą. Sekret Luny tkwi podobno w pulsacji, która ma zbawienny wpływ na skórę, jej oczyszczenie, ujędrnienie, wygładzenie. 
P.S. W trakcie pisania posta trafiłam na wizażu na wątek, gdzie dziewczyna robiła powyższy test (pół twarzy oczyszczała Luną, pół silikonowym padem). Żadnej różnicy nie zauważyła :).


Znacie w/w produkty? Używacie?
Lubicie kosmetyczne gadżety?



Pozdrawiam, Magda


12 komentarzy:

  1. Posiadam dermaroller, ale od dłuższego czasu leży w szafie. Zabiegi są jak dla mnie zbyt bolesne :(( Mam również szczoteczkę soniczną (innej marki) i mogę polecić bo sprawdza się wspaniale! W przyszłości mam zamiar zakupić sobie saunę parową na twarz bo słyszałam o niej wiele dobrego :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Z Foreo jestem zadowolona, ale też nie jest to taki produkt bez którego nie można się obejść:) Na pewno na jakieś poważne problemy skórne nie pomoże, a przy jakimś dużym trądziku powiedziałabym nawet, że zaszkodzi;) Kessę szczerze polecam:) a to do stóp też mnie ciekawi, powiem szczerze.

    OdpowiedzUsuń
  3. Z tych wszystkich produktów mam tylko 9. Lunę, skuszona pozytywnymi recenzjami kupiłam, niestety nie okazałam się cudem technologicznym (zresztą pisałam o tym niedawno na blogu) i w przeciwieństwie do np. fajnych szczoteczek sonicznych do zębów, nie ma w niej nic co miałoby sprawić, że cena zostanie wywindowana do 700zł ( regularna cena dużej, nie tej mini). Nie można do końca wierzyć internetom ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. O wszystkich gadżetach słyszałam i od dawna mam ochotę na lunę mini. Chcę ją nawet kupić na urodziny (które są za miesiąc), ale ciągle się waham. Sama nie wiem co o niej sądzić :C

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Patrząc na opinie osób, które zainwestowały w Lunę oraz recenzje porównawcze osób, które stosowały i Lunę i silikonowego, zwykłego, chińskiego pada/jeżyka stwierdzam, że nie warto :D. W wielu recenzjach dziewczyny pisały, że NIE WIDAĆ RÓŻNICY :D

      Usuń
  5. Rękawicę kessa mam i stosuję, ale czasem mam ochotę jednak na normalny peeling. Zdziera rewelacyjnie, skóra jest pobudzona, wygładzona, oczyszczona. Dla mnie nie nadaje się do delikatniejszych partii ciała. Z kolei gąbeczkę konjac znalazłam niedawno w Shinyboxie, używałam i byłam nawet zadowolona. Namoczona staje się bardzo miękka, delikatna, masaż nią to przyjemność. Ale zauważyłam, że pojawiła się na niej pleśń... I to już po trzech tygodniach stosowania :( Jak już się na jakąś skuszę to raczej nie na Yasumi. Jeszcze z gadżetów - rękawica Glov <3 Dostałam ją na urodziny, wersję największą i już kocham całym serduszkiem. Zmywa, jest delikatna, nie podrażnia. Ściąga ładnie cały makijaż, chociaż na koniec cała wygląda jak wyjęta z kopalni. Trzeba ją później wyprać, ale myje się dobrze, 'nie zaciąga' :)

    OdpowiedzUsuń
  6. mam chęć od bardzo dana na elektryczny peeling do stóp. w końcu go sobie sprawie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja zamiast ściereczki muślinowej sięgam po taką z mikrofibry :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam ten pilnik do stóp i jest rewelacyjny! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. O roku posiadam Velvet Smooth i jestem w nim zakochana :) Nie wyobrażam sobie teraz pielęgnacji stóp bez niego, jak i również z wanienki masującej z School'a :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Magiczne chusteczki mnie oczarowały ;) Zastanawiam się poważnie nad zakupem elektrycznego pilnika do stóp. Ale generalnie czytałam o nim wiele różnych opinii, a troszkę jednak kosztuje. No i ściereczka muślinowa mnie kusi :)

    OdpowiedzUsuń