czwartek, 30 stycznia 2014

AKTUALIZACJA WŁOSOWA - STYCZEŃ 2014


STOP PRZEMOCY WOBEC ZWIERZĄT (KLIK)


Ostatnia aktualizacja włosowa była 23.12.2013 - możecie zapoznać się z nią tutaj. Jak pewnie większość z Was wie, ostatnie tygodnie były ciężkie dla moich włosów. Ciąża zrobiła swoje, włosy wypadały garściami! Zmiana pielęgnacji, ukierunkowana na włosy wypadające pomogła. I to w znaczącym stopniu. Dzisiejsza aktualizacja włosowa będzie składała się z trzech części. Pierwsza część to włosy TERAZ, czyli zdjęcia aktualne. Druga część to porównanie włosów i ich zmiana/metamorfoza między 08.2012, a styczniem 2014. A trzecia część to Podsumowanie Pielęgnacji - czyli czego używałam ostatnimi czasy :). Mam nadzieje, że o niczym nie zapomnę :). Przejdźmy zatem do rzeczy, pewnie zdjęcia najbardziej Was interesują :).


Włosy 25.01.2014



Niestety po wgraniu powyższych zdjęć, zauważyłam, że coś jest nie tak z ich jakością...Realne zdjęcia wyglądają zupełnie inaczej, dużo lepiej. Te wgrane na Bloggera prześwietliły się (?), kolor włosów wygląda na wypłowiały, włosy na suche, a końcówki na rozdwojone :O. Pierwszy raz z czymś takim się spotkałam...Spróbuję jeszcze raz potem wgrać te zdjęcia bo lipa straszna. Na tych zdjęciach wyglądają po prostu brzydko :(. Może Wy wiecie, dlaczego po wgraniu zmieniła się jakoś i kolor zdjęć ??


Porównanie


Podsumowanie styczniowej pielęgnacji

Szampony:
- Pharmaceris, Skoncentrowany szampon wzmacniający do włosów osłabionych (Zdjęcie szamponu znajduje się tutaj),
- Seboradin Niger, Szampon do włosów przetłuszczających się i skłonnych do wypadania z ekstraktem z Czarnej Rzodkwi.

Odżywki:
- Seboradin Niger, Balsam do włosów przetłuszczających się i skłonnych do wypadania z ekstraktem z Czarnej Rzodkwi (Stosuje go codziennie w olejowym serum w sprayu dla leniwych o którym pisałam tutaj),
- Balea, Odżywka bez spłukiwania z Mango i Aloesem (Nałożona tylko parę razy na wypróbowanie).

Maski:
- Seri Natural Line, Maska do włosów Odbudowa i Odżywienie (Była stosowana regularnie, codziennie po myciu na minimum godzinę. Jej efektem ubocznym miało być nieznaczne rozjaśnienie włosów. Na powyższym zdjęciu porównawczym widać małą zmianę koloru, ale tak jak wyżej wspomniałam, zdjęcia wgrane na Bloggera zmieniły kolor, odcień! Na realnych zdjęciach różnicy koloru włosów nie widać),
- Kallos, Krem mleczny Crema al Latte (Recenzja znajduje się tutaj).

Zabezpieczanie końcówek:
O tym, czym zabezpieczam końcówki pisałam tutaj. W styczniu najczęściej sięgałam po:
- Avon, Advance Techniques Maroccan Argan Oil,
- BioElixire ArganOil; Argan Oil Serum,
- Marion olejki orientalne; Nawilżenie włosów; Migdały, Dzika róża (Użyłam tylko kilka razy na wypróbowanie).

Inne:
- Olejowe serum w sprayu dla leniwych (klik). Używam go codziennie, od miesiąca. Serum aplikuje rano, na godzinę przed myciem.
- Maska z mąką ziemniaczaną (klik). Robię ją raz w tygodniu.
- Sok aloesowy - do powyższych.

Mam nadzieje, że o niczym nie zapomniałam :). Jeżeli coś jeszcze sobie przypomnę to oczywiście dopisze. 
A na koniec mały bonus. 


Metamorfoza moich włosów na przestrzeni 1,5 roku


Jeżeli możecie to tylko dajcie mi znać, czy też macie problem ze zdjęciami wgrywanymi na bloga. Czy wgrywanie też zmienia Wam kolor, odcień, kontrast, jasność? Te zdjęcia nie przedstawiają realnego stanu moich włosów i strasznie mnie to irytuje :/


Pozdrawiam, Magda


PRZYPOMINAM RÓWNIEŻ O BLOGOWEJ ROZDAWAJCE TUTAJ

wtorek, 28 stycznia 2014

Czego używam do zabezpieczania końcówek? Olejki, jedwabie, sera - RECENZJE

ZAPRASZAM NA FACEBOOKA https://www.facebook.com/brokatwspreju

STOP PRZEMOCY WOBEC ZWIERZĄT (KLIK)


Witajcie,

to, że zabezpieczanie końców jest bardzo ważne w codziennej pielęgnacji włosów, wiemy nie od dzisiaj. Dzięki różnym produktom do tego stworzonym (jedwab, serum, olejki) możemy codziennie walczyć z rozdwajaniem się końcówek, z puszeniem się końcówek, z ujarzmianiem końcówek, ale głównie chodzi nam własnie o względy pielęgnacyjne, niż estetyczne. Nie raz, nie dwa czytałam na blogach, że to właśnie dzięki takim produktom, udało się dziewczynom ograniczyć, a nawet WYELIMINOWAĆ całkowicie rozdwajanie się końcówek, czy łamanie się końcówek. W związku z tym, wpadłam na pomysł, że dzisiejszy wpis poświęcę właśnie produktom do zabezpieczania końcówek, które aktualnie posiadam i używam. Do tej pory zrobiłam jedną recenzję produktu do zabezpieczania końców, był to cudowny jedwab Green Pharmacy. Recenzję możecie zobaczyć TUTAJ.



Czego zatem obecnie używam do zabezpieczania końcówek?
(Produkty będę opisywała pod względem wielkości buteleczki, od największej, do najmniejszej)


Avon Advance Techniques Maroccan Argan Oil

Ten olejek to całkowity przypadek w mojej kolekcji. Mama dostała, czy kupiła od swojej koleżanki całą buteleczkę, nówkę sztukę, oczywiście po kosztach. Mama odlała sobie połowę, a drugą połowę oddała mi. Opakowanie jest bardzo ładne, eleganckie, estetyczne. Zawiera 30 ml produktu. Buteleczka szklana, ale nie jest ciężka. Jeszcze nie upadła mi na ziemię, więc nic nie mogę napisać o jej trwałości i wytrzymałości, ale lepiej uważać :). Wykończenie buteleczki utrzymane w kolorystyce mięty, czyli w moim ulubionym kolorze :). Buteleczka oklejona jest naklejką producenta, ale jeszcze nic mi się nie odkleiło więc super. Pompka w takich produktach jest zazwyczaj taka sama, tutaj nie ma żadnej innowacyjności. Najważniejsze, że pompka się nie zacina i wypuszcza na dłoń idealną porcje produktu. Jeżeli pompka się zatnie, istnieje możliwość odkręcenia opakowania, także spoko. Opakowanie po zużyciu, nadaje się do wtórnego użytku. Konsystencja ma kolor żółty - to taka najbardziej widoczna i charakterystyczna cecha konsystencji. Przypomina trochę olej kuchenny :). Konsystencja oleista, ale bez przesady. Łączy w sobie cechy jedwabiu i olejku. Nie musicie się obawiać przetłuszczenia, jak na olejek jest to produkt bardzo lekki. Zdarzały mi się jedwabie bardziej tłuste od tego olejku. Nałożony w ilości jednej max dwóch kropli na pewno nie przetłuści Wam włosów. Nakładałam go nie tylko na końcówki włosów, zdarzało się, że pokrywałam nim włosy od ucha w dół i też nie spotkał mnie przetłuszcz. Zapach jest bardzo fajny, ale niestety chemiczny. Miałyście może jakikolwiek produkt do włosów (szampon, odżywka) z AVON-u? Ich kosmetyki do włosów w większości mają podobny zapach. Ten olejek pachnie charakterystycznie dla włosowych linii AVON-u. Zapach jest intensywny, ale nie mdlący. Utrzymuje się na włosach, nawet po wysuszeniu. Jak używam? Ja niestety mam włosy cienkie, delikatne, bez objętości, mające tendencję do przetłuszczania oraz przyklapu, dlatego też nigdy nie używam takich produktów na włosy suche! Włosy myję codziennie, nakładam maskę, spłukuje, odciskam nadmiar wody i nakładam olejek. Dopiero potem rozczesuje włosy. Dzięki temu jeszcze nigdy nie spotkało mnie nic "przykrego" ze strony takich kosmetyków. Po nałożeniu faktycznie lepiej się rozczesują, ale taki efekt uzyskuje po każdym olejku, serum, czy jedwabiu. Niestety nie ufam produktom do włosów AVON, ale używać będę dopóki nie zauważę, że coś jest nie tak. Nie wiem czemu, ale nie wierzę we właściwości pielęgnacyjne produktów do włosów AVON, poza tym takowych sama nie widzę. Osobiście nigdy bym tego produktu nie kupiła. Jeżeli cokolwiek do zabezpieczania końcówek mi się skończy i zostanę z niczym (za rok, może dwa :D) to na pewno skuszę się ponownie na jedwab Green Pharmacy :).
Moja ocena: 3 na 5


Odżywka jedwabna do włosów Sleek Line Repair&Shine with Silk Proteins

Ten jedwab kupiłam skuszona wieloma recenzjami w blogosferze. Dostępny jest w Drogerii Hebe, a jego cena waha się pomiędzy 12-17 zł. Dokładnie nie pamiętam. Opakowanie bardzo stonowana, klasyczne, ale ładne i eleganckie. Jest plastikowe więc dużo lżejsze od powyższego produktu z AVON-u. Zawiera 30 ml produktu. Z przodu i z tyłu buteleczki znajdują się naklejki producenta - nic jeszcze się nie odkleiło więc plus. Pompka standardowa, nie zacina się, wypuszcza odpowiednią porcję kosmetyku. Jeżeli pompka się zatnie, nie ma możliwości odkręcenia opakowania, także pojawia się problem, trzeba by je rozwalić co skończyło by się zepsuciem produktu. Opakowanie po zużyciu, nie nadaje się więc do wtórnego użytku. Konsystencja przeźroczysta, krystaliczna. Konsystencja tradycyjna, zbliżona do konsystencji Biosilku, ale gęstsza i ciut tłustawa. W przypadku tego jedwabiu na 100% wystarczy Wam jedna kropla, aby pokryć wszystkie końcówki. Nie nakładam go na całą długość włosów - może przetłuszczać i obciążać włosy. Uważam, że konsystencja tego produktu jest idealna, nie za gęsta, nie za rzadka, nie za tłusta, gwarantującą dobrą wydajność. Nałożony w optymalnej ilości daje świetne efekty, ale łatwo z nim przesadzić. Zapach jest dużo mocniejszy niż olejku z AVON-u. Jestem jego fanką ponieważ jest mocny, wyrazisty, długo utrzymuje się na włosach (nawet pół dnia), aczkolwiek jeżeli jesteście wrażliwe na zapachy - może być męczący. No i niestety zalatuje chemią :(. Aromatów nie potrafię scharakteryzować. Jak używam? Nakładam go tylko i wyłącznie na mokre włosy i tylko na końcówki. Po nałożeniu: jedwab ułatwia rozczesywanie splątanych końcówek, oraz ogranicza ich supełkowanie. Włosy po wysuszeniu są delikatne, miękkie, gładkie i pachnące. To bardzo dobry produkt, warty polecenia, jednak trzeba uważać z jego ilością bo łatwo można przesadzić. Tak jak w przypadku jedwabiu Green Pharmacy nie bałam się przetłuszczenia i oklapnięcia włosów, tak w przypadku tego produktu tego się właśnie obawiam. Staram się również nie używać go codziennie.
Moja ocena: 4 na 5


Marion olejki orientalne; Nawilżenie włosów; Migdały, dzika róża

Ten produkt mam najkrócej więc nie mogę za dużo o nim powiedzieć, ale postaram się przedstawić Wam chociaż jego podstawowe cechy. Po pierwsze: produkt ma tragiczną dostępność. Nie ma go w żadnym znanym sklepie, w żadnej znanej sieci drogerii. Dlaczego? Pisałam do firmy Marion w tej sprawie, niestety uzyskałam odpowiedź, aby zgłosić zapotrzebowanie w swoim sklepie. Myślałam, że to firma dba o to, aby rozprowadzić produkt do klientów zainteresowanych, a nie, że to klient ma ten produkt rozprowadzać i dbać o to, aby asortyment firmy Marion był w sklepie...Chyba pracuje tam ktoś, kto odpowiada za dystrybucję? A może i nie...W każdym bądź razie, nawet jakbym zgłosiła zapotrzebowanie w Rossmanie, czy Naturze to po prostu by mnie olali. Olejek znalazłam w jednym, jedynym sklepie w moim całym mieście! Był to mały, prywatny sklepik kosmetyczny na końcu miasta, prawie na wyjeździe z miasta. Niestety całego asortymentu olejków w sklepie nie było. Były bodajże 3 rodzaje. Cena jest bardzo przystępna. Zapłaciłam za niego albo 5,90 zł, albo 6,90 zł. Opakowanie produktu, jak w przypadku poprzedników, jest proste, ładne, bez żadnych cech charakterystycznych. Butelka jest lekka, plastikowa, przeźroczysta, olejona naklejką producenta. Mam nadzieje, że w trakcie użytkowania, owa naklejka nie będzie się odklejała. Zawiera 30 ml produktu. Pompka standardowa, nie zacina się, wypuszcza odpowiednią porcję kosmetyku. Jeżeli pompka się zatnie, istnieje możliwość odkręcenia opakowania. Opakowanie po zużyciu, nadaje się do wtórnego użytku. Konsystencja jest koloru lekko różowego, wygląda bardzo ładnie i słodko, jak syrop :). Konsystencja przypomina mi konsystencję jedwabiu Sleek Line, gęsta, lekko tłustawa, ale rzadsza niż olejek AVON i jedwab Sleek Line. Nie jest wodnista, jest po prostu dużo lżejsza. Pomimo tego, że jest lżejsza, uważam na to, jaka jej ilość ląduje na włosach. Zapach to minus tego produktu. Jest nieprzyjemny, chemiczny, na szczęście delikatny, mało wyczuwalny. Tak na prawdę zapach jest nijaki. Myślałam, że olejki orientalne pachną inaczej :). Jak używam? Nakładałam go tylko i wyłącznie na mokre włosy i tylko na końcówki. Aplikowałam go jak na razie, dwa, może trzy razy. Producent obiecuje nam nawilżenie włosów i zapobieganie puszenia. Z puszeniem nie mam problemów, a działania nawilżającego ocenić nie mogę. Po nałożeniu niestety żadnych efektów nie widziałam, ale daję mu szansę i czas :). Jeżeli się nie sprawdzi, zastanowię się nad oddaniem.
Moja ocena po krótkim użytkowaniu: 2 na 5


L'biotica BioVax; Serum wzmacniające A+E

Z tego co pamiętam, kupiłam ten produkt w SuperPharmie. Niestety TYLKO w SuperPharm. Cena nie przekracza 10 zł. Opakowanie proste, biało-czarne, plastikowe, lekkie, bez żadnych cech charakterystycznych. Naklejka producenta nie odkleja się w trakcie użytkowania. Zawiera 15 ml produktu. Pompka standardowa, nie zacina się, wypuszcza odpowiednią porcję kosmetyku. Jeżeli pompka się zatnie, istnieje możliwość odkręcenia opakowania. Opakowanie po zużyciu, nadaje się do wtórnego użytku. Konsystencja jest przeźroczysta, wygląda jak woda. Ponadto jest chyba najrzadsza i najlżejsza ze wszystkich dzisiaj zaprezentowanych produktów. Nie jest ani jedwabna, ani oleista, a więc w 100% można stwierdzić, że jest to serum, tak jak pisze producent. Spokojnie po za końcówkami, możecie aplikować odrobinę na długość włosów, od ucha w dół. Produkt może przetłuścić i obciążyć włosy, owszem, należy więc uważać z ilością. Ja jeszcze nie przedawkowałam :). Zapach...hm...to niestety kolejny śmierdziuszek. Zapach bliżej niezidentyfikowany, ale chemiczny i nieprzyjemny. Na szczęście nie jest zbyt intensywny i nie utrzymuje się na włosach. Jak używam? Nakładałam go tylko i wyłącznie na mokre włosy i nie tylko na końcówki. Jego ogólne działanie na włosy jest poprawne, podstawowe, ale bez rewelacji. Ułatwia rozczesywanie, ale jak już wyżej wspomniałam, efekt taki otrzymuję przy każdym olejku, czy odżywce. Czy zauważyłam jakieś dodatkowe właściwości pielęgnacyjne? Niestety nie, ale producent obiecuje nam zmniejszenie łamliwości włosów, naturalny połysk (?), gładkość, odżywienie, nawilżenie, zahamowanie rozdwajania końcówek, elastyczność, sprężystość, zdrowie i wzmocnienie włosów. Za niższą cenę, są dużo lepsze produkty :), np. jedwab Green Pharmacy, albo ArganOil od BioElixire o którym napiszę na samym końcu :).
Moja ocena: 3 na 5


Jedwabne serum do włosów Leo; Wygładza i nabłyszcza; Zawiera witaminy i proteiny jedwabiu

Produkt wygląda dosyć nietypowo, jeszcze nigdy nie widziałam jedwabiu w TAKIEJ buteleczce. Kupiłam go w jakimś fryzjerskim sklepie internetowym, nie pamiętam w jakim. Cena chyba nie przekroczyła 6 zł, oczywiście plus koszta wysyłki. W porównaniu do powyższych produktów, opakowanie jest bardzo oryginalne. Małe, lekkie, plastikowe, nieprzeźroczyste, koloru beżowego. Wygląda jak buteleczka kleju lub buteleczka po farbkach - pamiętacie kleje lub farbki w takich buteleczkach :)? Buteleczka odkręcana, z wąskim dziubkiem do aplikacji. Także w tym przypadku, to od Was zależy, ile produktu zaaplikujecie na dłoń. Tutaj nie ma pompki! Ważna kwestia to naklejki producenta - trzymają się dobrze, nic się nie odkleja. Opakowanie zawiera 20 ml produktu. Konsystencja jedwabno-oleista, dosyć rzadka, ale nie tłusta! Zauważyłam, że oscyluje pomiędzy jedwabiem Sleek Line, a serum L'biotica. Zapach jest bardzo przyjemny. Delikatny, słabo wyczuwalny, o kwiatowym aromacie. Niestety nie utrzymuje się na włosach. Jak używam? Nakładałam go tylko i wyłącznie na mokre włosy i nie tylko na końcówki. Jego konsystencja pozwala na to, aby raz na jakiś czas zaaplikować go na długości włosów. Aczkolwiek muszę szczerze przyznać, że tego produktu używam bardzo rzadko. Nie wiem nawet dlaczego :), ale czas najwyższy to zmienić. Producent obiecuje, że produkt utrzymuje włosy w optymalnym stanie nawilżenia, nadaje im gładkość, połysk i jedwabistość. Wzmacnia włókna włosa oraz zamyka łuski. Poprawia sprężystość i elastyczność włosów. Zawiera witaminy, składniki silikonowe oraz proteiny jedwabiu. Moim zdaniem działanie produktu jest poprawne, ale nie nadzwyczajne. Zabezpieczenia końce, ułatwia ich rozczesywanie, sprawia, że są miękkie dzięki czemu nie supełkują się, nie obciąża, nie przetłuszcza, chyba to wystarczy? Produkt nie jest drogi, ale z kosztami wysyłki robi się cena około 12 zł. Za niższą cenę, są dużo lepsze produkty :).
Moja ocena: 3 na 5


BioElixire ArganOil; Argan Oil Serum; nie jest to 100% olejek arganowy, więc stawiam, że jest to arganowe, olejowe serum 
(argan na 8 miejscu w składzie)

Ten produkt kupiłam w ciemno, w Drogerii Hebe. Nie czytałam o nim żadnych recenzji, myślę, że impulsem do zakupu była niska cena. Olejek kosztuje około 6 zł. Opakowanie ma postać małej, przeźroczystej, plastikowej, lekkiej buteleczki z czarną nakrętką. Napisy na opakowaniu są tłoczone - brak naklejek. Buteleczka opakowana jest w małe, białe, eleganckie kartonowe pudełeczko, które po prostu wyrzuciłam. Buteleczka jest mała, zgrabna, bardzo poręczna, ale ma wielką wadę - aplikacja. Po odkręceniu opakowania naszym oczom ukazuje się wielka dziura, która moim zdaniem całkowicie nie nadaje się do takich oleistych produktów. Po czasie nauczyłam się aplikacji, ale początki były trudne. Serum wylewało się strumieniami, a gdy chciałam przechylić opakowanie, aby lecieć przestało, serum oblewało całą butelką dookoła. Opakowanie więc ciągle było tłuste. Musiałam owijać je w chusteczki papierowe ponieważ tłusta butelka brudziła mi szafki. To było irytujące. Teraz już aplikuję olejek bez wylewania, ale opakowanie ma minusa. Dużo produktu zmarnowałam przez tą nieudolnie zrobioną dziurę. Konsystencja moim zdaniem jest oleista, tzn. zachowuje się jak olejek, ale niestety do końca nie wiem, czy jest to olejek, serum, czy jedwab. W każdym bądź razie konsystencja jest tłusta i trzeba uważać z ilością aplikowaną na włosy. Zapach super, bardzo przyjemny, delikatny, nienachalny, lekko orzechowy. Utrzymuje się na włosach przez pewien czas. Jak najbardziej na plus. Jak używam? Nakładam go tylko i wyłącznie na mokre włosy i nie tylko na końcówki. Jego konsystencja jest tłusta, ale raz na jakiś czas pozwalam sobie na jego aplikację na długość włosa. Odpowiednia ilość produktu, pozwala na uniknięcie przetłuszczenia włosów. Producent zapewnia, że jest to produkt regeneracyjny, nawilżający, chroniący włosy przed czynnikami zewnętrznymi. Nadaje połysk. likwiduje matowość, działa przeciwstarzeniowo, powstrzymuje wolne rodniki i napina skórę (?). Zapobiega rozdwajaniu się włosów i nadaje im miękkość. Ten olejek znalazł się na końcu listy przez swoją małą, niepozorną buteleczkę, ale z czystym sumieniem  muszę przyznać, że to najlepszy produkt do zabezpieczania końców z całej mojej dzisiejszej listy. Poza buteleczką (do której idzie się przyzwyczaić) ma same plusy. Ładnie pachnie, ma fajną, nie obciążającą konsystencję, można aplikować go na długość włosów, znacznie ułatwia rozczesywanie włosów, ogranicza ich plątanie oraz supełkowanie. Włosy po użyciu olejku są bardzo delikatne, miękkie, mięsiste i przyjemne w dotyku. Efekt ten utrzymuje się przez większość czasu. Ogranicza również plątanie włosów w ciągu dnia! Produkt niepozorny, ale bardzo dobry i godny uwagi.
Moja ocena: 5 na 5 :)


A Wy czego używacie do zabezpieczania końcówek? 
Miałyście jakiś z w/w produktów?



Pozdrawiam, Magda

poniedziałek, 27 stycznia 2014

PROJEKT DENKO - XXXVIII TYDZIEŃ

ZAPRASZAM NA FACEBOOKA https://www.facebook.com/brokatwspreju

STOP PRZEMOCY WOBEC ZWIERZĄT (KLIK)


Witajcie,

dzisiaj poniedziałek, w związku z tym zapraszam na kolejny tydzień projektu denko. Kiedyś tygodniowo, zużywałam dwa, trzy razy więcej produktów niż teraz. Jednak dopiero teraz zrozumiałam, że było to dziwne :D. Wszystkie dziwiłyście się, jakim cudem mogę TYLE zużyć w 7 dni, a dla mnie było to normalne. Obecne denka są tak ubogie, że zastanawiam się nad wprowadzeniem cyklu miesięcznego, bo tygodniowe się nie opłaca :).



Co zeszło z moich półek w tym tygodniu?


1. Mitia kremowe mydło Honey&Milk - zapewniają najlepszą troskę o Twoją skórę. Delikatne składniki wraz z ekstraktami z miodu, które łagodzą podrażnienia, oraz z mlecznym wyciągiem z bawełny o działaniu nawilżającym, pomagają zachować delikatną i elastyczną skórę. To produkt w miarę dobry, tani, dostępny w Kauflandzie. Jednak nie wiem czy kupię go ponownie. To zwyklaczek jakich wiele. Pachnie mydłem, po prostu mydłem w kostce, ale nie jest to zapach dokuczliwy. Konsystencja jest bardzo rzadka, ale nie uwłacza to wydajności produktu. Używałam go zarówno jako żel do mycia ciała i płyn do kąpieli. Moim zdaniem trochę za słabo się pieni. Wlany do wanny, jako płyn do kąpieli, dawał pianę, a po chwili ulatniał się i nic po nim nie zostawało. Nie jestem wymagająca jeżeli chodzi o żele i płyny, ale porównując Mitię np. do płynów Luksji widoczna jest ogromna przepaść :).

2. Antyperspirant Rexona Aloe Vera - jeżeli chodzi o antyperspiranty to również nie jestem wybrednym/wymagającym użytkownikiem. Lubię dezodoranty Nivea, Lady Speed Stick, Rexona i używając ich nie widzę żadnej, znaczącej różnicy. Aczkolwiek Rexona ma parę cech, które mogą dokuczać np. przed każdym użyciem należy mocno wstrząsnąć opakowaniem - jeżeli tego nie zrobimy leci biały proszek, który po sekundzie osypuje się na ziemie brudząc wszystko dookoła; po wstrząśnięciu opakowania nie leci biały proszek, nic się nie osypuje, ale leci "gęsta mgła", która może być dusząca - należy koniecznie otworzyć drzwi łazienki, albo aplikować dezodorant w pomieszczeniu otwartym; przy używaniu należy pamiętać, aby zamykać oczy i buzię - w trakcie rozpylania zachowuje się jak lakier do włosów.

3. Seri Natural Line, maska do włosów ODBUDOWA i ODŻYWIENIE - zawiera naturalne ekstrakty z miodu i migdałów, które są bogate w aminokwasy, cukry, witaminę A, B1, B2, C, E oraz minerały, dzięki którym włosy są nawilżone i odzyskują naturalny blask. Ta maska to prawdziwy plaster miodu dla włosów. Dostępna jest w Drogerii Hebe za 16 zł/1 litr. Kupiłam ją zachęcona opiniami w bloggosferze oraz faktem, że działa na włosy rozjaśniająco! Maska ma świetną, gęstą, żelowo-budyniowo-galaretowatą konsystencję. Jest bardzo treściwa i fajnie działa na włosy. Czy rozjaśniła moje? Aktualizacja włosowa już niebawem :). Pełna recenzja maski również pojawi się na blogu :).



4. Zabieg laminowania; Proste i gładkie włosy; Płynna keratyna, Proteiny Pszenicy, Kompleks nawilżający' Marion - to fajny produkt, ale faktycznie najlepsze efekty można uzyskać na włosach niesfornych i puszących się. Ja mam włosy proste jak druty, nie puszące się, delikatne, cienkie, wypadające, plączące, odpowiednio dociążone i na moich włosach efekt w ogóle nie był widoczny. Owszem, był delikatne, sypkie, miękkie, ale efekt taki otrzymuję przy codziennym stosowaniu ulubionych masek. Realne i faktyczne działanie tego produktu jest w moim przypadku niemożliwe to określenia. Niemniej jednak polecam Wam ten zabieg, chociażby do przetestowania. Za dwie saszetki + czepek termiczny zapłaciłam niecałe 3 zł. Zdobyłam je w małym, osiedlowym sklepiku kosmetycznym. Podobno bywają w Drogerii Natura, ale u mnie ich niestety nie było.


No i to niestety wszystko co udało mi się zużyć w zeszłym tygodniu. Jeżeli i w tym, nic więcej nie udało mi się zużyć to w poniedziałek 03.02.2014 denka nie będzie :). Zacznę wprowadzać denka w cyklu miesięcznym. Myślę, że będzie to najlepsze rozwiązanie :).

Miałyście któryś z w/w kosmetyków? Jak się sprawdziły?


P.S. Czy już wiecie o biedronkowej, kosmetycznej promocji, która rusza 30.01.2014 (http://gazetki.biedronka.pl/g249,piekne_walentynki.html#/Pi%C4%99kne%20Walentynki/0)?


Pozdrawiam, Magda

sobota, 25 stycznia 2014

Wyciskanie pryszczy - jak ograniczyć ten okropny rytuał ?

Nie wiem jak u Was, ale u mnie, wyciskanie pryszczy to odwieczny dramat i nałóg. Robię to prawie codziennie (:O). Nawet jak nie ma nic do wyciśnięcia to ja i tak coś znajdę. Nie wiem jakim cudem :). Uwielbiam ten nałóg pomimo tego, że potem wyglądam jak zombie :(. Wiem, że to nie zdrowe dla skóry (robią się blizny), ale ja nie umiem przestać! Moja mama kiedyś pokonała ten nałóg silną wolą (!) i teraz jak na 50-latkę ma świetną, gładką skórę, a ja? Jak tak dalej pójdzie to bez głębokiego złuszczania, albo porządnej mikrodermabrazji się nie obejdzie :(. Teraz mam bardzo podrażnioną skórę i wierzcie mi, każdy wyciśnięty pryszcz, zaskórnik jest jak włożenie kija w mrowisko :(. 

Obserwując latami siebie i swoje zachowania (w domu, w szkole, w pracy) zdążyłam zauważyć kiedy tzn. w jakich sytuacjach maltretuje swoją skórę i dzięki temu czasami udaje mi się powstrzymać. Zawsze jakimiś małymi trikami możemy spróbować wyciskanie ograniczyć. W moim przypadku całkowite wyeliminowanie tego zjawiska jest niestety niemożliwe, ale jeżeli można je czymś ograniczyć to czemu nie?

Chciałabym przedstawić Wam parę podpunktów, dzięki którym mi udaje się czasami wymigać od wyciskania. Może i Wam pomoże to ograniczyć wyciskanie :).




1. Unikanie luster. Tak, wiem, że to dziwnie brzmi, ale taka jest prawda :). Sytuacja wygląda następująco: idę do łazienki np. umyć ręce i zanim nachylę się nad umywalką, spoglądam szybko w lustro - chyba taki nawyk kobiet :). Niestety, ten ułamek sekundy wystarczy, aby znaleźć coś, cokolwiek co można wycisnąć! Myję ręce, znowu spoglądam w lustro i cisnę :(. Twarz puchnie, jest czerwona, ja znowu żałuję, mam wyrzuty sumienia, chcę wyjść z łazienki, ale jeszcze COŚ tam jest! Znowu wyglądam jak zombie, znowu uległam - wychodzę z łazienki. Gdy zauważyłam, że takie spoglądanie w lustro mi nie służy, przestałam w nie spoglądać. Niestety, nie zawsze się udaje, ale staram się :). Zauważyłam, że pomaga mi jeszcze schowanie małych lusterek, tzn. wersji torebkowych, ponieważ zdarzało mi się wyciskać pryszcze w samochodzie w czasie podróży :).
A co jeżeli musimy patrzeć w lustro np. przy robieniu makijażu? Zapraszam na punkt 2.

2. Makijaż i szybkość jego robienia. To wydaje się być śmieszne i głupie, ale w moim przypadku czasami działa :). Przy makijażu sytuacja wygląda następująco: biorę lusterko, biorę kosmetyki, idę do pokoju, kuchni, łazienki, gdziekolwiek. Sprawnie omijam wzrokiem lustro. Przygotowuję podkłady, korektory, tusze, pudry. Kiedy wiem, że nadchodzi moment spojrzenia w lustro, szybko nakładam podkład na palce i tak samo szybko rozprowadzam podkład na twarzy. Dzięki temu szybko tuszują się niedoskonałości, które mogłabym uznać jako możliwe do wyciśnięcia. Niestety, nie zawsze jest tak kolorowo. Czasami zdarza się, że zauważę coś pod podkładem i wtedy wyciskam, ale staram się nad tym panować.

3. Maseczki. Maseczki to idealny sposób, aby oderwać łapska od twarzy. Niestety jest jeden minus tej bajki - maseczek nie możemy nakładać codziennie i trzymać ich na twarzy cały dzień. Jest to rozwiązanie doraźne. Jeżeli korci mnie, aby coś wycisnąć, nakładam maseczkę i trzymam ją 20-30 minut, aż przejdzie mi chęć na wyciskanie.
Chęć na wyciskanie nie przechodzi? Siedzicie cały dzień w domu? Rozwiązanie w punkcie 4.

4. Maseczki kremowe. Tak nazywam maseczki ze zwykłych kremów typu Bambino, Nivea, Dermo bazy itp. Każda z Was, jeżeli siedzi w domu może sobie na taką maseczkę pozwolić i nosić ją do woli. Nakładamy bardzo grubą warstwę kremu i zostajemy z taką białą twarzą tak długo, ile się da. Ja zostawiałam nawet na noc, ale kleiłam się do wszystkiego. Teraz przed spaniem, usuwam nadmiar kremu wacikiem. Taka biała, kremowa powłoka zakrywa nam skórę twarzy, dzięki czemu nie widać pryszczy, ani zaskórników. Do tego krem działa nawilżająco, zmiękczająco i łagodząco. Tutaj niestety też jest jeden minus. Niektórych, kremy typu Bambino, Nivea, strasznie zapychają. W takiej sytuacji trzeba po prostu znaleźć inny krem.
Czy da się w taki "kremowy" sposób ukryć pryszcze np. w pracy, czy szkole? Odpowiedź w punkcie 5.

5. Maść/pasta cynkowa, Tormentiol itp. Kolejną metoda ukrywania pryszczy głównie przed ich wyciskaniem jest metoda punktowa. Ta metoda jest chyba najlepsza. Można ją praktykować, w domu, w szkole, w pracy, wszędzie. A do tego, można poprawiać ją w ciągu dnia gdziekolwiek jesteście. Metodę tą stosuje tylko i wyłącznie z w/w maścią/pastą cynkową oraz Tormentiolem o którym pisałam tutaj. Aha, jeszcze jedno, metoda sprawdza się na czystej skórze oraz na makijażu :). Sprawa jest banalnie prosta: nakładacie małe ilości maści na miejsca chorobowo zmienione, ja robię po prostu małe kropeczki i delikatnie wklepuję, aby maść nie odstawała. Jeżeli jest to maść cynkowa to zostaje nam na twarzy biała kropka - przez to lepiej używać maści cynkowej w domu. Jeżeli jesteście w pracy itp. lepiej użyć Tormentiolu ponieważ jest koloru pudrowego! Nałożony w małej ilości jest nie widoczny, Ukrywa pryszcza, leczy go, wysusza, a do tego izoluje nieprzyjaciela od wyciśnięcia :). Same plusy :). W domu sprawdza się też pasta do zębów nałożona punktowo na wypryski :). Tylko szybko wysycha i odpada, więc jest to rozwiązanie "na chwilę".


Niestety to by było na tyle :(. Mało tych punktów, ale mam cichą nadzieję, że Wy dopowiecie coś więcej i listę będzie można powiększyć :). Jest wiele sytuacji, w których wyciskanie niestety wygrywa, np. idę się kapać, wychodzę z wanny. Wtedy stoję przed lustrem i stoję i stoję i wyciskam. Żadna z w/w metod w tej sytuacji nie pomogła, ale szukam i myślę dalej :). Może coś wymyślę :). Najlepiej, żeby tych pryszczy w ogóle nie było, wtedy nie byłoby problemu :).



A jakie są Wasze patenty, aby ograniczyć ten okropny rytuał ?


P.S. 24.01.2014 dotarły do mnie cudowności z DM-u, które zdobyłam dzięki uprzejmości Izy z bloga http://pogodowa.blogspot.com/ - jeszcze raz dziękuje za zaufanie i fatygę :*




Pozdrawiam, Magda

czwartek, 23 stycznia 2014

Wosk ze strony www.hurtowniaswiec.pl Essences Life Brown Sugar - RECENZJA


STOP PRZEMOCY WOBEC ZWIERZĄT (KLIK)


Witajcie,


ostatnie dwa wpisy na blogu, o współpracach, wywołały sporo poruszenia. Głównie ten pierwszy. Szczerze radzę się zapoznać :). Cóż mogę powiedzieć finalnie w tej sprawie? Bardzo mi przykro, ale jestem taką osobą, jaką jestem. Pisze o tym, a co najważniejsze nie boję się pisać o tym, co mi się podoba, a co nie. Krytyka boli, ja wiem, ale jeżeli ktoś, czuje się urażony, bo mówię dużo i są to rzeczy negatywne no to soory memory. Nikogo nie obraziłam to raz, a dwa, to nie jest koncert życzeń. Każdy ma prawo pisać o tym, co mu się NIE podoba. Mogę pewne sprawy i tematy przemilczeć, oczywiście, no bo po co się "narażać" na publiczny lincz, ale po co milczeć, po co się ukrywać? Nie raz, nie dwa na blogach spotkałam się z wpisami, gdzie dziewczyny opisują co im się podoba, a co nie. Dotyczyło to różnych, przeróżnych tematów. Także nie zdziwcie się, jak takich tematów pojawi się u mnie więcej. Ukrywanie swoich poglądów poprzez nie pisanie/ nie mówienie o nich jest moim zdaniem tchórzostwem. Opamiętajcie się! Każdy ma prawo do wyrażania własnej opinii, bez lizania dupy! Swoją drogą, ciekawe zjawisko tutaj nastąpiło. Normalne wpisy nie budzą w Was takiego poruszenia, a nagle gdy człowiek, wyraża swoje zdanie i to na dodatek negatywne to ludzie są oburzeni i zdziwieni. Boże, czy w tym kraju nie można powiedzieć/napisać tego, co nam się nie podoba? Od dzisiaj chyba wprowadzę wpisy tylko o tym, że kwiatki są kolorowe, a niebo niebieskie :D, chociaż pewnie znajdą się i tacy, którzy zarzucą mi, że nie zawsze kwiatki są kolorowe, czy coś :D. Szkoda tylko, że nie wyładowaliście w taki właśnie sposób swojej energii w tym wpisie, który jest dużo ważniejszy i poważniejszy niż głupie współprace. 
Spirala nienawiści i złośliwości trwa :). No bo cóż innego mogło nastąpić? Już teraz nie wiem czy przy chęci napisania kolejnego TAKIEGO tematu podejmować próbę i publikować, czy od razu strzelić sobie w łeb :>? Chyba strzelenie sobie w łeb wygrywa, bo skoro mówię o tym co mi się we współpracach nie podoba, a zostaję posądzona przez osoby, które pierwszy raz widzą mojego bloga, o ZAZDROŚĆ, że ja, biedna dziewczynka, nie dostaję kosmetyków za darmo i wylewam swe żale na blogu :D...no to nóż w kieszeni mi się otwiera :D.


Obrazek nawiązuje do załączonego wyżej linka

Aleee dzisiaj będzie z mojej strony spokojnie :) i oto obiecana recenzja wosku ze strony www.hurtowniaswiec.pl :). Coraz modniejsze woski Yankee Candle były moim postanowieniem noworocznym, ale jak zauważyłam, że są dostępne woski innych producentów to skutecznie zostałam skuszona :). Tym bardziej, że woski Essences Life kosztują 1,50 zł :D. Najpierw wynalazłam woski ze strony www.hurtowniaswiec.pl, potem sojowe woski Busy Bee Candle, o których pisała Kosmetasia tutaj, oraz woski Kringle Candle, które dotarły do mnie w poniedziałek i od samego otrzymania koperty nie mogłam doczekać się odpalenia zapachu "Dyniowa latte" :). Sojowych wosków Busy Bee Candle jeszcze nie zamówiłam, ale to kwestia kolejnej wypłaty :).

Czytałyście moje poprzednie recenzje wosków Yankee Candle? Jeżeli nie, to zapraszam:
1. A Child's Wish (tutaj),
2. Crabnerry Ice (tutaj),
3. Season of Peace (tutaj).


Moje zamówienie oraz przemyślenia o zakupach ze strony www.hurtowniaswiec.pl możecie zobaczyć tutaj.

Pierwszym woskiem, który trafił do kominka był:
Niestety na stronie www.hurtowniaswiec.pl nie ma opisu do poszczególnych wosków.

W przypadku tych wosków, spotkałam się z paroma opiniami i stwierdzeniami, że to tania podróbka Yankee Candle i, że nie warto w nie inwestować. Ja zaryzykowałam i pomimo incydentów związanych z przesyłką, nie żałuję kupna wosków. Nie wiem, czy jeszcze kiedyś je zamówię, ale na tą chwilę, tych zamówionych nie żałuję, gdyż Brown Sugar spisał się całkiem nieźle :).

Incydent związany z przesyłką:

Co sądzę o zapachu Essences Life Brown Sugar?

Może zacznę ogólnie, od pierwszego wrażenia dotyczącego wosków i ich zapachów. Wosków Essences Life na stronie www.hurtowniaswiec.pl jest na prawdę bardzo mało. W porównaniu do Yankee Candle to pikuś. Zapachów jest mało no i nie jest tak wyszukane, oryginalne jak Yankee, więc pod tym względem YC zdecydowanie przebija konkurenta. Jeżeli chodzi o wygląd to też YC przebija konkurenta. Woski Yankee wyglądają bardzo ładnie, ciekawe i designersko. Woski Essences Life wyglądają bardzo prosto, trochę nijako:

Przejdźmy teraz do najważniejszego kryterium, czyli do zapachu. Na pewno każda z Was, zanim odpali wosk, wącha go przez folię, czyż nie? :> Ja to chyba nawet jestem od tego uzależniona :). Przy wąchaniu wosków YC, nawet przez folię, czuć intrygujący zapach. Zapach inny, ale bardzo ładny, ciekawy, oryginalny, zachęcający. Kiedy wąchałam Essences Life przez folie, czułam ładnych zapach, ale był to aromat bardzo prosty, podstawowy, nudny przybliżony do najtańszej świeczki. Jeżeli chodzi o niektóre zapachy to pachnie trochę pretensjonalnie. Początkowo trochę mnie to zaniepokoiło, jednak nie odsunęło od pomysłu odpalenia :). Stwierdziłam, że dam im szansę bez wcześniejszego oceniania. 

Chyba nie muszę tłumaczyć czym pachnie Essences Life Brown Sugar :)? Oczywiście jest to zapach brązowego cukru. Aczkolwiek ja bym nazwała ten zapach karmelowym. Brązowego cukru używam codziennie i szczerze muszę przyznać, że dla mnie on śmierdzi :D. Domyślam się, że producentom chodziło tutaj o stworzenie zapachu brązowego cukru podczas procesu karmelizacji :). Bo dokładnie tak pachnie ten wosk. Nie ma tutaj żadnych pośrednich zapachów. Pachnie bardzo czysto brązowym cukrem podczas procesu karmelizacji. To co mi się spodobało to fakt, że wosk roztapia się dużo szybciej niż YC i dużo szybciej zaczyna uwalniać swój zapach. Następnie spodobało mi się to, że wosk jest bardzo intensywny, a szczerze powiem, że tego się nie spodziewałam. Co więcej, nie dość jest jest intensywny, to jego aromat rozchodzi się dosłownie po całym mieszkaniu! Niestety, ale przy woskach Yankee Candle nie uzyskałam takiego efektu. To wielki plus. Podczas całodniowego palenia, zdarzało się, że ludzie czuli wosk już na klatce schodowej :). Chcecie jeszcze więcej? Zapach wosku utrzymuje się w domu bardzo długo, dłużej niż przetestowane przeze mnie Yankee Candle, a do tego pachnie nawet po zastygnięciu! Wosk nie palony pachnie dalej :). Plusem Yankee Candle są wyszukane zapachy to fakt, uwielbiałam wwąchiwać się w zapach Season of Peace wymyślając krajobraz tego zapachu, ale czyż nie urok tkwi w prostocie? Gdy zamykam oczy i wącham  Essences Life Brown Sugar to widzę tylko i wyłącznie cukierniczkę, albo kubek słodkiej, karmelowej, ciepłej kawy z mlekiem. Essences Life Brown Sugar jak na tani wosk i podróbkę (?) palił się bardzo długo i nie zmienił swojego zapachu, nie dymił. Myślałam, że wytrzyma 2 dni, że zacznie śmierdzieć, a wytrzymał tydzień i nadaje się do dalszego palenia.
Podsumowują wosk Essences Life Brown Sugar: jest to zapach typowo karmelowy, słodki, ciepły, mocny, intensywny i długotrwały. Może być mdlący. Gdy nachylam się nad palonym woskiem zapach jest bardzo agresywny. Polecam osobom, które gustują w mocnych, wyrazistych zapachach. Jeżeli jesteś wrażliwa na zapachy, to niestety nie jest to wosk dla Ciebie :(.
Link do wosków tutaj. Cena wosków: 1,50 zł + przesyłka.

I jak? Skusicie się na woski Essences Life ze strony www.hurtowniaswiec.pl ?



P.S. Mam tak zaognioną i podrażnioną skórę twarzy, ramion i pleców, że już nie wiem co robić . Cokolwiek zrobię, użyję, dotknę od razu skóra reaguje czerwonym, wielkim plackiem jakbym się poparzyła . Skóra schodzi, pryszcze przeobraziły się w ropne kratery, wągry i zaskórniki kipią jak wulkan . Jeżeli to nie pomoże i nie ukoi mojej skóry to się pochlastam .


Pozdrawiam, Magda

środa, 22 stycznia 2014

Współpraca z blogami cz. 2. Zasady, które wg. mnie są podstawą rzetelnej współpracy z firmą kosmetyczną.


STOP PRZEMOCY WOBEC ZWIERZĄT (KLIK)


Jeżeli chcesz wyrazić swoje zdanie, opinie, chcesz nawiązać dyskusję, proszę bardzo, masz do tego prawo, ale zachowuj się kulturalnie! Dyskutować trzeba umieć. Nie obrażaj, nie oceniaj, szanuj przekonania autora i innych czytelników! Jeżeli nie umiesz wypowiedzieć się w sposób normalny, nie licz na wyrozumiałość z mojej strony. Ufff :)


Dzisiaj miała pojawić się recenzja wosku ze strony hurtowniaswiec.pl, ale postanowiłam zrobić część drugą wczorajszego wpisu (klik) o współpracy z blogami. Radzę z całego serca zapoznać się z komentarzami tego wpisu, ponieważ są ciekawym odzwierciedleniem tego, co po części chciałam Wam przekazać. Do rzeczy. Najczęściej spotykaną formą współpracy z bloggerkami, jest ofiarowanie kosmetyków w zamian za recenzję. To oczywiste. Dlatego też...



Dzisiaj chciałabym przedstawić Wam zasady, które wg. mnie są podstawą rzetelnej współpracy z firmą kosmetyczną:

1. Jeżeli firma zaproponuje Ci współpracę, zgódź się pod warunkiem, że współpraca przebiega na Twoich, n/w warunkach.

2. Ty najlepiej znasz swoją skórę, włosy, paznokcie, firma nie może wysłać Ci byle jakiego produktu. Wybór kosmetyku powinien należeć do CIEBIE. Bez limitu cenowego. Pamiętajcie, aby nie wybierać produktów na opak, czy np. będziecie skuszone i wybierzecie kosmetyk najdroższy. To nie na tym to polega.

3. Stwórz na swoim blogu zakładkę ze swoim profilem urodowym na przykład: skóra na ciele: sucha, tłusta, normalna, z cellulitem, z rozstępami; twarz: skłonna do wyprysków i podrażnień; włosy: farbowane, suche, normalne, przetłuszczające się; paznokcie: kruche, łamliwe, rozdwajające się; stopy: popękane pięty i wiele, wiele innych. Pamiętaj też zamieścić takie informacje jak na przykład: ciąża, choroby skóry. Taki profil ułatwi komunikację między Tobą, a firmą. Jak również firma ma szansę lepiej Cie poznać.

4. Jeżeli nie udało się Wam podjąć współpracy, nie bądźcie nachalne. Nie ta firma, to następna. Rozumiem, że wizja darmowych kosmetyków jest kusząca, ale każda z nas powinna mieć swoją wartość/godność. Nie łapcie darmowych ochłapów od firmy, nie bądźmy tanią siłą roboczą. Napisanie recenzji trochę trwa, zazwyczaj to parę godzin wyjęte z naszego życiorysu. Dla firm to jedna z najtańszych form reklamy, a czasami nie warto dla balsamu za 10 zł. Dzięki temu, budujesz swoją wiarygodność oraz zaufanie czytelników.

5. Firma może wymagać od nas podania statystyk bloga. Jest to dla nich kluczowe w procesie marketingu i reklamy. Oczywiście możecie odmówić. Jeżeli odmówicie, podejrzewam, że firma nie podejmie współpracy. Aczkolwiek pamiętajcie, nie statystyki świadczą o jakości bloga, tylko jego treść. Nie zniechęcajcie się.

6. Następnym warunkiem przy podjęciu współpracy, powinno być wysłanie przez firmę produktu pełnowymiarowego. Dlaczego pełnowymiarowego? A dlatego, że nie ma możliwości napisania recenzji po próbce! A niektóre firmy właśnie tego oczekują. Wymaganie produktu pełnowymiarowego to nie jest chciwość. Próbki firma może Wam zaproponować, owszem, ale jako gratis, nie jako produkt do testowania.

7. Jeżeli udało się Wam podjąć współpracę z firmą i otrzymałyście już produkt, pamiętajcie aby podejść do sprawy profesjonalnie.

8. Firma może nakreślić Ci ramy czasowe w jakich powinna pojawić się recenzja, ale to do Was ostatecznie ma należeć ta decyzja. Dlaczego? A dlatego, że po pierwsze: każda z Was ma swoje życie, pracę, szkołę, studia, rodzinę, zdrowie i są rzeczy po prostu ważniejsze. Na przykład jak traficie do szpitala, to nie napiszecie recenzji. Logiczne. A po drugie: na testowanie trzeba mieć czas. Nie ma możliwości zrobienia rzetelnej recenzji czegokolwiek po tygodniu, czy dwóch. Potrzeba MINIMUM 3-4 tygodni.

9. Warunkiem uczciwej współpracy jest też wolność wyrażania siebie i swojego zdania. Jeżeli produkt nie sprawdzi się na Twojej skórze/włosach, masz prawo o tym napisać. Oczywiście nie mamy prawa do krytykowania firmy. Każda z nas jest inna i ma inną skórę/włosy. To co nie sprawdziło się u nas, może sprawdzić się u kogoś innego. Ważne jest tolerancja. Aczkolwiek pamiętajmy o tym, aby być fair wobec firmy. Pamiętajmy, aby napisać recenzję szczerze, zamieszczając zdjęcia. Firma oferując nam współpracę, obdarza nas pewnego rodzaju zaufaniem. Nie róbmy recenzji „na odwal”, jednym zdaniem. Skoro firma poświęciła nam czas i swoje produkty, my poświęćmy odrobinę czasu na recenzję, bez względu na to, czy recenzja jest pozytywna, czy też negatywna.

10. Jeżeli podejmujemy współpracę typu: „otrzymuję produkt i zobowiązuje się do recenzji”, nie macie obowiązku zamieszczenia banneru firmy na stronie (wraz z odnośnikiem). Jeżeli macie ochotę to zrobić, proszę bardzo, ale firma nie może od Was tego wymagać, czy żądać. Zamieszczenie banneru na stronie głównej może być w formie odpłatnej. Kwestia dogadania się z firmą. Coraz częściej zdarzają się firmy, które jednak wymagają zamieszczenia takiego banneru.

11. To samo dzieje się z linkami do strony firmy. Obowiązuje nas recenzja produktu, nie podlinkowanie. Jeżeli nie chcecie tego robić, nie musicie. To jest Wasza indywidualna kwestia, którą możecie omówić z firmą. Aczkolwiek nie dopuście do sytuacji, że firma zacznie Was wykorzystywać do linkowania strony/produktów w KAŻDYM wpisie, nawet nie związanym z firmą, czy ich produktem.

12. Jeżeli prowadzicie długotrwałą współpracę z jakąś firmą kosmetyczną, może zdarzyć się sytuacja, że dostajecie niezapowiedzianie paczki z kosmetykami. W takiej paczce, mogą mieścić się kosmetyki dopasowane to Twojej skóry/włosów itp., a mogą trafić się też kosmetyki, których używać na przykład nie możesz (może uczulać Cię jakiś składnik). W takiej sytuacji firma wysyła Ci paczkę na własną odpowiedzialność. Nie macie obowiązku zużywania kosmetyków, które nie pasują do Twojego profilu urodowego. Nie macie też obowiązku używania tych kosmetyków od razu po przyjściu paczki. Jeżeli obecnie używacie jakiegoś balsamu może minąć trochę czasu zanim go zużyjecie i zaczniecie nowy, ten od firmy. Wtedy pojawienie się recenzji będzie znacznie opóźnione. Firma nie może mieć do Was o to pretensji.

13. Są różne rodzaje współpracy z firmami np. kupujesz produkt we własnym zakresie, robisz recenzję, wysyłasz link do firmy, a firma potem podejmuje decyzję, czy chce z Tobą współpracować, czy też nie. Często świadczą o tym komentarze zamieszczone pod taką recenzją. To jaką współpracę podejmiesz zależy tylko od Ciebie.

14. Bądźmy uczciwi wobec naszych czytelników tzn. jeżeli podjęliśmy już współpracę i robimy recenzję poinformujmy o tym naszych czytelników. Pamiętaj też, aby Twoja recenzja była SZCZERA, a nie uzależniona od tego, że dostałaś kosmetyk od firmy za darmo. Otrzymanie produktu za darmo, absolutnie nie może wpłynąć na Twoją finalną opinię i recenzję. Współpraca polega na otrzymaniu kosmetyku i szczerym, rzetelnym, uczciwym, prawdziwym jego zrecenzowaniu, a nie na lizaniu dupy firmom. Jeżeli napiszecie, że kosmetyk się u Was nie sprawdził, a firma zerwie współpracę, to macie obraz tego, jaka jest owa firma.

15. Możecie też na swoim blogu zrobić zakładkę "Współpraca" i tam nakreślić, opisać swoje własne zasady współpracy. Takie, które nie kolidują z Waszymi przekonaniami. Firma będzie miała do nich wgląd, będzie mogła zapoznać się z nimi wcześniej. No i oczywiście nikt nie będzie miał do Was pretensji, że wypaliliście ze swoimi zasadami jak "Filip z konopii" :).


Nakreślenie swoich zasad może nie spodobać się firmom oraz może obniżyć nasze szanse na współpracę, ale pamiętajcie, to nie jest wyrocznia, która świadczy o tym, czy Wasz blog jest dobry, czy też nie. Jeżeli firma nie wyraża zgody na Twoje warunki, zapoznaj się na początku z tym, jakie warunki oferuje Ci firma. Może zaproponują inne, ale równie dobre i uczciwe warunki? Jeżeli masz wątpliwości, nie bierz udziału w takiej współpracy. W blogowaniu liczy się PASJA, chęć pisania, wyrażania siebie, a nie wyścig szczurów po darmowe kosmetyki.


Co jeszcze dodałybyście do tej listy? A możecie coś wg. Was należy wykreślić? Piszcie w komentarzach :)


Przydatne linki:


P.S. Obiecuje, że jutro pojawi się recenzja wosku ze strony hurtowniaswiec.pl :). A obecnie jestem w trakcie przeżywania ekstazy przez Kringle Candle :D.



Pozdrawiam, Magda

wtorek, 21 stycznia 2014

Współpraca z blogami cz. 1


STOP PRZEMOCY WOBEC ZWIERZĄT (KLIK)


To już czwarty post z serii "Tematów Ważnych". Pierwszy to Co świadczy o jakości bloga? Ilość obserwatorów? Statystyka? Treść?. Drugi to STOP PRZEMOCY WOBEC ZWIERZĄT !! Zajrzyj, przeczytaj, reaguj !!. A trzeci to Żal dupę ściska, czyli krytyka w internecie. Chyba przemyślę fakt stworzenia na blogu zakładki z "Tematami Ważnymi", no ale na razie nie będę przesadzała :). Tak na prawdę nie planowałam tych wpisów. Planowałam tylko post o zwierzętach, a reszta wpisów pojawiła się pod wpływem emocji po przeczytaniu posta na jakimś innym blogu. Tak samo jest z dzisiejszym wpisem na temat współprac firm różnego rodzaju, z nami, bloggerami. Oszczędzę Wam linków do blogów, które mnie zainspirowały w tym temacie, tym bardziej, że jestem pewna faktu, iż same spotykacie się z takimi blogami bardzo często.

Może zacznijmy od początku. Rodzajów współprac z blogami jest wiele. Najczęściej jednak spotykamy się ze zjawiskiem, że firma wysyła nam kosmetyki do przetestowania, a obowiązkiem bloggera jest stworzenie recenzji (najczęściej pochlebnej), i/lub wstawienie na blogu banneru firmowego. Perspektywa otrzymania za darmo paczki kosmetyków kusi, prawda? Nie ma co się oszukiwać, każdy/każda z nas chce/chciałaby podjąć współpracę z jakąś firmą. Natomiast czy są jakieś granice? Co drugi wpis to jakaś współpraca, czy to jest normalne? Czy to jeszcze jest blogowanie?

Bardzo często w blogosferze można natknąć się na różne typy nie tylko współprac, ale i różne typy bloggerów. Są takie osoby, które dopiero co założyły bloga, a już mają stworzoną zakładkę "WSPÓŁPRACA" i nachalnie dobijają się do firmy. Są takie osoby, którym udało się dostać dzięki determinacji do jakichkolwiek testów (nawet MUSZTARDY!) i każda ich recenzja (tydzień od otrzymanego produktu) brzmi: "Super produkt", "Polecam", "Nie ma lepszego balsamu", "To mój ulubiony kosmetyk", "Hit stulecia" i tym podobne. Są też takie osoby, które same takie recenzję (recenzje sponsorowane) robią, a na innych blogach, w komentarzach, piszą, że nienawidzą takich bloggerów, że nie czytają takich recenzji i tak dalej. Następnie są takie osoby, które faktycznie współpracują z firmami, ale nie dają się wyrolować, same stawiają warunki współpracy, a ich recenzje są prawdziwe i rzetelne. Niestety takich jest najmniej! Są też bloggerki, które zapierają się, że nie współpracują z nikim, a tak na prawdę współpracują. Albo piszą, że utrzymują obecne współprace, ale nowych nie przyjmują, po czym kolejne zdanie jest o tym, że podjęli kolejną współpracę, że firma jest genialna, dlatego się zgodzili (!). 
Ehhh mogłabym tak wymieniać do znudzenia.

Taki typ bloggera zainspirował mnie do TEGO wpisu. Odpowiedź brzmi: typ, który wymieniłam jako ostatni, czyli: "Albo piszą, że utrzymują obecne współprace, ale nowych nie przyjmują, po czym kolejne zdanie jest o tym, że podjęli kolejną współpracę, że firma jest genialna, dlatego się zgodzili (!)". Nie wiem czemu, ale ostatnio na blogach zawrzało i coraz częściej zdarzają się wpisy pod tytułem "Współprace", gdzie możemy czytać wypociny blogerek, które chcą testować, ale nie będą, bo są takie świetne, a firmy mają absurdalne wymagania itp. I powiem Wam szczerze, że zaczęło mnie to cholernie wpieniać! Po co "płakać" na łamach bloga nad tym, jakie beznadziejne współprace są oferowane, po co się zapierać, a potem robić z siebie debila? Są też delikwentki, które potrafią napisać: "Ojej zostały zakwalifikowane najlepsze blogi, i ja też się dostałam, ojeju jakim cudem, przecież są inne, lepsze blogi". <rzygam>.

Wczoraj na przykład zauważyłam na paru blogach wpisy o marce KOLASTYNA. Okazało się, że prowadzili jakąś akcję promocyjną (ja o tym nic nie słyszałam) i praktycznie na każdym blogu, ale innymi słowami, dziewczyny pisały, że to najlepsza akcja testowania ostatnich miesięcy, że one tak na prawdę nie korzystają ze współprac, że mają kasę, że kosmetyki mogą sobie kupić same, że po co im 10 krem do twarzy, po czym okazuje się, że testują kremy do twarzy, no heloł?! W takich wpisach możemy również spotkać stwierdzenia pt: "Organizator powiedział, że w akcji biorą udział tylko najlepsze blogi", albo "Tylko najlepsze blogi mogą współpracować z marką" itp, ale przepraszam bardzo? To znaczy, że inne dziewczyny, nie zaproszone do akcji są beznadziejne i do dupy? To znaczy, że nasze blogi są beznadziejne i nie warto ich prowadzić? Powiem szczerze, że ja poczułam się urażona tymi stwierdzeniami Pana Organizatora. Czy ktoś taki, ma prawo dzielić blogi na najlepsze i najgorsze? Co to znaczy blog najlepszy? To znaczy taki, który ma milion wejść, ale nudną treść? A może milion wejść od razu daje gwarancję ciekawej treści? Po raz kolejny okazuje się, że nie treść się liczy, a statystyka.

Po części nie dziwię się, że dziewczyny rezygnują ze współprac. Firmy coraz częściej zaczynają wykorzystywać blogi do promowania się najtańszym kosztem. Brak szacunku do blogera jak najbardziej, jest motywem do tego, aby nie współpracować z firmą. Moim zdaniem, nikt nie ma prawa oceniać naszych blogów, pod kątem "jesteś lepsza""jesteś gorsza". A jednak jest to na porządku dziennym. TY jesteś lepsza więc dostaniesz od nas bon, na cały asortyment sklepu, wybierz sobie co chcesz. TY jesteś średnia, dajemy Ci listę pięciu kosmetyków, coś sobie wybierz, weź byle co i napisz dobrą recenzje i napisz, że jesteśmy super. TY jesteś najgorsza, dostaniesz próbkę i zrób pełnowymiarową recenzję! Po raz enty blogi prezentują fałsz, obłudę i dwulicowość. Z jednej strony nie testuję, z drugiej jak otrzymam coś fajnego to się skuszę. Tylko po co w takim razie, tworzyć wpisy pt: "Cierpiętnica"?

Ja rozumiem, że testy są kuszące. Ja rozumiem, że blogi się na to decydują, nie mam nic przeciwko! Sama chciałabym coś przetestować. Mój sprzeciw jest skierowany jedynie w stronę dziewczyn, które się wybielają, które piszą, że nie testują, że nie korzystają z ofert, po czym okazuje, że ukrywają współprace, a ich recenzje są sponsorowane. Chodzi im tylko o zdobycie przychylności nas, czytelników! O komentarze typu: "O Boże, jak fajnie, że jesteś z nami taka szczera"Tylko po co to robić? Przecież prędzej czy później to wszystko wyjdzie? Jak wpisy dwóch dziewczyn są do siebie bardzo podobne, i mówią o tej samej akcji promocyjnej to chyba nie muszę mówić co to oznacza? A jak myślicie, czemu komentarze muszą być zatwierdzone przed autora przed publikacją? Nie zawsze chodzi o hejty. Niestety tego wymagają sponsorzy.


A co Wy o tym myślicie? Testujecie jakieś produkty? Jakie są Wasze wrażenia i przemyślenia? Jesteście skłonne podjąć współpracę sponsorską? Co jesteście w stanie zrobić dla darmowej paczki kosmetyków?



Wpis zakończę pozytywnie :). Przyszły moje zamówione woski Kringle Candle :).




Pozdrawiam, Magda