sobota, 12 kwietnia 2014

Czy uwierzyłam w moc olejowania włosów? Dzisiaj część II, czyli o tym, jaka metoda olejowania jest dla mnie NAJlepsza :). Czy olejek do kąpieli Wellness&Beauty nadaje się na włosy?

ZAPRASZAM NA FACEBOOKA https://www.facebook.com/brokatwspreju

STOP PRZEMOCY WOBEC ZWIERZĄT (KLIK)


CHCESZ OBSERWOWAĆ MOJEGO BLOGA?
KLIKNIJ TUTAJ


Witajcie,

parę dni temu pojawił się na blogu wpis pod tytułem "Czy uwierzyłam w moc olejowania włosów", w którym zachwycałam się efektami jakie w końcu zauważyłam po nałożeniu oleju na łeb. Dzisiejszy wpis będzie podobny. Można by powiedzieć, że zostałam NAWRÓCONA :). 


Metod olejowania jest wiele. Można by rzec, że co włosomaniaczka to inna metoda olejowania :). Sęk  i cały sekret tkwi w tym, by trafić w swój olej, w swój duet kosmetyczny do oleju i w swoją metodę aplikacji oleju. Na podstawie powyższego wpisu  "Czy uwierzyłam w moc olejowania włosów", mogłabym śmiało powiedzieć, że trafiłam w swoje duety (odżywka + olej), ale postanowiłam jeszcze poeksperymentować :).

Pierwszy eksperyment na jaki wpadłam, to użycie na włosy, olejku do kąpieli Wellness&Beauty, który pokazywałam Wam przy okazji Białostockich zakupów. Nie wiedziałam co z tego wyjdzie, ale zaryzykowałam.




Nałożyłam sporą ilość tego olejku na suche włosy (aż z nich kapało :D) na całą noc. Rano chciałam go zmyć po porostu szamponem, nałożyć maskę i cześć, ale wpadłam na inny pomysł! Zwilżyłam naolejowane włosy i na to nałożyłam maskę Kallos Latte. Na to czepek, ręcznik i tak chodziłam około 30 minut. Następnie umyłam włosy szamponem z SLS, oczywiście metodą kubeczkową. I po spłukaniu szamponu zaaplikowałam na włosy masło Alverde z awokado i masłem shea. Na to czepek, ręcznik i tak chodziłam kolejne 30 minut. Efekt był zdumiewający!  Pamiętacie jak narzekałam na "zmechacone" końcówki, które potrzebują podcięcia - ostatnia wizyta u fryzjera miałam miejsce 09.2013? O dziwo, ta kuracja idealnie poradziła sobie z plączącymi się końcówkami i równie dobrze przy takiej pielęgnacji mogłabym zapomnieć o podcinaniu końców przez kolejne miesiące :D. Końcówki były tak wygładzone, że nie musiałam już nic na nie aplikować, żadnego oleju, żadnego jedwabiu, serum, NIC. Kompletnie nic. Włosy rozczesywały się tak gładko...jak NIGDY! A po wyschnięciu były tak miękkie, że nie mogłam przestać ich macać!

W ofercie Wellness&Beauty (dostępnej w Rossmannie) jest jeszcze jeden olejek, który też postaram się przetestować na włosach :D.





Opisana powyżej metoda jest idealna i najchętniej stosowałabym ją codziennie, ale prawda jest taka, że czasami się nie da. Czasami się nie da, czasami się nie chce, czasami się zapomni i tak dalej. Wczoraj na noc oleju nie nałożyłam i dzisiaj rano kombinowałam CO by tu zrobić. Mogłabym nałożyć po prostu olej na suche włosy na godzinę, potem maskę Kallos i tak dalej i tak dalej, ale ja postanowiłam inaczej. Wzięłam łyżkę, no może półtorej łyżki oleju kokosowego (konsystencji stałej) firmy KTC i do tego dołożyłam półtorej łyżki maski Kallos Latte - wymieszałam. Następnie wsadziłam miseczkę do kąpieli z ciepłą wodą, aby olej trochę się rozpuścił. Rozpuścił się nieznacznie, ale reszta granulek oleju roztapia się czy wcieraniu we włosy. Zrobiła się z tego wodnista konsystencja olejowo maskowa, którą nałożyłam na wilgotne włosy. Na to czepek, ręcznik i 40 minut. Następnie umyłam włosy szamponem z SLS, oczywiście metodą kubeczkową. Tak jak wyżej. Po spłukaniu wszystkiego i umyciu włosów nałożyłam odżywkę Garnier z masłem kakaowym i kokosem (czyli duet olej + odżywka z postu  "Czy uwierzyłam w moc olejowania włosów"). Na to znowu czepek, ręcznik i około 20-30 minut. Po spłukaniu wszystkiego i odciśnięciu nadmiaru wody nałożyłam odrobinę eliksiru L'oreal, o którym pisałam tutaj. Nałożyłam go praktycznie na same końce. Efekt? Znowu powalający! Włosy sypkie, lejące, idealnie rozplątane. Do tego ta niesamowita miękkość. Moje suche włosy są chyba zadowolone i usatysfakcjonowane.


Może i Ameryki nie odkryłam z tą metodą olejowania, ale ja osobiście jej wcześniej nie stosowałam. Nie przypominam sobie też, abym czytała o niej na jakimś blogu. Wiadomo, nie sprawdzi się u każdego, każdy włos jest inny. Ja mam włosy dosyć suche, nie puszące się, ale przesuszone, szorstkie, z tendencją do plątania i supełkowania. Zależy mi na nawilżeniu włosów, dodaniu im miękkości, zapewnieniu sobie ułatwionego rozczesywania oraz ograniczeniu ich plątania. I taka metoda na chwilę obecną sprawdza się najlepiej.

W związku z tym, że lubię testować i eksperymentować z miłą chęcią przetestuje inne metody olejowania, także piszcie jakie są Wasze ulubione metody nakładania oleju :). Może jeszcze dowiem się o innej metodzie, której nie znam? :D

Czy Waszym zdaniem olejek do kąpieli Wellness&Beauty nadaje się na włosy? Odważyłybyście się naolejować nim włosy, czy tylko ja jestem takim krejzolem/kardkorem? :D



Pozdrawiam, Magda

16 komentarzy:

  1. ja jednak wolę tak nie eksperymentować, że używać produktów na inny cel niż są przeznaczone.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to zrobiłam bo olejek ma dobry skład :)
      Skoro można olejować włosy olejem rzepakowym, który jest przeznaczony do smażenia, to czemu nie eksperymentować z olejkiem do kąpieli? :D
      Ważny jest skład :)

      Usuń
  2. Hmm, ten zurawinowy na drugim iescu po wodzie SLS- wg mnie lepiej go uzyc do mycia niz olejowania ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czerwonego olejku jeszcze nie nakładalam na włosy :D.
      ALE, mnie na szczęście SLSy nie szkodzą i nie przerażają jak innych :D.
      Zobaczymy co zrobi i dam znać :D.
      Jak się nie sprawdzi będę dodawała go do szamponu do mycia - bo właśnie tą metodę muszę przetestować :D.

      Usuń
    2. Mnie też nie przerażają,ale cyba nie trzymalabym jednak tego dlugo na wlosach ;)
      Ale z ciekawosci poczekam na info- a nóż widelec sie sprawdzi ;)

      Usuń
    3. W takim razie cierpliwości :D. Spróbuję na pewno dam znać :D.

      Usuń
    4. Swoją drogą, ile te olejki kosztują w pl? Bo widzę ze w PL teraz W&B bedzie o wiele tańsze niz w de :( (dla przykladu żel co w pl kosztuje 6,99 zł w de az 2,99e :( )

      Usuń
    5. Kochana,
      olejki kosztowały mnie 6,99 zł :)

      Usuń
  3. No to zastosowałaś całkiem złożoną pielęgnacjelę.
    W końcu MagdaLena się nawróciła :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Próbowałam różnych metod olejowania ale takiej jeszcze nie. Już wiem co zrobię przed najbliższym myciem :)

    OdpowiedzUsuń
  5. ja nie odwazylabym sie ich nałozyć. nie, nie, ale daj znac jak spróbujesz

    OdpowiedzUsuń
  6. bardzo czasochłonna ta metoda :D
    ale myślę, że raz na jakiś można sobie na nią pozwolić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety czasochłonna...masz rację...
      Ja mam dużo czasu obecnie dlatego sobie codziennie funduje coś takiego :D

      Usuń
  7. Szaleństwo! Ja też pozwalam sobie czasami na taką wieloetapową maseczkę, ale częściej niż raz na 2 tygodnie niestety nie da rady..

    OdpowiedzUsuń