czwartek, 27 czerwca 2013

PROJEKT DENKO - XXIII TYDZIEŃ

Znowu Projekt Denko z opóźnieniem :(. Musicie mi jednak wybaczyć. Będąc w Warszawie mam na bloga dużo czasu, natomiast przyjazd do rodzinnego domu, do rodziców wiąże się z załatwianiem mnóstwa spraw remontowanych. Całkowita przeprowadzka do nowego mieszkania nastąpi  30.06.2013r. Zdjęcia mieszkania pokazywałam już tutaj, ale wygląd zmienił się diametralnie więc na pewno pokaże Wam efekt końcowy :). Aby nie przedłużać, przedstawiam DENKO z zeszłego tygodnia (od środy 19.06.2013).


Hipoalergiczny płyn do kąpieli z algami i goji BeBeauty - Biedronka



Kremowy płyn do kąpieli i pod prysznic z wyciągiem z aloesu BabyDream - Rossmann



Świetny multikosmetyk - nadaje się jako płyn do kąpieli, żel pod prysznic, płyn do higieny intymnej, żel do mycia twarzy oraz jako preparat do mycia włosów. Niezwykle delikatny o subtelnym, niedrażniącym zapachu. Konsystencja dosyć gęsta, kremowa, bardzo delikatna, a dzięki gęstości kosmetyk jest mega wydajny. Żeby robili go w większych opakowaniach swobodnie mógłby zastąpić szereg kosmetyków myjących pod prysznic. 


Szampon Diplona Professional zwiększający objętość - Hebe + Biedronka



Szampon kupiłam na promocji w Biedronce razem z odżywką regenerującą. Odżywka skończyła się już jakiś czas temu, a jej recenzję znajdziecie tutaj. Szampon sprawdził się bardzo przeciętnie, żadnego efektu VOLUME na pewno nie było D . Ja raczej już się nie skuszę na szampony Diplona.


Maska do włosów Kallos Crema Midollo&Placenta



Kupiłam tą maskę w Drogerii Hebe dokładni wtedy gdy odkryłam, że jest tam dostępna maska Kallos al latte. Rzuciłam się wtedy na wszystkie maski Kallosa. Myślałam, że skoro wszystkie bloggerki są zadowolone z maski Kallos al latte to i wszystkie inne będę równie dobre. Maskę al lattę kupię jeszcze na pewno, przed wyprowadzką z Warszawy mam w planach kupić 3-4 słoiki na zapas, ale maski Midollo&Placenta raczej już nie kupię. Po pierwsze ZAPACH: przeokrutnie drażniący, mocny, irytujący i mdlący. Po drugie EFEKTY: a raczej ich brak...moje włosy na tą maskę w ogóle nie zareagowały. Używałam maski Midollo&Placenta to masek domowej roboty: do cynamonu, do drożdży, dodawałam też różnego rodzaju oleje, ale to nic nie pomagało, miałam wręcz wrażenie, że włosy były obciążone. Po masce al latte włosy są delikatne, sypkie, mięsiste, dobrze się rozczesują, ładnie pachną, po masce Midollo&Plaacenta wręcz odwrotnie K . 


Emulsja do higieny intymnej o właściwościach ochronnych Intimea - Biedronka


Przy ostatnim wpisie KUB, czyli Kosmetyczne Uzupełnianie Braków pisałam, ze Intimea sprawowała się bardzo słabo i z podkulonym ogonem wróciłam do płynu Facelle z Rossmanna. Intimea ma wodnistą konsystencję przez co wylewa się z dłoni do wanny, co to oznacza? Oznacza to bardzo słabą wydajność. A do tego słabo się pieni. Używałam Intimeę tylko do higieny intymnej, gdzie Facellę używam i do higieny intymnej, i do golenia nóg, i do mycia twarzy oraz całego ciała.


Peeling do ciała SPA; BeBeauty; Body Expertiv WINOGRONO


Recenzja peelingu MANGO z tej serii znajduje się tutaj.


Miniatura balsamu do ciała Isana Intensive Urea 5%




Odżywka do paznokci Eveline Nail Therapy 
"Efekt jak z salonu"


Olejek eteryczny grejpfrutowy Saeana

Kolejny cudowny multiprodukt. Jeżeli myślicie, że olejki eteryczne nadają się tylko do podgrzewaczy to jesteście w mega błędzie! W moim przypadku olejki sprawdziły się najlepiej wlewane do kąpieli oraz wsmarowywane w dłonie oraz skórki J . Skóra pachnie potem przepięknie! Producent na opakowaniu daje również inne pomysły  na wykorzystanie olejku, np. można dodać parę kropel do kwiatków, do prania ręcznego, wylać odrobinę na wycieraczkę przed mieszkaniem, a ja planuję skroplić wnętrze butów.


Regeneracyjne serum do paznokci REGENERUM

Niestety nie używałam tego produktu. Jak kupiłam użyłam parę razy, a potem w ogóle. Nie potrafię ocenić jego działania. 3/4 opakowania leci do kosza z powodu przeterminowania.


Chciałam również przypomnieć, że posiadam DOPINKI, KLIPY + KUCYK na sprzedaż. Więcej informacji znajduje się TUTAJ.


sobota, 22 czerwca 2013

Domowa maseczka drożdżowa na włosy

Było już olejowanie, było laminowanie żelatyną, było imbirowanie, a nawet cynamonowanie. Teraz czas na DROŻDŻOWANIE. Aż dziwne, że po tylu eksperymentach włosowych nigdy nie miałam na sobie drożdży. To karygodne J. Tak więc dzisiaj nadrabiam straty.

Aby stworzyć swoją maskę drożdżową posiłkowałam się 3 blogami: naturalniepienknarudahenna oraz careaboutmyself. Dzięki temu mogłam stworzyć ją po swojemu mając na uwadze doświadczenia innych dziewczyn. Część dziewczyn dodaje do masek drożdżowych mleko, część wodę, część oleje lub maseczki do włosów. Dowiedziałam się również, że można aplikować ją na suche jak i mokre włosy. W związku z tym, że maseczka okropnie spływa z włosów poszłam za radami innych i zdecydowałam, że zaaplikuję drożdże na włosy suche. Moje włosy bardzo łatwo obciążyć więc przy pierwszej aplikacji postawiłam na minimalizm. 

Użyłam więc:


pół opakowania (50 g) drożdży piekarskich dodałam na początku, potem jednak okazało się, że konsystencja jest za wodnista i dodałam kolejne 50 g, w sumie więc 
poszła cała kostka drożdży (100 g)





3 łyżki mleka



1 łyżeczka oleju




Dodałam tylko 3 łyżki mleka oraz 1 łyżeczkę oleju, ale konsystencja z połową kostki drożdży była strasznie wodnista, niczym nie przypominała drożdżowej maski:




Dorzuciłam więc jeszcze jedną połówkę drożdży:


Dzięki temu zaczęło coś z tego wychodzić. Maska to nie była odżywka owszem. Zrobiła się z tego kleista i lepka maź. Okazało się, że wodnistość jest tutaj dosyć istotna. Drożdżową papkę bardzo ciężko nałożyć na suche włosy, założę się, że gdyby była jeszcze gęstsza było by jeszcze trudniej:


(rozgniatałam trochę łyżeczką, trochę widelcem)


(tutaj widać, że robią się grudki, mieszanie musi być więc intensywne)


(aby zniwelować grudy zaczęłam mieszać łyżeczką ocierając papkę o ścianki miseczki)



(tutaj widać co z tego powstało)






Jak już napisałam wyżej drożdżową papkę bardzo ciężko nałożyć na suche włosy. Nie jestem w 100% pewna czy pokryłam wszystkie pasma. Włosy zaczęły się kleić, a na głowie powstawał drożdżowy hełm. Nie ukrywam, że trochę mnie to przerażało, nie wiedziałam czy uda mi się spłukać papkę i rozczesać włosy.  Po nałożeniu i wmasowaniu, kucyk z włosów włożyłam w małą, śniadaniową torebeczkę foliową, na to nałożyłam lichy, naderwany czepek, na to czepek porządniejszy/szczelniejszy/grubszy i turban z ręcznika. 

Zapach mi nie przeszkadza, czułam się trochę jak babka drożdżowa. Nie jest to dla mnie woń przykra, czy dokuczliwa. Była na tyle przyjemna, że przez myśl przeszedł mi pomysł picia drożdży


Wspomniałam Wam również o tym, że maska lubi spływać z włosów, że każda dziewczyna na to narzekała. O dziwo mi się to nie przytrafiło z czego byłam bardzo zadowolona - zapewne nie jedna z Was wie, jak uciążliwe jest ciągłe wycieranie spływającej maski.


Trzymając maskę na głowie nie czułam zupełnie nic: ani swędzenia, ani pieczenia, ani ciepła, ani mrowienia. Nawet nie wiem ile trzymałam miksturę na głowie, nie mogę nabrać nawyku patrzenia na zegarek. Maski zawsze trzymam na głowie 30-60 minut więc i z drożdżami było podobnie.

Spłukiwanie wypadło bardzo blado :(. Tak jak przypuszczałam, na głowie zrobiło mi się jedno, wielkie, sklejone gniazdo, ale nie poddawałam się. Pod tym względem nie jestem pesymistką. Zaczęłam spłukiwać z nadzieją, że zaraz dotknę nieziemsko miękkich włosów, tak jak pisała careaboutmyself. Niestety nie pomogło. Nadszedł czas mycia włosów, stwierdziłam, że skoro są tak twarde i szorstkie to umyję się metodą kubeczkową szamponem z odżywką i użyłam 

szamponu Schauma Baby oraz odrobiny odżywki z Kerfura:



Niestety i to nie pomogło :(. Wiedziałam, że włosów w takim stanie nie rozczeszę! Zdecydowałam się na nałożenie na chwilę 

maski Kallosa al latte:


Wmasowałam maskę i to był strzał w dziesiątkę. Włosy zaczęły mięknąć i rozplątywać się. Swobodnie mogłam włożyć palce między pasma. Po raz kolejny nie wyszedł mi domowy eksperyment :(. Po raz kolejny ratuje mnie maska :(. Co robię źle? Nie wiem...moje włosy chyba tego nie lubią...


Podsuszone ręcznikiem włosy zaczęłam rozczesywać. Super gładko mi to nie poszło, ale wielkiej tragedii też nie było. I teraz nasuwa się pytanie: Czy drożdże zdążyły zadziałać? Czy ewentualne efekty będą efektem drożdży czy Kallosa? Drożdże miałam na włosach około godziny, Kallosa minutę więc mam nadzieje, że Kallos w tym wypadku posłużył tylko i wyłącznie jako pomoc w rozczesaniu.


Kallos pomimo swojego mocnego, intensywnego zapachu nie dał rady zapachowi drożdży. Włosy pachną jakby były oblane piwem - czy mi się ten zapach podoba? Odpowiedź brzmi TAK. Niestety poza zapachem nie odczułam nic ciekawego. Włosy na mokro były ciężkie, szorstkie, obciążone, sztywne, pomimo rozczesania i nie ruszania głową plątały się same :(. Włosy schły same, suszarka w taki upał to nie jest dobry pomysł...poza tym wiedziałam, że dodatkowo poplączę sobie włosy.


Włosy mokre zawsze są trochę nabrzmiałe, wsiąka w nie woda i robią się "grubsze", a do tego są delikatniejsze więc zostawiłam je w spokoju do wyschnięcia. W trakcie schnięcia ciągle miałam nadzieję, że gdy woda odparuje i rozczeszę włosy to efekt będzie zadowalający. Liczyłam na mięsistość, puszystość, sypkość oraz błysk.




Niestety rozczarowań był ciąg dalszy. Włosy robiły się lżejsze, ale zaczęły się strasznie puszyć. Najbardziej było to widać na czubku głowy kiedy każdy włos stał pionowo do góry jakby chciał nieba liznąć. Wyglądały na czubku tak, jakbym nałożyła na głowę starą, wełnianą czapkę. Miałam na środku małe, spuszone gniazdko :(. Końcówki również były bardzo "poszarpane". Aby spuszenie nie osiągnęło apogeum swoich możliwości non stop siedziałam z grzebieniem i delikatnie przeczesywałam włosy wygładzając je przy okazji. To ewidentnie pomogło. Włosy stawały się miękkie i sypkie.





W trakcie wysychania robiły się coraz delikatniejsze, aczkolwiek ich wrodzona supełkowatość nie dała o sobie zapomnieć w szczególności na końcach. Tam zawsze robią mi się kołtuny i jeszcze żadna maska mi tego nie zniwelowała. Drożdże zatem rewolucji na głowie nie zrobiły, a krzywdy trzeba niwelować innymi maskami - jednak nie czuje się zniechęcona. 

Na pewno jeszcze kiedyś wypróbuje maskę drożdżową, ale w innej kombinacji. 

Na pewno dam:

połowę kostki drożdży (50 g), 
jeszcze jedną łyżeczkę oleju, 
odrobinę maski do włosów, która posłuży za gęstą/kremową bazę, 
i najważniejsze: za drugim razem nałożę na mokre włosy.

J

A Wy co myślicie o domowych maskach z drożdży? 
Może już próbowałyście? 
Jakie macie doświadczenia?


Pozdrawiam