sobota, 24 maja 2014

NOWOŚCI KOSMETYCZNA - KOLEJNA EDYCJA/ ZAKUPY

Witajcie,


na prawdę już nie wiem, która to część nowości kosmetycznych w tym miesiącu :D. Chyba siódma? Nie wiem jak to się stało, ale zagalopowałam się troszeczkę :D. Zamiast oszczędzać, ja wydaję - ah te baby.

Ostatnie nowości, które nabyłam to w większości produkty myjące: żele, mydła, a także peelingi. Są też dwa produkty włosowe i kolorówka. 

Nie ma sensu przeciągać tematu, przejdę od razu do rzeczy :).

piątek, 23 maja 2014

FLIP FLOP, LAKIER DO PAZNOKCI Z EFEKTEM KAMELEONA NR 04/ ALLE PAZNOKCIE

Witajcie,


dawno nie było żadnego postu lakierowego i tak wczoraj siedząc i myśląc nad tym co napisać (czy znowu nowości kosmetyczne czy lakier) to zdecydowałam się na lakier. Tym bardziej, że ostatnio wpadło w moje rączki parę fajnych egzemplarzy, z którymi na prawdę warto się zapoznać.

O współpracy ze sklepem AllePaznokcie pisałam Wam już tutaj. Do przetestowania otrzymałam lakier holograficzny nr 05 (KLIK), lakier chromowy nr 01 (KLIK), lakier Flip Flop (z efektem kameleona) nr 04 (KLIK)Vinyl Top Coat (KLIK)Quick Dry Shine Top Coat (KLIK) oraz Pilnik do paznokci 100/180 (KLIK).

Lakier holograficzny i Flip Flop przeszły już pierwsze testy więc na pierwszy ogień idzie...

Lakier do paznokci FLIP FLOP (z efektem kameleona) nr 04

Całą serię lakierów Flip Flop znajdziecie tutaj.

środa, 21 maja 2014

BLOGOWA AKCJA CHARYTATYWNA I WSPÓŁPRACA Z DROGERIĄ CYTRYNOWA! KUP I WSPOMÓŻ FUNDACJĘ "ZWIERZĘTA NICZYJE"




Witajcie,



dopiero co zrobiłam podsumowanie i zakończenie akcji z firmą Elfa Pharm Polska, a już przychodzę do Was z kolejną charytatywną współpracą :D. Nie wiem jak nam pójdzie tym razem bo jak niektórzy wiedzą w poniedziałek (26.05.2014) jadę do szpitala i nie wiem jak szybko wrócę na bloga po porodzie. Pierwsza akcja poszła szybko, ale z wysłaniem paczek trwało to około miesiąca. Jeżeli ktoś zaklepie sobie dzisiaj prezentowane fanty to będzie się musiał niestety uzbroić w cierpliwość, gdyż nie wiem jak prędko po cesarce będę na chodzie :(. Mam nadzieje, że to Was jednak nie zniechęci i że akcja z nowym sponsorem pójdzie równie gładko :). Z osobami, które zakupią fanty będę oczywiście w indywidualnym kontakcie :).

Produkty świetnie nadają się na licytację i bazarki, które chciałam robić na FP bloga niestety przez poród będę miała na to za mało czasu i musicie mi wybaczyć :(. Produkty będą z gotową ceną.


wtorek, 20 maja 2014

PODSUMOWANIE BLOGOWEJ AKCJI CHARYTATYWNEJ I WSPÓŁPRACY Z ELFA PHARM POLSKA!



Witajcie,


no i nadszedł ten piękny dzień. Dzień, w którym możemy zakończyć pierwszą Blogową Akcję Charytatywną :). Ktoś nie pamięta o co chodzi? Ktoś jest tutaj pierwszy raz i nie zna sprawy? Odsyłam wszystkich do etykiety "Blogowa Akcja Charytatywna", gdzie znajdują się wpisy dotyczące akcji :). 


Pomysł na całą akcję opisany jest TUTAJ. Pierwszą charytatywną współpracę podjęłam z firmą Elfa Pharm Polska i wpis na ten temat znajdziecie TUTAJ. Firma Elfa Pharm podarowała nam 8 charytatywnych paczek, które rozeszły się jak świeże bułeczki w niecałą dobę od otrzymania paczki. Byłam i jestem w szoku nadal. Na prawdę nie spodziewałam się, że akcja pójdzie tak szybko, tak łatwo, tak gładko.

poniedziałek, 19 maja 2014

NOWOŚCI KOSMETYCZNE VI/ WSPÓŁPRACE/ ALLE PAZNOKCIE/ COSMO SPA

Witajcie,


dzisiaj przed południem byłam na poczcie i wysłałam ostatnią paczkę z naszej Blogowej Akcji Charytatywnej. Tak, tak to już finał. Koniec akcji z Elfa Pharm Polska :). Jestem bardzo zadowolona :). Jutro nastąpi podsumowanie całego przedsięwzięcia i przekazanie darowizny na konto Fundacji "Zwierzęta Niczyje" także nie przegapcie tak ważnego wpisu :D.

Zgodnie z obietnicą zawartą w tym wpisie, przychodzę dzisiaj do Was z "ostatnimi" nowościami kosmetycznymi. Nowościami ze współprac, które ostatnio podjęłam. Zaznaczam, iż nie są to współprace charytatywne - nad tym nadal pracuje. 

Chciałabym na prawdę, żeby dzisiejszy wpis był ostatnim z nowościami, ale oczywiście po drodze tworzenia tych wpisów znowu się obkupiłam i znowu będzie nadprogramowy wpis z nowościami, ale to może później bo są rzeczy ważne i ważniejsze :).

P.S. Nowe fanty charytatywne od jednej z firm posiadam już od dawna :). Przesyłkę przedstawię Wam po jutrze także spokojnie :). Czekam z nimi tylko i wyłącznie do zakończenia akcji z Elfa Pharm.


Zatem jakie współprace ostatnio udało mi się podjąć?



Pierwszą współpracę podjęłam z Hurtownią AllePaznokcie:

sobota, 17 maja 2014

TO NIE JEST RECENZJA :)/ SZAMPON + MASKA OD L'OREAL ELSEVE SUN DEFENSE/ ANALIZA SKŁADÓW/ BIEDRONKA

Witajcie,

jak wiadomo, ruszyła kolejna Biedronkowa promocja kosmetyczna (od 15.05.2014). Po przejrzeniu gazetki stwierdziłam, że jedyne co mnie interesuje do maska do włosów L'oreal Elseve Sun Defense. Przed zakupem chciałam w internecie znaleźć coś na temat tych produktów - bez skutku. Zero wyszukiwań - dziwne. Tak czy siak postanowiłam ją kupić. Szampon nie był planowany :).

piątek, 16 maja 2014

NOWOŚCI KOSMETYCZNE TROCHĘ INNE NIŻ WSZYSTKIE :), CZĘŚĆ 5/ KORUND/ GLINKA CZERWONA

Witajcie,

planując dla Was wpisy z nowościami KLIK, nie wiedziałam o przesyłce o której dzisiaj Wam napiszę. Dowiedziawszy się w trakcie, stwierdziłam, że zamiast zamierzonych 5 części wpisów z z nowościami, zrobię 6 części wpisów. 

Dlaczego nowości inne niż wszystkie? Pewnie dlatego, że nie podchodzą pod żadną, zaplanowaną przeze mnie kategorię :), ale to nic :). Damy radę.


Paczuszka, którą dzisiaj otrzymałam jest mała, ale jakże dla mnie wartościowa. Wartościowa nie tylko dlatego, że są w niej ciekawe produkty, których jeszcze nigdy nie miałam...Wartościowa, ponieważ jest to paczka, którą dostałam CYTUJE "na zachętę i za dobre serduszko dla zwierząt"

Dlatego postanowiłam poświęcić jej osobny wpis.



Paczkę zawdzięczam Kamili z http://mela-beauty.blogspot.com/. 

Otrzymałam Francuską glinkę czerwoną KLIK, Korund KLIK oraz mydełko z glinkami KLIK.

czwartek, 15 maja 2014

BIEDRONKOWE nowości kosmetyczne, część 4

Witajcie,

długo zastanawiałam się czy dodawać ten wpis ponieważ miałam stosunkowo niedawno straszne bóle brzucha, które nie ukrywam nieomal doprowadziły mnie do łez, jednak postanowiłam zebrać się do kupy, uspokoić, nie panikować, usiąść i napisać. I tak teraz bym nie zasnęła. Wzięłam No-spe, wzięłam kąpiel, trochę się rozluźniłam i już jest ok. Postaram się jednak, aby wpis zrobić jak najszybciej. Przy mojej tendencji do długich wpisów może się to nie udać, ale spróbujemy :).


Kosmetyczne promocje w Biedronce trwają już ponad tydzień. Dn. 08.05.2014 pojawiła się pierwsza promocja KLIK, a od dzisiaj ruszyła kolejna kosmetyczna promocja KLIK. Najwięcej rzeczy kupiłam oczywiście na tej pierwszej promocji - pokazywałam je na FB. Dzisiaj czas pokazać je na blogu.



1 i 2. Winogoronowe i arbuzowe masło do ciała, Bielenda - w planach miałam tylko zakup arbuzowego masła, ale w nadmiarze emocji (:D), nie doczytałam, chwyciłam słoiczek i poszłam. Peelingi i masła nie były oddzielone, leżały razem, ich opakowania są identyczne, każdy mógł się pomylić :). Na chwilę obecną smarowałam się tylko masłem arbuzowym. Pachnie bardzo ładnie, ma delikatną konsystencję, nie jest tłuste i szybko się wchłania. Jestem zadowolona. Co więcej, drugie miejsce w składzie zajmuje masło SHEA więc jest bardzo miło.

3. Arbuzowy peeling do ciała, Bielenda - jego skład opiera się głównie na wazelinie i parafinie - niestety. Powoduje to osadzanie się na ciele nieprzyjemnego, tłustego filmu po użyciu. To powoduje, że cieszę się z powyższej pomyłki (cieszę się, że kupiłam masło, a nie peeling). Peeling ma fajną, gęstą, klockowatą konsystencję, ładnie pachnie, fajnie się go używa i rozprowadza na skórze, no ale co z tego, skoro czuje się tak, jakbym smarowała się masłem?

4. LadyCode by Bell Fulll Colour, lakier do paznokci nr 31 - niestety nic nie mogę o nim powiedzieć, kupiłam go w prezencie dla babci. Nie używałam nigdy lakierów LadyCode, nie wiem jak się spisują.

5. Luxury Paris, skoncentrowana odżywka-serum do paznokci 9w1 - odżywki Eveline dały mi się we znaki ostatnio więc mam cichą nadzieję, że podróbka od Luxury Paris sprawdzi się dużo lepiej. Pisałam Wam jakiś czas temu na FB, że kupiłam odżywkę Eveline 8w1, która nie nadaje się do malowania. Robi smugi, nie daje się nią malować, lakier się rozwarstwia, jest za rzadki i tak dalej. Kupiłam albo odżywkę przeterminowaną, albo Eveline leci w ciula. Już tyle bubli od nich kupiłam, że na razie pasuje. Eveline 8w1 gnije w szafce bo po co mi odżywka do paznokci, która nie nadaje się nawet jako baza? Widzieliście kiedyś odżywkę, która w trakcie zasychania tworzy grudy i wygląda jak nieudolnie zrobiony lakier piaskowy? Dramat.

6. Celia Woman, Satin Mat, lekki krem-baza nawilżająco matujący do cery normalnej, mieszanej i tłustej - ostatnio wszystkie używane przeze mnie kremy były zabójstwem dla mojej skóry. Zapychały mnie po niecałej dobie od aplikacji, powodowały występowanie okropnych pryszczy i zaskórników więc odstawiłam je na rzecz serum. Sera spisują się świetnie - zero zapychania. Ten krem kupiłam po długim namyśle, nie wiem czy się sprawdzi, najważniejszy jest jednak fakt, że nie posiada w składzie parafiny. Użyłam go jak na razie RAZ i co? Nie zapchał mnie! To pierwszy sukces!

7. Celia de Luxe, płyn micelarny - użyłam go dopiero raz, na próbę więc jeszcze niewiele mogę Wam o nim powiedzieć. Jeszcze kończę micel BeBeauty. A może Wy miałyście micel Celii i możecie cokolwiek o nim powiedzieć?

8. Organizer na biżuterię i kosmetyki - w blogosferze był na nie szał ciał, wszyscy kupowali, a ja nawet nie wiedziałam o co chodzi hehe. Kiedy się zorientowałam, że pojemniczki były w promocji w mojej Biedronce już ich nie było. Szczerze przyznaje, że nie żałuję, wcale pojemniki nie były mi potrzebne. Ten kupiłam za 5 zł - najprawdopodobniej jakieś niedobitki. Pojemnik nie wygląda wcale ładnie, ale dzięki niemu małe elementy (wazeliny, błyszczyki, biżuteria), które stale leżą w przedpokoju po prostu się nie kurzą. Tylko tego chciałam :D.

9. Urządzenie do pielęgnacji twarzy - które bije w blogosferze rekordy popularności :D. Stosowałam je tylko parę razy, testowałam końcówki. Urządzenie nie jest rewelacyjnie zbudowane, nie jest stabilne, widać i czuć braki w wykonaniu, ale do domowego użytku powinno wystarczyć. Zobaczymy jak długo mi posłuży. Jestem ciekawa kiedy się zepsuje lub rozwali :D. A może będę mile zaskoczona?







Natomiast na promocji, która zaczęła się właśnie dzisiaj kupiłam szampon regenerujący L'oreal Elseve Sun Defense oraz maskę z regenerującym serum L'oreal Elseve Sun Defense. To letnia seria kosmetyków, która ma za zadanie dogłębnie zregenerować włosy, nawilżyć oraz chronić przed wysuszeniem. Odpowiednie do włosów narażonych na działanie słońca, wody morskiej i chlorowanej. W internecie nic nie znalazłam na ich temat. A Wy co myślicie? Ja powiem jedno - pachną przepięknie :D.



A Wy co złowiłyście w Biedronce? :D




Pozdrawiam, Magda

środa, 14 maja 2014

Rossmannowe (i nie tylko!) nowości kosmetyczne z kategorii INNE, czyli produkty, które dostałam lub kupiłam w rożnych sklepach, część 3

Witajcie,

z tego co się orientuje nie wszystkie paczki jeszcze do mnie dotarły aczkolwiek postanowiłam i tak zrobić ten wpis. Jedna paczka, której się spodziewam, jest dla mnie zaskoczeniem więc myślę, że będę mogła podciągnąć ją pod nowości kosmetyczne innej kategorii :D.


Wczoraj i przedwczoraj pokazałam Wam nowości typowo Rossmannowe z wybranych i wszystkim znanych kategorii, a dzisiaj będzie wielki misz-masz. Będzie Rossmann, będzie Natura, będzie internet, będzie DM. Będzie także seria produktów, które po prostu dostałam w prezencie.


Produktów, które dostałam jest najmniej więc od tej kategorii zaczniemy.
Moja przyjaciółka spędziła święta wielkanocne w Niemczech i z tego oto wyjazdu przytachała mi do Polski kosmetyki Balea. Tych oczywiście nigdy dość hehe. Dostałam szampon z mango i aloesem (odżywka spisała się świetnie więc liczę na ten szampon) oraz odżywkę z ekstraktem z figi i pereł (odżywka fajnie wygładza włosy). Z kategorii włosowej dostałam od babci mgiełkę John Frieda full Repair z olejkiem Inca Inchi. Mgiełki jeszcze nie używałam, ale gdy zacznę na pewno postaram się o jej recenzje. Nie ukrywam jestem bardzo ciekawa jej działania. Jak do tej pory miałam tylko jeden produkt marki John Frieda, był to lotion do włosów z wodą morską. Ze względu na wysoką cenę nie zaopatruję się po prostu w te kosmetyki, ale jestem ciekawa, jestem :D. Ostatni "dostany" produkt otrzymałam od mamy wczoraj lub przedwczoraj, nie pamiętam. To mgiełka Pur Blanca z Avonu. Bardzo lubię Pur Blancę więc prezent jak najbardziej trafiony.


Teraz produkty, które kupiłam sama.
Żeli Isana nigdy nie lubiłam - przyznaje bez bicia. Nie lubiłam ich konsystencji, zapachy pozostawiały wiele do życzenia, nie pieniły się na mojej skórze i ogólnie miałam wrażenie, że nie myją mojej skóry. Czułam się po nich po prostu brudna. Postanowiłam dać im drugą szansę przy okazji pojawienia się edycji limitowanej. Ja po prostu kocham edycje limitowane hehe. Pierwszy żel Isany, który kupiłam żel Limonka i Mięta - nie ukrywam mięta mnie zachęciła. Bardzo lubię orzeźwiające żele. A drugi, który wpadł w moje ręce wygląda jak żel marynarza, jest to żel Isana Steife Brise o zapachu Bryzy Morskiej. Bardzo często zdarza się tak, że wszelkie edycje limitowane są świetne, a potem żałujemy ich wycofania i oczywiście w tym przypadku jest dokładnie to samo! Po zwykłe żele Isany nie planuję sięgać, ale te dwa limitowane są po prostu cudowne. Żelowe, gęste, wydajne, pięknie pachnące. Jestem usatysfakcjonowana. Nabyłam również drugi żel z nowej edycji produktów Wellness&Beauty. Pierwszy, który kupiłam (czerwony) sięgnie niedługo dna, a że jestem z niego zadowolona postanowiłam nabyć jego kolegę z owocowymi ekstraktami z mango i papai. Żel pachnie bardzo świeżo, jak dojrzałe morele, brzoskwinie, mango i papaje w jednym. 


Kolejnym produktem z Rossmanna (oczywiście z edycji limitowanej) są nawilżane, malinowe chusteczki oczyszczające Synergen. Do zakupu skusiło mnie piękne, różowe opakowanie oraz fakt malinowego aromatu. No, ale niestety...myślałam, że chusteczki zadowolą mnie tak, jak chusteczki Alterry, o których pisałam tutaj, a okazało się, że są gorzej niż przeciętne :(. Po pierwsze zapach - brzydki, niestety brzydki. Pachnie jak rozwodniona, spleśniała malina. Po drugie stopień nawilżenia chusteczki - bardzo słaby. Chusteczki są suche w około 60% i nie oczyszczają dobrze twarzy. Producent zarzeka się, że chusteczki usuwają wodoodporny tusz do rzęs, aczkolwiek jest to totalna bzdura. Chusteczki w ogóle nie radzą sobie z makijażem. Plusem jest bardo wygodne opakowanie. Kolejnym produktem z Rossa jest olejek do ciała Isany. Stosunkowo niedawno był przeceniony na około 6 zł (obecnie 14 zł) i półki były puste. Taka o rewelacja :). Zaopatrzyłam się w niego z czystej ciekawości oraz faktu, iż skórze w ciąży raz na jakiś czas przyda się użycie olejku. Nie ukrywam, że chciałabym go również przetestować na włosach! A może Wy już próbowałyście? Na skórze olejek spisuje się świetnie, nie jest mega tłusty, wchłania się bardzo szybko, nie tłuści za mocno skóry ani ubrań. Jest świetny. A kolejny produkt pochodzi już z Drogerii Natura. Jest to żel antybakteryjny do rąk o zapachu arbuza i melona. Skusiłam się na niego ponieważ odkąd jestem w ciąży, mój Bartek bardzo dba o moje zdrowie i higienę. Często czepiał się, abym nie głaskała podwórkowych kotów bo się czymś zarażę i tak dalej. Postanowiłam nabyć ten produkt, aby dał mi w końcu święty spokój :). Noszę go zawsze w torebce i jestem z niego bardzo zadowolona. Wystarczy kropla wielkości ziarna zielonego groszku, aby dokładnie pokryć nim dłonie. Pachnie przepięknie, szybko się wchłania i nie wysusza dłoni!


Kolejne zakupy to Rossmann i Hebe. W związku z tym, iż skończyło mi się serum do twarzy od Eveline postanowiłam wypróbować przeciwzmarszczkowe serum rozświetlające Soraya Metamorphose do cery szarej i zmęczonej. Na chwilę obecną jestem z niego zadowolona. Serum jest delikatne, ładnie pachnie, nie zapycha (!), a do tego posiada w sobie rozświetlające drobinki. Skóra po nim nie błyszczy się, ale jest delikatnie rozświetlona. Szybko się wchłania więc idealnie nadaje się pod makijaż. Następnym produktem do twarzy jest uniwersalny krem kojąco-osłaniający Himalaya, o którym pisałam tutaj. Bardzo go lubię i na pewno będę regularnie do niego wracać. W Hebe natomiast kupiłam bardzo polecaną w blogosferze skoncentrowaną odżywkę do regeneracji paznokci i skórek Cztery Pory Roku - stworzona zapewne na wzór odżywki Regenerum. Używana na czysty paznokieć (bez lakieru) powoduje, że płytka bardzo szybko robi się twarda i to było dla mnie wielkim zaskoczeniem. Ja natomiast ciągle maluje paznokcie (bo mają tendencję do łamania) i używam odżywki sporadycznie na suche skórki. Pomimo olejków w składzie, ze skórkami radzi sobie słabo. Może gdybym używała jej regularnie byłoby lepiej?



Pewnie sobie myślicie, że jak na mnie, to jest tutaj za mało produktów włosowych? Hę spokojnie, do tego właśnie dochodzimy :D. Pierwsze zakupy włosowe poczyniłam w Lidlu. Przez przypadek na jakimś blogu przeczytałam niedawno, że w Lidlu są nowe odżywki więc poszłam sprawdzić czy to przypadkiem nie ta, której szukałam. Nie znalazłam tej, której szukam, ale znalazłam inną, razem z szamponem. Jest to szampon Argan Oil od Green Elixir oraz maska z tej samej serii. Koszt produktów to 12-13 zł za sztukę. Nie wiem natomiast czy są jeszcze dostępne. Miałyście z nimi do czynienia?



Zakupów przez internet oczywiście nie mogło zabraknąć. Jako, że w środku czuje się jeszcze dzieckiem skusiłam się na zakup masła ECO hysteria o zapachu gumy balonowej. Spotkałam się z tym produktem po raz pierwszy na Facebooku na profilu firmy "Skarby Syberii". Reklamowali masło jako produkt pachnący gumą balonową "Kaczor Donald". Urzekło mnie to, ponieważ jako dziecko uwielbiałam te gumy! Wyobrażałam sobie nieziemski zapach tej gumy i po prostu musiałam kupić to masło! Niestety...jestem cholernie rozczarowana! Produkt faktycznie wygląda bardzo ładnie i estetycznie, ale gdzie ten zapach gumy balonowej ja się pytam? To w ogóle niczym nie pachnie :(, no może jak zużyta już guma owocowo-miętowa. Wielkie rozczarowanie! Konsystencja też jest dla mnie rozczarowaniem. Jest tak gęsta, że nie nadaje się w ogóle do wsmarowywania w ciało :(. Jak pasta do butów normalnie :(.



Teraz przejdziemy do zakupów z DMu, a na koniec produkt z kategorii "Gadżety do twarzy" :).
Pierwszy zakup z DMu to magiczny, złoty pyłek Catch the Glow od P2. Można by pomyśleć, że to puder brązujący, ale moim zdaniem daleko do pudru brązującego. Produkt otrzymujemy w pięknym, szklanym opakowaniu z efektowną pompką. W buteleczce znajduje się suchy, złoty pyłek, który niesamowicie rozświetla naszą skórę. Idealny na lato. Można go używać na twarz, na dekolt, na ramiona. Pyłek posiadam dzięki Izie z http://pogodowa.blogspot.com/.




A teraz będzie prawdziwa bomba prosto z DM :D Trzymajcie się :D
TADAM :)

1. Woda różana od KTC. To jedyna rzecz spoza DMu.
2. Maska do włosów Balea z ekstraktem z figi oraz pereł.
3. Oczyszczający szampon do włosów z wodą lodowcową.
4. Pianka do mycia ciała o zapachu egzotycznym.
5. Odżywka do włosów Alverde z morelą i cytryną (odlewka).
6. Odżywka do włosów Alverde z hibiskusem (odlewka).
7. Balea, intensywna, 2 minutowa kuracja do włosów z kokosem (odżywka spisuje się rewelacyjnie).
8. Dwufazowa odżywka w sprayu Alverde z aloesem i hibiskusem.
9. Maska do włosów Alverde z morelą i cytryną.
10. Maska do włosów Alverde z awokado.
11. Balsam do ciała Balea o zapachu Mango Mambo.

Wszystkie produkty posiadam dzięki uprzejmości Eweliny z http://malutka422blog.blogspot.com/. Z tego co wiem Ewelina ma pełno kosmetyków do sprzedania jak również ma możliwość zakupów w DM na Wasze specjalne zamówienie! Jeżeli cokolwiek Was interesuje przejrzyjcie bloga Eweliny i dajcie jej znać na malutka422@gmail.com.



Ostatnia nowość podchodzi pod kategorię "Gadżety do twarzy". Mowa o jeżyku oczyszczającym do twarzy, który pokazałam Wam już na Facebooku. To małe, silikonowe urządzenie z wypustkami, które służy jednocześnie do oczyszczania jak i masażu twarzy. Pierwszy raz spotkałam się z nim na blogu Natalii. Kosztuje grosze więc na allegro zamówiłam od razu 3 sztuki. Na jeżyk aplikuję żel do mycia twarzy i masuje całą twarz przez kilka minut. Potem spłukuje. Dzięki jeżykowi żel ma szansę zadziałać jeszcze lepiej, jeżyk działa jak delikatny, mechaniczny peeling, a do tego poprawia ukrwienie skóry co wpływa finalnie na jej jędrność. Używam go od paru dni i jestem zachwycona. Jeden jeżyk przekażę na Blogową Akcję Charytatywną więc będziecie miały szansę go przetestować :D.


Moje Kochane, jutro zapraszam Was na kolejny wpis z nowościami :D. Powinny być nowości z Biedronki, ale będzie to zależeć od tego czy dotrze paczka na którą z niecierpliwością czekam. Tak czy siak wpis pojawi się na pewno :).


Co zainteresowało Was najbardziej z dzisiejszego wpisu?




Pozdrawiam, Magda

wtorek, 13 maja 2014

Rossmannowe nowości kosmetyczne (powinny być tusze/kredki do oczu/cienie do powiek, ale przedstawię Wam mazidła do ust oraz lakiery do paznokci) część 2

Witajcie,

wczoraj wieczorem przedstawiłam Wam pierwszy wpis z nowościami kosmetycznymi, czyli pudry/podkłady/korektory/róże. A dzisiaj zgodnie z obietnicą przedstawiam część drugą nowości. 
części 2 powinny być tusze/kredki do oczu/cienie do powiek, ale w tej kategorii nic nie kupiłam więc przedstawię Wam mazidła do ust oraz lakiery do paznokci. To zdecydowanie moja ulubiona kategoria kosmetycznej kolorówki :).




W czasie promocji trafiły do mnie cztery pomadki w kredce. Jedna od Lovely oraz trzy z Miss Sporty. Pomadka w kredce od Lovely (nr 1) ma piękny, krwisty czerwony odcień. Jest dosyć twarda i daje matowe wykończenie. Nie każdy lubi mat na ustach, w każdym bądź razie zawsze można użyć błyszczyku. Jasny róż tej pomadki trafił w ręce mojej mamy, która jest nią zachwycona.


Do kompletu kredkowych pomadek, którymi nie ukrywam zostałam oczarowana dorzuciłam trzy kredki od Miss Sporty.

Od razu, po ilości pomadki widać, którą polubiłam najbardziej :D. Fuksja przypadła najbardziej do gustu nie tylko mnie, ale i mojej mamie. Kolor jest piękny i soczysty. Jako, że uwielbiam czerwienie zdecydowałam się też na pomadkę czerwoną, a dla przełamania mocnych kolorów wzięłam delikatny, transparentny róż. Pomadki w kredce od Miss Sporty dają błyszczące wykończenie, a do tego wytrzymują na ustach na prawdę długo. Jestem z nich bardzo zadowolona. Problem mam tylko z tym jasnym różem, który na ustach jest praktycznie niewidoczny. Jeżeli chodzi o jasne róże to pomadka Lovely wygrywa, jest bardziej widoczna i wyrazista.


Ostatnim produktem do ust na jaki się zdecydowałam był Lip Gloss matowy do ust od Lovely (numer 2). Bez promocji na pewno bym się na niego nie zdecydowała i byłby to wielki błąd! Produkt w 100% skradł  moje serce!

Nie wiem co się ze mną stało, ale od jakieś czasu stałam się maniaczką róży do policzków oraz produktów do ust. Mogę nie użyć tuszu do rzęs, ale róż i pomadka/błyszczyk musi być zawsze. Zauważyłam, że potrafią zrobić cuda z moją twarzą. Róż do policzków nadaje mi zdrowego kolorytu, a pomadka nadaje pazura. Tą matową pomadką jestem na prawdę mile zaskoczona. Jeżeli chodzi o kolory to wyboru wielkiego nie miałam bo wszystko było zmacane, także wybór tego odcienia był wielkim przypadkiem i jak widać trafionym - bo jestem bardzo zadowolona. Pomadka ma fajną konsystencję, a po paru chwilach od aplikacji robi się zupełnie matowa. Wygląda na ustach bardzo efektownie. Kolor jest wyrazisty i nasycony. Pomadka daje pełne krycie, utrzymuje się w miarę długo, a jej jedynym minusem jest fakt, że nierównomiernie się ściera.



Teraz przejdźmy do lakierów. Od dawien dawna odżywki Sally Hansen cieszą się dużą popularnością i rzekomym działaniem. Ja osobiście miałam w przeszłości 2 buteleczki różnych odżywek z tej firmy, które okazały się mega bublami. Postanowiłam, że z okazji Rossmannowej promocji dam im trzecią, ostatnia szansę i w trakcie ostatniego promocyjnego tygodnia zdecydowałam się na odżywkę Maximum Strength.


Do trzech razy sztuka? Niby takie jest powiedzenie, ale ja po raz trzeci jestem zawiedziona produktem Sally Hansen. Chciałabym na prawdę zmienić zdanie co do tego produktu, zacząć go używać regularnie i uwierzyć w to cudowne wzmocnienie paznokci po jednym tygodniu, ale odżywka jest tak nieprzyjemna w używaniu, że mam ochotę unikać jej jak ognia. 
Po pierwsze, myślałam, że jej piękny, bladoróżowy odcień będzie wyglądał ładnie na paznokciach, że będzie rozjaśniał płytkę i tak dalej. Niestety okazało się, że odżywka tworzy na powierzchni płytki matową warstwę, która wygląda jakby paznokcie były brudne, albo sine.
Po drugie, odżywka robi na paznokciach straszne plamy oraz smugi. Dla mnie plamy i smugi są niedopuszczalne.
Na chwilę obecną jestem na NIE.


A przechodząc do milszej części lakierowej przedstawiam Wam kolekcję piasków, w którą zaopatrzyłam dzięki Rossmannowej promocji i z których jestem niesamowicie zadowolona! Chyba nie muszę mówić, że jestem fanką piasków od Lovely?

Zaopatrzyłam się w kolor błękitny nr 7, pomarańczowy nr 8, czerwony nr 5 oraz brązowy nr 4. O tych lakierach robiłam już wpis, pamiętacie? :) Jeżeli nie, to zapraszam tutaj. Z tego co pamiętam najbardziej przypadł Wam do gustu kolor błękitny :).

Natomiast w sobotę, czyli w przedostatni dzień promocji zaopatrzyłam się w dwa dodatkowe piaski, których nie zdążyłam jeszcze przetestować :D. Tak, tak, wiem jestem maniaczką :D. Kupiłam piękny granatowy nr 6 oraz żółty, neonowy z serii Ibiza nr 1. Lakierów Ibiza szukam w różnych Rossach od ponad 3 tygodni i niestety nadal ich nie ma. Nie wiem czy to Rossmann leci w ciula, czy Lovely...Ten żółty udało mi się znaleźć w Suwałkach. Był tak zmacany, że aż starł się napis z nakrętki. A zauważyłam to dopiero po wyjeździe z miasta :(.


I to już koniec nowości z kategorii usta/paznokcie. Jutro zapraszam na trzecią część nowości kosmetycznych. Będą nowości pod hasłem "INNE", czyli produkty, które dostałam lub kupiłam w rożnych sklepach (i nie tylko). Mam nadzieje, że do jutra dotrą do mnie zaległe paczki i nie będę musiała opóźniać tego wpisu :D.



Pozdrawiam, Magda

poniedziałek, 12 maja 2014

Rossmannowe nowości kosmetyczne (pudry/podkłady/korektory/róże) część 1

Witajcie,

post z nowościami kosmetycznymi obiecywałam Wam już jakiś czas temu, ale ciągle dochodziło coś nowego i nie mogłam zebrać tego wszystkiego do kupy. Zrobiło się tych nowości obecnie tak dużo, że w tym momencie zdecydowałam się podzielić wpis z nowościami na kilka części. 


Zaczniemy może tak, jak zaczęły się promocje w Rossmannie. Dzisiaj część 1 z nowościami, czyli pudry/podkłady/korektory/róże. W części 2 powinny być tusze/kredki do oczu/cienie do powiek, ale w tej kategorii nic nie kupiłam więc przedstawię Wam mazidła do ust oraz lakiery do paznokci. Część 3 wpisów z nowościami będzie pod hasłem "INNE". W tej części znajdą się produkty, które dostałam lub kupiłam w rożnych sklepach (i nie tylko), bez żadnych promocji. Część 4 to będą kosmetyczne nowości Biedronkowe. Część 5 to nowości ze współprac.

Trochę więc tego będzie :). Dzisiaj jednak skromnie, część 1 czyli pudry/podkłady/korektory/róże, a tego nie jest za wiele :). Będą to produkty zarówno z promocji w Ross jak i Naturze.

Może zacznijmy od tego, iż promocji w Ross typu -40% na kolorówkę była cała masa. Chyba każda z nas pamięta. Nigdy na takowej promocji nic nie kupowałam bo nie przepadam za kolorówką. Mój portfel był wtedy bardzo szczęśliwy. Myślałam, że na promocji -49% również nic nie kupię, niestety okazało się inaczej. Odezwał się do mnie wewnętrzny zew natury, zew zakupoholiczki, który powiedział mi, że na tej promocji mogę kupić coś, czego normalnie nigdy w życiu bym nie kupiła. I niestety, zew miał rację, zew okazał się silniejszy. Faktycznie kupiłam produkty,których nigdy, przenigdy bym nie kupiła (ze względu na przykład na cenę).


Po przeczytaniu paru super pozytywnych recenzji na blogach skusiłam się na podkład L'oreal Infallible 24h. Jego cena regularna to około 60 zł - dramat. Stwierdziłam jednak, że skoro wszyscy piszą o jego genialności, wytrzymałości i kryciu to zaryzykuję. W jednym Rossmannie wszystkie podkłady zostały wyprzedane więc pofatygowałam się do drugiego. Podkłady były, ale zaczęłam walkę o kolor. Chciałam jaśniejszy, wzięłam o ton ciemniejszy (200 Sable Dore Golden Sand), ale dramatu nie ma. Podkład okazał się jednak przeciętniakiem i czuję wielki niedosyt w stosunku do niego. Na twarzy, owszem robi przyjemną, aksamitną poświatę, ale nie ma ani krycia, ani wytrzymałości. A do tego wszystkiego podkład uwydatnia suche skórki nawet po uprzednim peelingu twarzy :(. Jakbym kupiła go w regularnej cenie umarłabym z żalu.

Następnie zdecydowałam się na podkład w musie Rimmel Stay Matte (103 True Ivory). Miałam już wcześniej próbki tego podkładu i byłam nim wprost oczarowana! Wiedziałam, że musi być mój. Uwielbiam go za wszystko. Ma delikatną, jak chmurka konsystencję. Jest bardzo gęsty i wydajny. Dobrze się rozsmarowuje i nie robi plam. Po jego nałożeniu twarz jest gładka i promienna. Wygląda jak aksamit. Skóra nie świeci się, a podkład daje pudrowe wykończeniem, które ja osobiście uwielbiam.

Pozostając w temacie krycia, ostatnim produktem tapeciarkskim jest puder w kamieniu Miss Sporty SoClear 001 Transparent. Jeżeli chodzi o produkty tego typu to stawiam albo na puder w kamieniu Synergen albo na puder od Miss Sporty. Synergen akurat używam więc na zmianę wzięłam Miss. To dwa pudry w kamieniu używane przeze mnie od dawna, które bardzo lubię i które nigdy mnie nie zawiodły. Mam jednak wrażenie, że pudry Synergen zostały nieco zmienione bo ich obecne działanie nieco różni się od tego, które było wcześniej. Muszę się temu bliżej przyjrzeć.

Korzystając w tygodnia promocyjnego skusiłam się również na róże do polików. Pierwszym jaki kupiłam był róż Rimmel Stay Blushed!, który widniał na mojej chciejliście. Gdyby nie ta promocja nie skusiłabym się na 14 ml produkt za 19 zł, a tak udało mi się do dorwać za 9 zł. Nabyłam również brzoskwiniowy róż Maybelline Dream Touch 02, który swoją ceną (ponad 30 zł) bije wszystkie inne produkty na głowę. Alleluja za tą promocję, bo produkty są rewelacyjne! Gdyby nie promocja nigdy nie odkryłabym ich genialnego działania. Wpis o różach znajduje się tutaj.


Ostatni produkt, który chciałabym Wam pokazać kupiłam w Drogerii Natura na promocji -40%.


To kolejny róż z którego jestem mega zadowolona. Pisałam o nim również w tym wpisie więc zapraszam do przeczytania.


Jutro zapraszam na drugą część nowości kosmetycznych. Będą mazidełka do ust i cała masa lakierów do paznokci :), czyli coś co tygryski lubią najbardziej :).



Pozdrawiam, Magda



piątek, 9 maja 2014

Policzki w kolorach tęczy. Tym razem post o różach do twarzy :). Róż w kremie? W żelu? A może w musie?

Witajcie,


nowe lakiery (bez postu o nowościach) pokazałam Wam już wczoraj, a dzisiaj chciałabym pokazać Wam trzy nowości do twarzy - które tak czy siak wylądują we wpisie o nowościach. Wpis pojawi się na dniach bo pomimo otrzymania dzisiejszej paczki spodziewam się jeszcze paru przesyłek. Niestety nie wiem kiedy się one pojawią :(.


Te trzy produkty, które zaraz Wam zaprezentuję nabyłam oczywiście na promocji zarówno tej Rossmannowej jak i tej, która była w Naturze. Bez promocji raczej nigdy bym tych produktów nie kupiła. Dlaczego? Po pierwsze, wysoka cena, a po drugie, uznałabym, że mogę bez nich żyć, że nie są mi do szczęścia potrzebne. W chwili obecnej używam ich codziennie i nie wyobrażam sobie makijażu bez tych produktów. Jestem z nich niesamowicie zadowolona, a efekty przewyższyły moje oczekiwania.

Mowa o różach do policzków...

Zanim zaopatrzyłam się w swoich obecnych, różanych ulubieńców, używałam tradycyjnego różu w kamieniu, który dawał efekt "brudnych policzków", który osypywał się i znikał z twarzy w tempie natychmiastowym. Potem jednak zauważyłam róże o innych konsystencjach (krem, żel, mus) i przepadłam.




























RÓŻ W KREMIE

Ten róż, pierwszy raz dojrzałam w gazetce Hebe, ale dokładnie nie pamiętam kiedy. Myślę, że około miesiąca temu, może ciut więcej. Zapisałam go sobie na "chciejlistę" i łaziłam po sklepach jak debil, ale oczywiście co? Nigdzie go nie było. Szara, wioskowa rzeczywistość. Mam wrażenie, że nasz małe miasteczka są pomijane przez wszelkiego rodzaju firmy i każdy asortyment dociera do nas z opóźnieniem. Strasznie mnie to denerwuje...

Pierwszy raz dorwałam go na Rossmannowych półkach w Białymstoku, aczkolwiek popatrzyłam na opakowanie, stwierdziłam, że jest jakieś dziwnie małe, że to pewnie testery i nawet się za nimi nie obejrzałam! No bo po co mam je oglądać skoro są same testery? Myślałam, że róż będzie dostępny w dużym opakowaniu, takim jak podkłady z tej serii, a gdy zobaczyłam taką małą tubkę byłam pewna, że to nie może być pełnowymiarowy produkt. Tych tubek trochę tam stało, a ja po prostu stwierdziłam, że to testery...głupio co? Takie trochę myślenie "na blondynkę" :D. Przecież mogłam sprawdzić w internecie pojemność kosmetyku czy coś, ale nie :).

Dopiero niedawno dotarło do mnie, że ta mała tubeczka to właśnie pełnowymiarowy produkt. Nie ukrywam, przeżyłam szok. A do tego wszystkiego, gdy zobaczyłam cenę - 18 zł za 14 ml różu to doszłam do wniosku, że kogoś powaliło na głowę. Produkt został skreślony z mojej "chciejlisty".

Nadszedł dzień Rossmannowej promocji na podkłady, pudry, korektory, róże. Poszłam z mamą już pierwszego dnia do Rossmanna i namówiłam ją, aby wzięła sobie ten róż - ja nadal byłam za tym, że już nie jest mi potrzebny. Na promocji -49% róż kosztował dokładnie 9,09 zł. I to jest normalna cena - pomyślałam. Z tego co udało mi się dojrzeć przez tłum rozwścieczonych bab róże były w dwóch kolorach: różowym i brzoskwiniowym. Chwyciłam dla mamy wersję różową bo chyba jako jedna jedyna pozostała niezmacana przez ciekawe świata konsumentki. Mama nie była przekonana, ale powiedziałam jej, że 9 zł to pikuś i warto spróbować.

Oczywiście po powrocie do domu, użyłam różu na swoich licach i doszłam do wniosku, że też muszę go mieć. I tak oto znalazł się on w mojej różanej kolekcji. Mała biało-różowa wygodna, odkręcana tubeczka, którą wszędzie możemy ze sobą zabrać. Róż ma bardzo przyjemną, delikatną, kremową konsystencję. Świetnie się rozprowadza i wystarczy na prawdę odrobinka różu na pokrycie kości policzkowych. Myślę, że wielkość główki od szpilki to dobre porównanie chociaż to zależy od tego, kto jaki lubi efekt na policzkach. Tak czy siak wychodzi na to, że produkt będzie niesamowicie wydajny i jakby wydajność faktycznie okazała się genialna można te 18 zł przeboleć. W trakcie aplikacji nie zasycha za szybko, nie robi plam, smug i innych tego typu podobnych cudactw. Wchłania się w tempie ekspresowym. Wystarczy go po prostu wklepać opuszkiem palca w policzek aby cieszyć się ładnym i delikatnym rumieńcem. Róż wtapia się w skórę i absolutnie nie daje efektu czerwonych policzków jak u klowna. 

Ja aplikuję go na podkład, a potem używam jeszcze pudru w kamieniu albo talku baby dream celem utrwalenia makijażu. Nie trzyma się całego dnia, ale dla mnie to nie problem, gdyż nie znam ogólnie żadnego kosmetyku, który wytrzymałby na mojej twarzy cały dzień. Jestem do tego przyzwyczajona. Pamiętajcie, że róż jest w małej tubce i zawsze można go zabrać ze sobą. W kryzysowej sytuacji możecie go również użyć jako błyszczyka do ust :).

Jak widzicie na powyższym zdjęciu posiadam kolor 002 Touch Of Berry.



RÓŻ W ŻELU

Ten róż dojrzałam jakiś czas temu w Naturze. Zwróciłam na niego uwagę tylko i wyłącznie dlatego, że na mojej "chciejliście" od dawien dawna znajduje róż w płynie z Manhattanu (wygląda dokładnie jak lakier do paznokci). Tego z Manhattanu oczywiście nie ma po dzień dzisiejszy i nie wiadomo kiedy będzie, a stwierdziłam, że ten z Catrice może mi go godnie zastąpić. Gdy pierwszy raz go zobaczyłam, nie było żadnej promocji. W tym przypadku również stwierdziłam, że 17 zł za 10 ml różowego, żelowego płynu to za dużo, że ten kosmetyk tak na prawdę nie jest mi do niczego potrzebny. Aż nadszedł dzień promocji w Naturze, -40% na kosmetyki do makijażu. Nawet zapomniałam, że takowa promocja jest. Byłam po prostu na mieście, zobaczyłam, że jest promocja i wtedy też przypomniałam sobie o tym produkcie. Wzięłam róż bez namysłu.

Róż otrzymujemy w małej, szklanej, bardzo estetycznej buteleczce z białą zakrętką. Aplikator jest dokładnie taki sam jak w tradycyjnych błyszczkach do ust. Aha no i zapomniałam dodać! Jest to produkt Blush Tint for cheeks&lips! Uwielbiamy produkty 2w1, prawda?

Jeżeli chodzi konsystencję produktu to tak jak wyżej wspomniałam, jest żelowa, ale nie gęsta, czy zbita. Moim zdaniem jest nawet ciut za rzadka, trochę wodnista, ale nie ma problemu z aplikacją. Nie ścieka z aplikatora, nie spływa z policzka i tak dalej. To moje własne widzi misie. Aplikator, będąc cały czas w buteleczce, jest nasiąknięty różem więc przed każdą aplikacją trzeba nadmiar różu zostawić na brzegach buteleczki. Dokładnie tak, jak robimy to z lakierami do paznokci. W związku z tym, iż konsystencja jest mokra, nie pozostawia pudrowego wykończenia makijażu, a po aplikacji trzeba chwilę odczekać aż przyschnie. Nie martwcie się jednak na zapas - trwa to parę sekund. Pomimo wodnistości, róż nie pozostawia plam, smug ani innych tym podobnych historii, aczkolwiek jest słabiej widoczny na skórze niż wyżej wspomniany kolega Rimmela. Myślę, że jego trwałość też jest nieco słabsza. Tak jak Rimmel stapia się ze skórą tworząc jedność, tak Catrice przez swoją wodnistość po prostu w skórę wsiąka. Efekt jest delikatniejszy, ale nie niewidoczny więc spokojnie.

Na ustach użyłam go tylko raz, na próbę. Odcień daje przeciętny, a wodnistość konsystencji sprawia, że nie zasycha na ustach. Wargi są mokre i po chwili produkt zostaje przez nas zjedzony lub starty. Na usta na pewno nie będę go używała.

W przypadku różu Catrice nie było wariantów kolorystycznych do wyboru. Jest tylko jeden odcień: 010 Rose Flush.



RÓŻ W MUSIE

Ten róż, znalazł się w moim Rossmannowym koszyku przez przypadek. Któraś z Was napisała mi na FP bloga, że jest fajny i na tyle utkwiło mi to w pamięci, że postanowiłam kupić go na promocji -49%. Jego cena regularna to ponad 30 zł za 7,5 gramowy słoiczek więc sporo. Gdyby nie promocja na pewno nigdy w życiu bym się na niego nie skusiła chociaż wydajność jest zabójczo dobra.

Kupiłam go na ostatnich dniach promocji. Wszystkie produkty były już wtedy pootwierane, pomazane, wymacane, rozwalone i tak dalej. Róży Maybelline widziałam na półce kilka, ale wszystkie były rozwalone i zmacane. Strasznie się wtedy wkurwiłam. Podeszłam bliżej szafy i zaczęłam wyciągać słoiczki z dna półki. Znowu udało mi się dorwać jeden jedyny niezmacany egzemplarz. Początkowo chciałam kolor różowy (wszystkie różowe były pozaczynane), ale koniec końców cieszyłam się na kolor brzoskwiniowy. Doszłam do wniosku, że skoro Rimmel i Catrice są różowe to kolejny różowy odcień różu byłby bez sensu. A tak, udało mi się dorwać dorodną brzoskwinkę, czy tam morelkę :). Z tego co udało mi się dojrzeć róże były w dwóch kolorach: różowym i brzoskwiniowym. Tak jak w przypadku Rimmela.

Róż Maybelline otrzymujemy w małym, zgrabnym, szklanym odkręcanym słoiczku. Nakrętka jest koloru różu czyli brzoskwiniowa. Opakowanie, pomimo całej swej prostoty i elegancji ma jednak jedną znaczącą wadę - wadą jest aplikacja. Jeżeli nie macie długich paznokci problemu w sumie nie ma, ale posiadaczki tipsów będą zawiedzione. Ja tipsów nie mam, paznokci wybitnie długich też nie, ale problem z aplikacją jest bo ciężko przez malutki otworek, włożyć delikatnie paluszka aby nabrać produkt. Owszem, możecie na chama wsadzić tam całego palucha i wygrzebać róż, ale po co traktować go tak brutalnie? Ja wolę delikatnie wmasować go w opuszek palca, a potem nałożyć na policzki.

Konsystencja tego różu, ze wszystkich trzech, przypadła mi najbardziej do gustu. Chyba każdy zna podkład Maybelline Dream Matt Mouse, prawda? Mogę śmiało powiedzieć, że róż ma bardzo zbliżoną do niego konsystencję. Jest bardzo delikatna, jak pianka, jak chmurka. Zbita, ale bez grud. Idealnie współgra ze skórą. Aplikacja jest szybka i przyjemna. Wystarczy wklepać - nawet bez patrzenia w lusterko. Nie robi plam, smug, zacieków. Jest idealny. Jeżeli chodzi o trwałość to mam wrażenie, że sprawuje się najlepiej ze wszystkich. Róż po nałożeniu daje efekt "drugiej skóry". Wygląda bardzo naturalnie. Dzięki niemu skóra wygląda bardzo promiennie i świeżo, jakby była muśnięta słońcem. Moja mama użyła go raz, na chwilę, na próbę i była zachwycona.

Znalazłam dla niego również inne zastosowanie! Otóż, świetnie prezentuje się na powiekach! Aczkolwiek trzeba uważać ponieważ ma tendencję do rolowania.

Róż Maybelline to zdecydowanie mój faworyt. Jak widzicie na zdjęciu powyżej posiadam odcień 02.



A Wy jakich róży używacie? W kremie? W żelu? A może w musie?





Pozdrawiam, Magda









P.S. Pamiętajcie o naszej AKCJI CHARYTATYWNEJ! KLIK


Ciągle mam jeszcze jedną EKO torbę. Czy na prawdę nikt nie chce wspomóc zwierzaków kwotą 10 zł? :(