wtorek, 15 kwietnia 2014

PROJEKT DENKO - XLVIII + XLIX TYDZIEŃ

ZAPRASZAM NA FACEBOOKA https://www.facebook.com/brokatwspreju

STOP PRZEMOCY WOBEC ZWIERZĄT (KLIK)


CHCESZ OBSERWOWAĆ MOJEGO BLOGA?
KLIKNIJ TUTAJ


Witajcie,


w związku z tym, iż wczoraj pojawił się wpis zakupowy, denko przesunęło mi się na dzisiaj, ale nie ma to jakiegoś większego znaczenia :). Do tej pory denko robiłam co tydzień, teraz robię co dwa tygodnie więc nie jest źle :D. Nadal mam mnóstwo pozaczynanych kosmetyków, tendencja zaczynania nie maleje, także w najbliższym czasie nie planuję ograniczenia projektu denko, ale zobaczymy jak to będzie po urodzeniu dziecka :D. Ileż to ja się naczytałam na blogach i w ogóle w internecie, że kobiety przestają o siebie całkowicie dbać po porodzie bo albo nie mają czasu, albo mają wyrzuty sumienia, że przeznaczają czas dla siebie, a nie dla dziecka...Mam nadzieje, że ja nie zwariuje :). Wszystko w granicach zdrowego rozsądku :). Przecież jak po porodzie, poświęcę swojej pielęgnacji 5 minut więcej czasu to nie oznacza, że jestem złą matką, prawda?



1. Żel pod prysznic o zapachu truskawki z bitą śmietaną - żel kupiłam w Suwałkach na stoisku z niemiecką chemią, ale z tego co widzę na opakowaniu żel pochodzi z Włoch. Polskich napisów na opakowaniu nie ma, ale szczerze przyznaje, że mało mnie to obchodzi. Żele pod prysznic to tak banalne kosmetyki, że polskie napisy są zbędne. Żel sprawował się bardzo dobrze. Miał przyjemną gęstą konsystencję, dobrze się pienił, ładnie pachniał, był w miarę wydajny, nie uczulił mnie, nie przesuszył skóry. 
Czy kupię go ponownie? Niestety nie. Słaba dostępność i wysoka cena (około 10 zł za 350 ml) skutecznie odstraszają mnie od dalszego zakupu tych produktów. Poza tym posiadam obecnie spory zapas żeli pod prysznic :).
Czy kupię ponownie? Nie.

2. Żel pod prysznic o zapachu aronii i jeżyny - żel kupiłam w Lidlu za około 2-3 zł (pojemność 500 ml). Spodobał mi się jego niebieski, morski, krystaliczny kolor oraz nietypowy zapach. Myślałam, że będzie to żel podobny do żelu borówkowego Balea, no ale cóż - nie umywa się. Żel sprawdził się poprawnie, ale bez żadnych rewelacji. Nadaje się do stosowania jako płyn do kąpieli. 
Czy kupię ponownie? Może kiedyś.

3. Sól do kąpieli Dairy Fun o zapachu gruszki i cynamonu - recenzja znajduje się TUTAJ.


4. Artiste, odżywka wzmacniająca - o tyle o ile szampony Artiste są zawsze dostępne w mojej Naturze, tak z odżywkami różnie bywa. Powinny być zawsze, a za każdym razem jak bywam w Naturze to ich po prostu nie ma. Swój egzemplarz kupiłam w zeszłym roku (po 10 minutach stania przed półkami). Kupiłam wtedy odżywkę wzmacniającą, czyli zieloną i różową, ale nie pamiętam jej przeznaczenia. Odżywki są za słabe do stosowania samodzielnie na moje włosy, ale fajnie sprawdzają się do mycia włosów metodą OMO do pierwszego O. Ja używałam tej odżywki do mycia włosów metodą kubeczkową. Wlewałam do kubeczka szampon, odżywkę Artiste i wodę - mieszałam. Takim roztworem byłam głowę. To ciekawa metoda mycia zalecana przy włosach suchych, czyli takich jak moje. Odżywka nie obciążała i nie przetłuszczała włosów. Aczkolwiek podobno są to odżywki proteinowe i trzeba uważać z ich ilością, aby nie nabawić się przeproteinowania.
Czy kupię ponownie? Może kiedyś.

5. Szampon kokosowy Balea - dlaczego zdecydowałam się na ten szampon? Po pierwsze uwielbiam kolor niebieski - widok tej butelki strasznie mi się spodobał. A po drugie uwielbiam kokosowe produkty. Zapach szamponu w 100% przypadł mi do gustu. Konsystencja szamponu jest gęsta i bardzo wydajna. Szampon starczył mi na 1-1,5 miesiąca codziennego stosowania. Najpierw używałam go samodzielnie, potem przeszłam na metodę kubeczkową. Szampon spełniał swoje podstawowe zadanie tzn. dobrze oczyszczał włosy już przy pierwszym myciu, ale miałam wrażenie, że należy do szamponów nieco agresywnych i przesuszających włosy. Bez użycia odżywki czy maski włosy po jego użyciu były suche i ciężkie do rozczesania. Oczywiście nałożenie maski po myciu niwelowało ten efekt. Mycie metodą kubeczkową też pozwala ograniczyć agresywne działanie szamponu. Pomimo tego wszystkiego szampon nie uczulił mnie, nie spowodował świądu, pieczenia, czy też łupieżu.
Czy kupię ponownie? Może kiedyś.


6. Fitomed, mleczko ziołowe nawilżająco-oczyszczające do demakijażu - mleczko kupiłam w małym sklepie zielarskim, który znajduje się w Warszawie na Pradze (naprzeciwko Wileniaka). Sklepik jest mały i obskurny, a prowadzi go starszy Pan. Miejsce bardzo klimatyczne :). Zakupiłam mleczko bardzo dawno temu. Niestety po jego zakupie okazało się, że mleczka do demakijażu nie są dla mnie. Przerzuciłam się na toniki, a mleczko stało na półce i czekało na zbawienie. Dlaczego mleczko mi nie przypasowało? Przede wszystkim bardzo podrażniło mi oczy. Zawsze po jego użyciu miałam łzy w oczach. Mój makijaż zawsze składał się z mocno pomalowany/wytuszowanych oczu, a skoro nie mogłam ich oczyścić mleczkiem to produkt okazał się bezużyteczny. Wszystko zmieniło się odkąd zaszłam w ciążę. Pisałam Wam o tym setki razy. Stan cery znacznie się pogorszył, pojawiły się pryszcze, wągry, zaskórniki. Wszystkie kremy zaczęły mnie uczulać i zapychać. Musiałam przerzucić się na coś lekkiego do pielęgnacji twarzy. Sięgnęłam wtedy po serum Olay (na dzień) i mleczko Fitomed (na noc). Pielęgnacja wyglądała następująco: mycie i oczyszczanie twarzy żelem, przecieranie tonikiem, nakładanie serum/mleczka. I w tej opcji mleczko sprawdziło się świetnie. Przecierałam nic całą twarz pomijając okolice oczu. Mleczko oczyszczało twarz, odświeżało cerę, a do tego skóra otrzymywała kolejną porcję tonizacji. Delikatna konsystencja nie powodowała zapychania cery i występowania trądziku. I o to chodziło.
Czy kupię ponownie? Może kiedyś.

7. Pharmaceris, oczyszczający płyn bakteriostatyczny - recenzja znajduje się TUTAJ.

8. Bingo Spa, maska do twarzy ze 100% olejem makadamia - w zużywaniu maseczek do twarzy jestem kiepska, dlatego kupuje je coraz rzadziej. Wolę wybrać maseczkę w saszetce, która starcza na 2-3 razy. Tą maseczkę miałam bardzo, bardzo długo. Nie jestem systematyczna w nakładaniu maseczek, albo nie mam czasu, albo zapominam, albo mi się nie chce. Tą, używałam bardzo rzadko więc nie wiem jakby się sprawdziła przy regularnym użytkowaniu. Poza tym na opakowaniu nie ma nawet opisu produktu (przeznaczenie, efekty) więc nie wiem co miałam osiągnąć dzięki niej. Do tego firma BingoSpa zaczyna mnie irytować i nie chce mi się o nich za bardzo pisać :/. 
Czy mogę cokolwiek napisać o maseczce? Hmm na pewno jest łagodna dla skóry, nigdy mnie nie podrażniła - bez względu na czas trzymania. Jej żelowa konsystencja fajnie chłodzi skórę, co powoduje odświeżenie skóry, napięcie i lekkie ujędrnienie skóry, redukcję opuchlizny, a także rozświetlenie i efekt wypoczętej skóry. Skóra po użyciu jest gładka i napięta. Ja jednak nie przepadam za żelowymi maseczkami. Nie potrafię powiedzieć czemu. Kupiłam ją nie wiedząc, że jest żelowa.
Czy kupię ponownie? Nie.


8. Farmona, Piernikowy balsam do ciała - to kolejny produkt z czasów mieszkania w Warszawie. Tam regularnie zaopatrywałam się w cudnie pachnące balsamy z serii Sweet Secret - zostało mi jeszcze szarlotkowe masło. Niestety, jeżeli chodzi o balsamowanie ciała to nie należę do osób systematycznych. Jestem systematyczna jeżeli chodzi o pielęgnację włosów, ale niestety nie dotyczy to pielęgnacji ciała. Używałam balsamu bardzo rzadko. Po raz enty ciąża coś zmieniła w moim życiu. Zmieniła moją systematyczność. W obawie o rozstępy zaczęłam masowo zużywać wszelakie kremy i balsamy do ciała - co zresztą widać w moich denkach. To dzięki ciąży zaczęłam się regularnie, codziennie balsamować. 
Balsam piernikowy to zdecydowanie mój faworyt jeżeli chodzi o serię Sweet Secret. Pachnie bardzo ładnie, bardzo mocno, bardzo słodko i bardzo piernikowo. Co więcej, zapach utrzymuje się na skórze bardzo długo. To dla mnie wielki plus tego produktu. Niestety poza plusami są też minusy. Minusem jest konsystencja balsamu. Nie jest jakaś tragiczna, ale posiada cechy, które wykluczają balsam do stosowania na przykład rano. Po pierwsze konsystencja, jest gęsta, szybko się wchłania, ale jest ciut tłustawa. Skóra po aplikacji balsamu jest natłuszczona i nie radziłabym nakładania ubrań na taką skórę. Po drugie, konsystencja balsamu ma brązowy kolor i może brudzić ubrania. Przy wsmarowywaniu balsam zachowuje się jak balsam brązujący albo krem tonujący, nadaje skórze ładny orzechowy odcień. Oczywiście jest to chwilowe, balsam się wchłania i efekt znika. Jeżeli macie rano sporo wolnego czasu, aby balsam miał "chwilę" na całkowite wchłonięcie to możecie próbować - ja nie radzę :).
Czy kupię ponownie? Tak.

9. Żel aloesowy Equilibra - recenzja znajduje się TUTAJ.


10. Avon, pachnąca mgiełka do ciała Riviera Goddess -  dostałam ją od mamy, która stwierdziła, że mgiełka śmierdzi. W związku z tym, że ja lubię mocne, kadzidlane, orientalne zapachy, mgiełka okazała się dla mnie idealna. Jak na mgiełkę zapach jest bardzo mocny, intensywny, mdlący, ale krótko się utrzymuje. Świetnie nadaje się do odświeżania w ciągu dnia.
Czy kupię ponownie? Nie.

11. Próbki kosmetyków do włosów z DM - tutaj mamy saszetkę intensywnie nawilżającej kuracji Balea z mango i aloesem oraz pomarańczowy szampon.


Zainteresowało Was coś?



Pozdrawiam, Magda

14 komentarzy:

  1. Ja z Artiste miałam różową odżywkę i szampon. Masz racje, że w pojedynkę nie dają rady.

    OdpowiedzUsuń
  2. Muszę się przyznać :( że nic nie miałam, kusi mnie Balea aaa i piernikowy balsam też nieźle brzmi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Balsamy Farmona kosztują grosze więc warto zaopatrzyć się w piernikowy balsam ;p

      Usuń
  3. popraw błędy w tekście

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drogi Anonimie,
      jeżeli zaczynasz temat - dokończ :)
      Jeżeli twierdzisz, że są błędy - wykaż gdzie :)

      Usuń
  4. truskawka ze śmietanka spodobała mi sie najbardziej:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciekawa jestem jak spisałaby się na mojej głowie zielona wersja Artiste.
    Mam obecnie jej proteinową siostrę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kosztuje grosze :D Po prostu kup i spróbuj :D Jak się nie sprawdzi najwyżej będziesz używać jej do golenia nóg :D

      Usuń
  6. Naprawdę sporo ja nie robię denek, zrobiłam raz i na tym się skończyło ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Duże denko :) I bardzo ciekawe kosmetyki. Gratuluję :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja też polubiłam ten pierniczkowy balsam, ale faktycznie brudził mi ubrania jak samoopalacz... za to zapach utrzymywał się przez cały dzień i przechodził przez ubrania, a ze uzywalam go w okresie swiatecznym to bardzo mi się to podobało :D no i też zostało mi jeszcze szarlotkowe masło, które kupiłam przez Ciebie! a mam tyle zapasów, ech... :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masło szarlotkowe przeze mnie? OOO Jak to? :D To dosyć dawno było :D

      Usuń
  9. Miałam peeling z serii Sweet Secret i niestety zapach okazał się dla mnie za mocny, męczący, choć na początku byłam zachwycona :D O tym, że balsam chwilowo brązuje skórę nie słyszałam, szkoda, że nie robi tego na dłużej ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. I ponownie Balea... Chyba sobie coś zrobię... Dlaczego nie ma tych produktów w Polsce?! :cc

    OdpowiedzUsuń