poniedziałek, 30 grudnia 2013

PROJEKT DENKO - XXXIV TYDZIEŃ

ZAPRASZAM NA FACEBOOKA https://www.facebook.com/brokatwspreju


Regularne dodawanie denka to jedno z wielu moich postanowień noworocznych o których dowiecie się niebawem. 31ego powinno pojawić się podsumowanie blogowe 2013 roku, ale w związku z naszym wyjazdem na Sylwestra do Warszawy podsumowanie może się opóźnić do 01.01.2014 lub 02.01.2014.

Ostatnie spore denko znajdziecie tutaj, część pierwsza, oraz tutaj, część druga


Dzisiejsze denko jest skromniutkie jak na mnie:

W moich denkach bardzo często powtarzają się niektóre produkty. Często i szybko zużywam nawilżane chusteczki dla dzieci. żele BeBeauty, żele pod prysznic i jak widzicie dzisiaj też one występują. Idąc od lewej: 

  • Próbka nawilżanych chusteczek Pampers Sensitive, które dostałam w przychodni, gdy rejestrowałam ciążę. Szczerze muszę przyznać, że 100x bardziej wolę chusteczki BabyDream z Rossmanna lub chusteczki z Biedronki. Chusteczki Pampers są mniej nawilżone, a do tego nie podobał mi się ich zapach. To co je wyróżnia od innych chusteczek to grubszy materiał, który może być zdecydowanie plusem. Składu nie analizowałam, a w sumie powinnam. Słyszałam, że nawilżane chusteczki mają w sobie sporo chemii i mogę być zagrożeniem dla skóry niemowlaka.
  • Antyperspirant Nivea Pearl&Beauty, to kolejny, który zużyłam. O wersji niebieskiej pisałam już tutaj.
  • Kremowy żel pod prysznic Dove Pur&Sennsitive, to bardzo fajny żel, który mogę polecić każdej z Was. Jego używanie to sama przyjemność, aż chciało mi się ciągle siedzieć w  wannie. Jego konsystencja sprawia wrażenie gęstego balsamu do ciała. Wystarczy na prawdę odrobina, żel świetnie się pieni, dobrze rozprowadza na skórze. To co najbardziej podobało mi się w trakcie użytkowania to zapach. Zapach jest mocny, intensywny, ale nie drażniący, do tego długo utrzymuje się na skórze! To cudowne uczucie :).
  • Żel pod prysznic Palmolive Mediterranean Moments z olejkiem arganowym i migdałem, to też jeden z lepszych, fajniejszych żeli jakie używałam, z tym, że w/w Dove jest trochę lepszy. Żel Palmolive też jest gęsty, kremowy, wydajny i ładnie pachnie. Zapach jednak nie jest tak przyjemny i długo trzymający się na skórze jak Dove.
  • Micelarny żel nawilżający do mycia twarzy BeBeauty - wspominałam o nich milion razy, między innymi tutaj i tutaj.
  • Tusz do rzęs Manhattan Ultimate Definition Mascara, ten tusz kupiłam w PEPCO za około 10 zł. W PEPCO raz na jakiś czas pojawiają się kosmetyki znanych marek, oczywiście kosztują grosze i mogą kusić. Niestety ja nie wierze, że kosmetyki Calvin Klein w PEPCO są oryginalne. Tak samo nie wierze, że w/w tusz Manhattan jest oryginalny bądź też, że jest zrobiony tak jak prawdziwy Ultimate Definition z Drogerii. Dlaczego w to nie wierzę, a dlatego, że ktoś kiedyś porównał kosmetyki chyba Nivea sprzedawane w Rossmannie i Biedronce i zrobił z tego artykuł. Okazało się, że taki sam kosmetyk Nivea w Biedronce jest tańszy bo ma inny, mniej bogatszy skład niż ten prawdziwy, oryginalny kosmetyk z Rossmanna. Czy to jest prawda w 100%? Tego nie wiem, ale to na pewno wpłynęło na moje decyzje pewnych zakupów kosmetycznych w Biedronce. Może opiszę Wam po krótce ten tusz. Opakowanie jest bardzo cienkie, pierwszy raz miałam w ręku tak cienkie opakowanie tuszu. Do tej pory nie mogę się do tego opakowania przyzwyczaić. Zdecydowanie wolę opakowania tradycyjne, grubsze, bo te nie jest za specjalnie wygodne. Jeżeli chodzi o estetykę to nie mam nic do zarzucenia. Tusz miałam dosyć długo i jak widać na zdjęciach opakowanie i kolorystyka pozostały bez zmian. Nakrętka lekko pękła, ale nie jest to widoczne. Jeżeli zajrzycie do tego wpisu to zobaczycie jak możliwe jest zmasakrowanie opakowania tuszu do rzęs i jak brzydko to wygląda.
Szczoteczka tuszu jest dosyć sztywna, silikonowa. Wypustki również są sztywne, osadzone dosyć rzadko. Gdyby było ich więcej, żeby były osadzone gęściej tusz dawałby pogrubienie, a tak niestety nadawał się tylko jako tusz bazowy do malowania wielowarstwowego. Używałam go jako jednej z pierwszych warstw, aby rozdzielić rzęsy. Niestety tusz poza tym, że nie pogrubiał to nie powodował też wydłużenia, czy podkręcania. Był po prostu bardzo neutralny dla moich rzęs. Zero efektu.
Czy kupię ten tusz ponownie? NIE.

Ostatnio pisałam recenzję tuszy do rzęs więc będzie można kiedyś zrobić z tego ciekawy wpis z przeglądem tuszy do rzęs. Co o tym myślicie?


Możliwe, że na jutro ustawię krótki wpis z kosmetykami gwiazdkowymi. To tylko dwa produkty więc spokojnie :).


Pozdrawiam, Magda



sobota, 28 grudnia 2013

Co świadczy o jakości bloga? Ilość obserwatorów? Statystyka? Treść?

Dzisiaj poruszę temat z cyklu tematów ważnych dla bloggera. Post o tym, przeczytałam wczoraj tutaj. Zostawiłam komentarz, ale w związku z tym, iż mój blog ma mało obserwatorów, ten temat nie daje mi spokoju i chciałam poznać Wasze zdanie. Zdanie czytelników mojego bloga. Temat jest kontrowersyjny, ale na czasie. W dobie coraz modniejszego sponsoringu blogowego, współprac z różnymi firmami prześcigamy się w tym, kto ma więcej obserwatorów bloga i większą liczbę wyświetleń. Między innymi przez to powstaje wiele rozdań i konkursów - nie dla zabawy, a właśnie dla podbicia statystyki. Wiele razy stałam się niestety tego ofiarą zgłaszając się do testów, pisząc do firm z propozycją współpracy. Pisząc maile zawsze bazowałam na swoich recenzjach, wysyłałam linki, proponowałam zrecenzowanie jednego produktu danej firmy, ale niestety...nie to było ważne. Zazwyczaj byłam proszona o dane statystyczne bloga i po ich wysłaniu byłam po prostu zlewana. Zero odzewu ze strony firmy. Przez to właśnie przestałam pisać do firm. 

Czy ja sama patrzę na ilość obserwatorów? Będę z Wami szczera i tą samą szczerość chciałabym uzyskać od Was. Buszuję codziennie po wielu blogach, są to blogi przypadkowe, po prostu gdzieś zobaczyłam miniaturkę nowego wpisu ze zdjęciem, które mnie przyciągnęło. Czytam wpisy owszem, ale ZAWSZE patrzę na ilość obserwatorów. Niestety sama się zdemaskowałam, okazało się, że moje myślenie było bardzo płytkie i niskie bo myślałam, że jak blog ma parę tysięcy obserwatorów to na pewno jest ciekawy i sama zaczynałam takowy blog obserwować! Pewnie wiele osób tak myślało, dlatego też niektóre blogi mają tak wielu obserwatorów. To przykre...jestem na siebie zła ponieważ gdy widziałam, że blog ma mało obserwatorów to z góry zakładałam, że jest to blog nudny. Tak samo uważałam, że mój blog jest nudny skoro nikt go nie chce czytać/obserwować. Moje myślenie całkowicie się zmieniło, gdy zaczęłam trafiać na blogi, które mają dosłownie kilku obserwatorów, a są cholernie ciekawe! Zawierają ciekawe treści, bogate recenzje itp. A znalazłam za to blogi z bogatymi statystykami, w których nie znalazłam ani jednego ciekawego, mądrego, bogatego, treściwego wpisu. I do tej pory nie rozumiem jak to jest możliwe?

We wpisie NuneczkaTestuje tutaj, jest opisany przykład bloggerki, która chwali się (nie podając przy tym linku do swojego bloga), że ma kilka tysięcy obserwatorów i kpi publicznie z osób, które mają tych obserwatorów mniej. Czy ktoś taki ma prawo uważać, że blog z mniejszą ilością obserwatorów to zero? Czy ma prawo uważać, że taki blog jest groszy? Czy ktoś taki ma prawo się wywyższać? Czy jak książka nie zostanie bestsellerem to znaczy, że nie warto jej czytać? Moim zdaniem NIE. Każdy z nas jest równy. Wiadomo, że chciałybyśmy mieć setki, tysiące obserwatorów bo to bardzo miłe i motywujące, ale żeby tak za wszelką cenę...żeby poniżać ludzi? 

Mój komentarz na  w/w blogu NuneczkaTestuje brzmi następująco: 
"fajny post, bardzo mądry, gratuluję, moim zdaniem ten HIT na ilość obserwatorów wziął się ze współprac z firmami, sponsoringiem, zarabianiem kasy na blogu itp...firma decyduje się na współpracę z Tobą, nie dlatego, że masz długie, ciekawe, rzetelne recenzje, ale dlatego, że masz wielu obserwatorów, wiele wyświetleń, wielkie statystyki itp. i powstało niestety takie przeświadczenie, że im większa statystyka tym lepiej :( blogi mniej popularne są na szarym końcu listy - masz mało obserwatorów? Wypadasz z gry...Zazwyczaj jak gdzieś są jakieś nabory testerów to pierwsze o co proszą to statystyki...jeżeli nie mieścisz się w ich normach nie biorą Cie pod uwagę...przez to właśnie zrodziło się w bloggerach przeświadczenie pt. Masz obserwatorów = Jesteś kimś/ Jesteś prawdziwym bloggerem...A gdzie w tym wszystkim podziała się pasja do pisania blogów?"

No właśnie, gdzie pasja bloggowania? Hexxana odpowiedziała na mój komentarz zdaniem, które mnie zabolało: "To ja od siebie dodam pewien komentarz, który było mi dane usłyszeć od potencjalnego sponsora, że.... na pasji się nie zarabia ani nie promuje." 

Gdzie jest granica między pasją bloggowania, a promowaniem? Czy na prawdę aż tak zatracamy się w tym wszystkim, porzucamy własne pasje dla paru kosmetyków od firm z którymi współpracujemy? Czy to jest fair, że testuje kosmetyki ten, kto ma tysiące odsłon, ale jednozdaniowe, nic nie warte recenzje? Czy zgadzacie się z tym, że blogi przestały być pasją, a zaczął się wyścig szczurów, aby przyciągnąć potencjalnych sponsorów? Może spotkałyście się ze zjawiskiem poniżania bloggera bo ma mało obserwatorów?

No i najważniejsze: Co świadczy o jakości bloga? Ilość obserwatorów? Statystyka? Treść?


Ja zawsze, na swoim blogu patrzę na ilość obserwatorów, każdy w górę to wielka radość, ale i tak uważam, że mam Was mało. Przez to czuję/czułam się niedowartościowana i gorsza. Nie widziałam sensu w pisaniu bloga bez tysięcy obserwatorów. Teraz wiem, że czas zmienić ten tok rozumowania! Ot, takie postanowienie noworoczne.


Zachęcam Was do dyskusji.


Pozdrawiam, Magda




piątek, 27 grudnia 2013

Rodzaje włosów na podstawie książki Marii Kędry

Święta, święta i po świętach :). Wszyscy najedzeni i szczęśliwi tworzą świąteczno-prezentowe wpisy. Ja jeszcze się na takowy nie zdecydowałam wiec abstrahując od świątecznego klimatu chciałabym podzielić się z Wami (moimi nowymi czytelnikami) starym, ale jakże na czasie (dla włosomaniaczek) wpisem. Taki post pojawił się dokładnie 20.12.2012 na Pingerze (klik). Pinger psuje się od dawna, mnie cierpliwość też już dawno się skończyła i przestałam się przykładać do bloga, który raz wyświetla moje wpisy, a raz nie. Postanowiłam więc, że co ciekawsze wpisy postaram się przerzucić tutaj :). Ten wpis (moim zadaniem) jest bardzo ciekawy, do tego poparty literaturą fachową więc warto poczytać, może dowiecie się czegoś nowego o swoich włosach? :> Czytajcie jednak z przymrużeniem oka, książka ma ponad  30 lat :)

Jakby ktoś się pytał, cały tekst poniżej jest przepisany przeze mnie, własnoręcznie z w/w książki Pani Marii Kędry


WŁOSY NORMALNE
Są to włosy idealne: nie tłuszczą się szybko, ani ni są zbyt suche. Gruczoły łojowe skóry głowy wydzielają przy tego rodzaju włosach potrzebną ilość łoju, sprawiając, iż skóra staje się elastyczna, włos w miarę natłuszczony, a dzięki temu ma ładny połysk, jest zdrowy i elastyczny. Częstotliwość mycia włosów normalnych, jeżeli pracuje się w warunkach, gdzie nie ma szczególnego zapylania, kurzu i brudu, powinna wynosić 5-7 dni. Włosy normalne są włosami zdrowymi, w przypadku jeżeli się ich nie farbuje ani nie rozjaśnia, łatwo rozczesują się na mokro. Dobrze ułożona fryzura trzyma się  zasadzie od jednego mycia do drugiego. W miarę upływu lat włosy normalne mogą ulegać procesowi wysuszenia, wtedy trzeba je okresowo myć jajkami, dodając do nich kilkanaście kropli witaminy A oraz stosować po myciu odżywki. Przy występującym rogowaceniu owłosionej skóry głowy i towarzyszącemu łupieżowi suchemu, konieczna jest kuracja u lekarza dermatologa, przyjmowanie witaminy A, picie soku z marchwi i stosowanie środków natłuszczających skórę. Włosy normalne mogą w okresie przekwitania przerodzić się we włosy tłuste, w tym przypadku należy pielęgnować je tak, jak włosy przetłuszczające się.


WŁOSY SUCHE
Włosy suche mogą być cienkie, jak również i grube, twarde. Skóra głowy przy włosach suchych jest zwykle mocniej napięta, łatwiej ulega świądowi. Częstotliwość mycia włosów suchych wynosi 6-8 dni. W przypadkach bardzo dużego stopni wysuszenia można je myć co 10 dni, lecz pod warunkiem, że nie przebywa się w miejscach dużego zapylenia, kurzu, brudu, a także nosi się czyste okrycia głowy. Włosy suche trudniej się układają, są mało elastyczne i mniej sprężyste. Często się łamią, kruszą i rozdwajają się na końcach. Błyszczą się umiarkowanie, gdyż gruczoły skóry głowy wydzielają zbyt małą ilość łoju. Włosów suchych nie należy traktować szamponami o dużych własnościach wysuszających. Lepiej użyć szampon droższy, aniżeli taki, który intensywnie odtłuszczając wysusza i złuszcza skórę głowy. Właścicieli włosów suchych nie powinny przebywać długo na słońcu, szczególnie jeżeli włosy są farbowane lub rozjaśniane. Promienie słoneczne wysuszają skórę głowy, a tym samym i włosy. Szampony dobrej jakości mają zwykle etykietkę z informacją objaśniającą do jakiego gatunku włosów kosmetyk ten jest przeznaczony. Do składników wchodzących w skład szamponów do mycia włosów suchych należy lecytyna, witamina F oraz wyciągi z żółtka. Nie należy myć włosów suchych gorącą wodą, gdyż podwyższona temperatura wysusza skórę. Nie powinno się też stosować zbyt dużej ilości szamponu. Aby włosy można  było dobrze myć, głowa wcale nie musi tonąć w gęstej i twardej pianie. Ze środków domowych zaleca się żółtka, które można stosować do mycia, jak również jako kompres nałożony przed myciem. Przygotowanie kompresu jest bardzo proste: dwa żółtka miesza się z łyżką oliwy i kilkunastoma kroplami witaminy A. wszystkie składniki należy dokładnie wymieszać i wetrzeć w skórę głowy. Następnie zawinąć głowę plastikową serwetką i ręcznikiem frote, tak nieco ogrzać głowę i po kilku godzinach umyć włosy szamponem. Włosy suche, farbowane albo rozjaśniane po umyciu żółtkami mogą się gorzej rozczesywać i mieć mniejszy połysk. Można tego uniknąć dodając do ostatniego płukania łyżkę octu (na 3 litry wody), najlepiej winnego, który jest o wiele zdrowszy i łagodniejszy w działaniu, aniżeli ocet spirytusowy. Jeżeli dysponujemy cytryną, wyciskami sok z połowy cytryny na litr wody. A oto przepis na ocet domowy, który można zrobić nieomal o każdej porze roku: obierzyny z uprzednio umytych jabłek i drobno pokrajanych owoców (pół kilo owoców) wkładamy do szklanego słoja i zalewamy przegotowaną, letnią wodą z dodatkiem 2 łyżeczek cukru na jeden litr wody. Owoce muszą być przykryte. Słój zawiązujemy gazą (kilkakrotnie złożoną) lub płótnem i pozostawiamy w ciepłym miejscu. Gdy ocet sfermentuje – ma wówczas smak kwaśny – przecedzamy, zlewamy do ciemnych butelek. Po zakorkowaniu, stawiamy go w chłodnym miejscu. Aby zwiększyć elastyczność włosów suchych warto polecić stosowanie odżywek. Zwykle nakłada się ten kosmetyk po umyciu oraz spłukaniu i pozostawia na kilka minut,  a następnie bardzo dokładnie spłukuje. Odżywki zamykają łuskę włosową, ułatwiają rozczesywanie, nadają intensywniejszy połysk.


WŁOSY TŁUSTE
Dolegliwość ta dotyczy wielu kobiet. Zwykle łojotok skóry głowy łączy się jednocześnie z łojotokiem skóry twarzy np. młode dziewczęta oraz chłopcy mający do 14 roku życia włosy normalne, wchodząc już w okres dojrzewania zauważają, iż włosy szybciej się tłuszczą i wymagają wówczas wnikliwszej pielęgnacji. Łojotok włosów może być zwiększony wskutek nieodpowiedniego odżywiania się, a więc spożywania dużej ilości słodyczy, picia alkoholu, jedzenia potraw ostro przyprawionych, przebywania w pomieszczeniach zadymionych, gorących, noszenia ciężkich i nie często pranych alko czyszczonych nakryć głowy. Najczęściej jednak przyczyną główną są zaburzenia układu hormonalnego. Leczenie hormonami jest zbyt niebezpieczne, aby je stosować w celu zmniejszenia łojotok włosów, owszem, często przy łysieniu łojotokowym lekarz prowadzący pacjenta może ewentualnie taką kurację zalecić , ale wymaga ona i wówczas dużej rozwagi. Nie istnieje żaden cudowny środek zmniejszający czy likwidujący radykalnie łojotok włosów. Przy systematycznej pielęgnacji można nieco wydłużyć cykl mycia oraz zmniejszyć intensywność natłuszczania się włosów. Jedno jest pewne – włosy tłuste trzeba myć na tyle często, jak tego wymaga potrzeba ich wyglądu estetycznego. Nie można dopuścić do zalegania na głowie wydzieliny łojowej. Cykl częstotliwości mycia może wynosić nawet -2-3 dni. Teoria do nie dawna propagowana, aby włosy tłuste myć rzadziej, nie zdawała egzaminu. Przy obecnie zwiększonym stopniu zabrudzenia powietrza spalinami, zrozumiałe jest iż włosy brudzą się szybciej. Na włosach tłustych łatwiej i szybciej zatrzymuje się kurz oraz brud, co w połączeniu z z zalegającym łojem, już po kilku dniach może spowodować utworzenie zalegającej na skórze swędzącej warstwy. Do mycia włosów tłustych stosuje się wodę ciepłą, szampony delikatnie myjące, jeżeli są to szampony-koncentraty, a więc takie które wytwarzają bardzo obfitą pianę, czasami trudną do spłukania, można je rozrzedzić pół na pół z wodą. Przy częstym myciu włosów – co dwa, trzy dni – wystarczy tylko jednokrotne użycie szamponu i bardzo dokładne spłukanie. Doskonałym domowym środkiem pielęgnacyjnym, a jednocześnie myjącym są całe jajka. Ponieważ nie mają one takich własności jak szampony, dlatego trzeba przy takiej kuracji myć włosy co kilka dni, nie dopuszczając do dużego nagromadzenia się łoju na skórze i na włosach. Do jajek można dodać kilkanaście kropli witaminy D oraz łyżeczkę alkoholu 45%. Mycie włosów jajkami, czy tak jak przy włosach suchych żółtkami, ma obok właściwości pielęgnacyjnych tę zaletę, że nie zmywa się przy okazji farby, co czynią niektóre intensywnie działające szampony. Przy stosowaniu jajek nie można moczyć włosów ani spłukiwać gorącą wodą, gdyż wówczas zważy się białko. Włos po takim myciu wydaje się grubszy, a przez to sprawia wrażenie jakby na głowie było ich więcej, są gęściejsze. Zwykle fryzura trzyma się też dłużej. Intensywność tłuszczenia się włosów może ulegać zmianom. Zwykle przed okresem menstruacji gruczoły łojowe pracują intensywniej, podobne zjawisko występuje w okresie przekwitania, jak również i w miesiącach zimowych, gdzie działanie słońca na włosy jest znikome. 


WŁOSY CIENKIE
Niestety włosy cienkie są w wielu przypadkach jednocześnie włosami tłustymi. Łatwo elektryzują się, w czasie wilgoci fryzura odkształca się plączę, sprawiając wrażenie nierówno obciętych włosów. Włosy cienkie – jeżeli są tłuste – tłuszczą się nie tylko przy nasadzie, lecz na całej długości. Zaletą tych włosów jest to, iż szybko schną, dają się łatwo modelować i mają tendencje do lekkiego falowania czy kręcenia. Włosy cienkie nie oznaczają włosów słabych, zwykle jest ich bardzo dużo, lecz nawet wtedy nie odnosi się wrażenia, iż fryzura gęsta jest właśnie przez ten rodzaj włosa. Bezsensowne jest uporczywe tapirowanie włosów, przede wszystkim już dawno niemodne, sprawiające nienaturalne wrażenie i niszczące włosy. Gdy włosy cienkie są tłuste, ale nie farbowane i nie rozjaśniane, można ich gęstość optycznie powiększyć przez zrobienie trwał ondulacji. Ma ona tę właściwość, że zmniejsza również intensywność tłuszczenia się włosów. Włosy cienkie można farbować prawie na wszystkie kolory, unikając jednak bardzo jasnych, gdzie stosuje się wysoki procent utlenionej wody, mającej duży wpływ na stan zdrowotności włosów. Zwykle włosy cienkie są łatwiejsze w procesie farbowania, szybciej chwytają pigment farby. Najlepszą radą na to, aby z włosów takich być zadowoloną to idealne strzyżenie. Przy włosach cienkich nie jest wskazana fryzura długa, gdyż liczba włosów wydaje się wówczas mniejsza, a one same jeszcze cieńsze. Najwłaściwsze są uczesania krótkie, najwyżej półdługie, sięgające karku. Włosy należy strzyc regularnie raz w miesiącu, gdyż nawet jeden centymetr może już powodować gorsze układanie się  fryzury. Włosy cienkie, tłuste myje się często, aby nie dopuścić do tworzenia się pozlepianych, matowych pasemek i dzielnie włosów na całej głowie. Do mycia stosować szampony lub całe jajka. Aby zapobiec elektryzowaniu się włosów można używać do układania specjalnych płynów albo żelu. Kosmetyki te mają działania antystatyczne, przeciwdziałają elektryzowaniu się włosów, fryzura lepiej się układa. Ilość odzywki, płynu czy żelu powinna być bardzo mała, gdyż włosów cienkich nie można obciążać, to samo dotyczy lakieru. Jeżeli lakierujemy, to takim kosmetykiem, który tylko bardzo dobrze utrwala, nie tworzy ma głowie wyczuwalnej dłonią siateczki. Jeszcze jedna zaletą włosów cienkich jest – jeżeli są zdrowe – duży połysk, aby go nie zmniejszać nie modelujemy włosów zbyt gorącymi suszarkami, wałków zbyt mocno nie zakręcamy, nie nawijamy też włosów na wałki na noc. Przy włosach cienkich trzeba  umiejętnie dobierać nakrycie głowy: każda ciężka czy obciskająca czapka od razu spłaszczy uczesanie i będzie miała wpływ na szybsze tłuszczenie się włosów. Nosi się więc lekkie, wełniane czapeczki, fantazyjnie związane wełniane chustki albo okrycia z kapturami. Wszystkie nakrycia głowy z tworzywa sztucznego powodują silne elektryzowanie się włosów, a szczególnie włosów cienkich. Trudno jest wówczas włosy uczesać i ułożyć.


I co? Jakie macie włosy? Czy coś zmieniło się w Waszym postrzeganiu różnych typów włosów?



Pozdrawiam, Magda

poniedziałek, 23 grudnia 2013

AKTUALIZACJA WŁOSOWA - GRUDZIEŃ 2013

Ostatnia aktualizacja włosowa była 12.09.2013 - możecie zapoznać się z nią tutaj. Była to aktualizacja podwójna tzn. pierwsze zdjęcia zamieściłam 09.09.2013 tutaj, a drugie właśnie 12.09.2013. Pomiędzy tymi wpisami byłam oczywiście u fryzjera. Zdecydowałam się na podcięcie końcówek ponieważ na tamten czas dawno tego nie robiłam, a we wpisie z 09.09.2013 żaliłam się na intensywne wypadanie, łamanie, plątanie i supełkowanie. Już wtedy byłam w ciąży, ale kto mógł to wiedzieć :).  Początkowo o zły stan włosów podejrzewałam zmianę pogody-jesień, oraz w/w brak podcinania końcówek.  Po podcięciu końcówek stan włosów poprawił się, ale wypadanie nie ustało. Nie ustało do teraz. I już wiem, że powodem tego jest ciąża. Suplementy musiałam odstawić więc postawiłam na kosmetyki ukierunkowane na wypadanie włosów - szkoda tylko, że tak późno się na to zdecydowałam.



Może na początek odświeżymy sobie pamięć, abyście nie musiały klikać co chwilę w inne posty. Dnia 12.09.2013, po ścięciu 3-5 cm końcówek włosy wyglądały następująco:




Minęła połowa września, cały październik, cały listopad i połowa grudnia, czyli w sumie 3 miesiące kiedy nie robiłam włosom żadnych zdjęć. Zdjęcia zostały zrobione wczoraj, czyli 22.12.2013. Włosy obecnie prezentują się tak:





Czy włosy urosły? Odpowiedziałabym, że nie wiem, ale na zdjęciach widać niewielki przyrost. Będzie to przyrost około 2-3 cm co wcale nie jest pocieszające, gdyż docelowo w mojej pielęgnacji chciałabym dojść do przyrostu 2-3 cm na MIESIĄC. Na tą chwilę rosną w tempie do 1 cm na miesiąc. Mam tylko nadzieje, że jest to wina ciąży i hormonów.


Nigdy w swoich aktualizacjach nie zamieszałam informacji o tym, jakich kosmetyków używam. Jest tego na prawdę bardzo wiele. Nie używam ciągle tych samych produktów, lubię je zmieniać, mieszać, testować. Poza tym wiele kosmetyków mam pozaczynanych więc szybko się kończą, a ja wykańczam kolejne opakowanie. W moim denku tutaj, miałyście okazje zobaczyć co zużyłam w trakcie swojej nieobecności. Jest to równoznaczne z tym, co lądowało na mojej głowie. 

Jeżeli chodzi o szampony to udało mi się zdenkować cztery: 
1. Szampon nawilżający do włosów suchych i zniszczonych ISANA, 
2. Szampon i odżywka 2w1 intensywna pielęgnacja Timotei with Jericho Rose, 
3. Szampon "KOCHAM MOJĄ PLANETĘ" Yves Rocher oraz 
4. Szampon HiPP Babysanft. 


Odżywki zużyłam tylko dwie: 
1. Odżywka Garnier Ultra Doux olejek z awokado i masło karité oraz 
2. Odżywka intensywnie regenerująca Artiste. 


Masek było już więcej:
1. Arganowa maska do włosów 8w1 od Eveline Cosmetics,
2. Maska mleczny krem Kallos Crema al Latte,
3. Ziaja masło kakaowe wygładzająca maska do włosów,
4. Maska Bioetika Crema di Essenza ricostruttore intensivo (4),
5. Maska Bioetika Crema di Essenza idratante (1).


Były też wcierki. Nie zawsze stosowane regularnie i systematycznie, ale były:
1. Płyn przeciw wypadaniu włosów Pokrzepol,
2. Odżywka do włosów i skóry głowy Jantar,
3. Wzmacniający tonik do włosów z receptur Babuszki Agafii.


Jednak przez ciągłe wypadanie, stosunkowo niedawno (ponad 2 tygodnie temu) zdecydowałam się na jakiś czas odstawić wszystkie  kosmetyki na rzecz walki z wypadaniem włosów. Kupiłam lepszy szampon, lotion i została tylko maska Kallosa al latte używana na zmianę z odżywką Alterra z granatem i aloesem. Od tamtej pory moja pielęgnacja opiera się tylko i wyłącznie na tych, dwóch produktach:

Do tego, raz na jakiś czas (bo oczywiście brakuje mi systematyczności) wcieram w skalp wodę brzozową. Efekty były widoczne dosłownie po paru dniach, ale jeszcze nie chce o tym pisać. Moje włosy ciągle maj kaprysy, raz wypada ich mniej, potem cała masa, ciężko je zadowolić. Skoro już wiem, że przyrost jest taki marny postaram się chociaż wodę brzozową wcierać regularnie, codziennie na noc. Recenzja powyższych kosmetyków na pewno się pojawi, gdyż po około 2 tygodniach, uzyskać 2x mniej wypadających włosów to efekt godny podziwu, ale czy ten efekt będzie trwały? 


Jutro Wigilia i z tego oto miejsca chciałabym złożyć Wam najserdeczniejsze życzenia świąteczne i noworoczne. Dużo szczęścia, zdrowia, pomyślności oraz spełnienia marzeń. Mam nadzieje, że nadchodzący rok 2014 będzie dla Was dużo lepszy i szczęśliwszy.

U mnie przygotowania do świąt idą bardzo spokojnie. Lubię święta, ale tylko spokojne. U nas w domu właśnie takie są. Wszyscy ludzie biegają z ozorami na wierzchu po supermarketach i mają obłęd w oczach. Zachowują się po prostu tragicznie taranując wózkami siebie nawzajem. U mnie ciążowego brzucha niestety pod kurtką nie widać i będąc dzisiaj w Kauflandzie po karmę dla Munia (tylko tam jest Purina) parę razy oberwałam wózkiem bo ktoś idzie na ślepo, przed siebie czytając paragon na środku przejścia. Niestety coraz więcej w nas egoizmu do innych ludzi. Takich świąt ja nie uznaje, bo to nie są prawdziwe święta. Życzę Wam więc dużo spokoju i miłości dla siebie i bliźniego :*




Choineczka stoi u nas już od soboty także pozdrawiamy Was z Muniem gorąco  :)

czwartek, 19 grudnia 2013

PROJEKT DENKO po długiej nieobecności - XXXIII TYDZIEŃ część 2

Dzisiaj chciałabym przedstawić Wam dalszą część mojego potężnego, kilkumiesięcznego denka. Pierwszą część znajdziecie tutaj. Wiem, że nie każdy/każda czyta cały post od deski do deski więc zaznaczam po raz kolejny - to nie jest denko tygodniowe, miesięczne itp. Do jest denko prawie 3,5 miesięczne dlatego też jest takie obfite. Każda z nas zużywa kosmetyki inaczej, jak widzicie ja nie przebieram w środkach :). Szkoda tylko, że zużywanie kremów do twarzy nie idzie mi tak dobrze :/. 


Wczoraj opisałam następujące kategorie kosmetyków, które zdenkowałam:
  1. szampony do włosów,
  2. odżywki do włosów,
  3. maski do włosów,
  4. wcierki do włosów,
  5. żele do mycia ciała/płyny do kąpieli,
  6. oraz żele do mycia rąk.

W dniu dzisiejszym postaram się denko doprowadzić do końca i zamieścić we wpisie pozostałe kategorie zdenkowanych produktów:
  1. żele do mycia twarzy,
  2. żele do higieny intymnej,
  3. oleje,
  4. kremy/balsamy do ciała,
  5. antyperspiranty,
  6. toniki do twarzy,
  7. tusze do rzęs,
  8. próbki,
  9. inne.
Jestem pesymistką, ale może uda mi się dzisiaj dokończyć denko :)


ŻELE DO MYCIA TWARZY

1. Żele do mycia twarzy BeBeauty - w tej kwestii od dawna nic nie zmieniałam. Bardzo lubię te żele dlatego używam ich regularnie, codziennie, dwa razy dziennie. Zawsze kupuję je na zmianę, raz różowy, raz zielony, raz niebieski. Jeżeli chodzi o żel różowy - jest to delikatny żel-krem łagodzący przeznaczony do skóry suchej i wrażliwej. Żel zielony - to normalizujący żel-peeling oczyszczający do skóry mieszanej i tłustej. Natomiast żel niebieski - to micelarny żel nawilżający do skóry normalnej, suchej i wrażliwej. Wszystkie żele są hypoalergiczne i przebadane dermatologicznie. Żaden z nich nie wyrządził mi krzywdy na twarzy. Uwielbiam je przede wszystkim za to, że idealnie zmywają makijaż i to za pierwszym razem. Nienawidzę tradycyjnego rytuału demakijażu, tej tony czarnych wacików i całej czarnej twarzy od rozmazanego tuszu do rzęs - z ratunkiem przychodzą te właśnie żele. Zmywają cały makijaż dokładnie, szybko i bez rozmazywania tuszu do rzęs. A do tego dostępne są w każdej Biedronce za niecałe 5 zł. Przegląd żeli do twarzy (między innymi tych z Biedronki) robiłam tutaj.


ŻELE DO HIGIENY INTYMNEJ

2. Żel do higieny intymnej Facelle 50 plus - żele Facelle to kolejny produkt, którego po raz enty opisywać po prostu nie trzeba. Wersja 50 plus sprawdziła się tak samo jak wersja Fresh i Sensitive  więc oddzielnej recenzji robić nie będę. Nie będę się nawet rozpisywać na temat tego żelu, kto go stosował - wie o czym mowa, kto jeszcze nie miał przyjemności - zapraszam na recenzję tutaj.

3. Płyn do higieny intymnej Facelle Sensivite w PIANCE - jak tylko zauważyłam w Rossmannie, że Facelle wprowadziło pianki do higieny intymnej od razu owa pianka wylądowała w mym czerwonym koszyku. Niestety trochę się rozczarowałam. Wiele produktów w piance już posiadałam: balsamy do ciała, odżywki do włosów, żele do mycia twarzy no i niestety nie mogłam przekonać się do piankowej konsystencji przez jej brak treściwości. Ja lubię czuć kosmetyk na sobie, lubię czuć jego działanie, lubię treściwe,gęste konsystencję, a pianki niestety są tak delikatne, że prawie niewyczuwalne. Szybko reagują na wodę i spłukują się zanim poczuje działanie kosmetyku. Teraz używam pianki do mycia twarzy i niestety mam wrażenie jakbym myła się samą wodą :(. Jeżeli chodzi o kosmetyki Facelle pozostanę przy tradycyjnej, ukochanej żelowej konsystencji :).


OLEJE

4. BabyDream fur Mama olejek do pielęgnacji ciała dla kobiet w ciąży - pomaga zapobiegać rozstępom, zawiera wysokiej jakości olejek migdałowy, olejek z makadamii i jojoba, olej sojowy i słonecznikowy, a także witaminę E. Nie zawiera olejów mineralnych, barwników i substancji konserwujących. Olejek perfumowany, nie  zawiera alergenów. Przetestowany dermatologicznie. Ja olejek kupiłam i zużyłam zanim dowiedziałam się o ciąży, także nie potwierdzę Wam w żaden sposób, czy pomaga w walce z rozstępami. Olejek ma fajny skład dzięki czemu można używać go na różne sposoby. To multikosmetyk, a ja takie uwielbiam. Raz na jakiś czas nakładałam olejek na całe ciało, raz na jakiś czas, na noc wsmarowywałam go tylko w dłonie, zdarzało się też, że nakładałam olejek po prostu twarz. Najczęściej jednak nakładałam go na włosy: albo na noc, na sucho, albo dodawałam do tunigowania masek. Jeżeli chodzi o wsmarowywanie w skórę, to nie zauważyłam żadnej wielkiej rewelacji. Skóra wcale nie robiła się jakaś super gładka, czy miękka. Była przyjemniejsza w dotyku niż po normalnym balsamie, owszem, ale jak dla mnie, dla osoby bardzo wymagającej to jednak za mało. Może gdybym używała go codziennie, regularnie to były by jakieś efekty? Jeżeli chodzi o włosy...hmmm używałam różnych olei do włosów. Chciałam przekonać się do olejowania, przecież 90% bloggerek, włosomaniaczek widzi efekty olejowania i jest zadowolona z takiej metody pielęgnacji, ale niestety...nie ja...

5. Ajurwedyjski olejek do włosów SESA - to kolejny olej, który nie przekonał mnie do olejowania, po prostu nic nie zrobił z moimi włosami - pomimo wielu pochlebnych recenzji. Recenzję olejku znajdziecie tutaj.


KREMY/BALSAMY DO CIAŁA

6. Balsam do ciała Victoria's Secret Pure Seduction with red plum & freesia - jakiś czas temu ten balsam dostała moja mama od swojej koleżanki, która nabyła balsam w USA. Mama go nie używała więc balsam wylądował w mojej łazience. Mam nieodparte wrażenie, że balsamy Victoria's Secret stworzone są tylko i wyłącznie dla pięknego zapachu. I faktycznie, w tym balsamy są świetne. Balsam pachnie przepięknie i na prawdę długo utrzymuje swój aromat na skórze. Nawet perfumy nie są potrzebne. Skóra przez cały dzień pachnie ładnie i świeżo, a zapach potrafi przejść na ubrania. Balsam jest bardzo gęsty i treściwy, a zarazem wydajny. Ma ładny, różowy kolor, dobrze się rozprowadza na skórze, szybko się wchłania. Jeżeli kiedyś znajdę na półce sklepowej jakiś balsam Victoria's Secret to zastanowię się nad kupnem :).


ANTYPERSPIRANTY

7. Antyperspirant Nivea Energy Fresh - nie mam żadnego ulubionego antyperspirantu, zazwyczaj kupuję to, co tańsze, bez wnikania w szczegóły. Recenzji antyperspirantów też nie czytam. Miałam dosyć mokrej skóry pod pachami od antyperspirantów w kulce, dlatego przerzuciłam się na aerozole. Ten sprawdził się u mnie dobrze, ładnie pachniał i ograniczał potliwość. Jednak moim zdaniem antyperspiranty to ,kosmetyk, który powinniśmy dobierać indywidualnie. Na każdego antyperspiranty działają inaczej. Trzeba próbować i obserwować jak reaguje nasza skóra i organizm. Niektóre antyperspiranty mogą nas uczulać, nasilać potliwość, a nawet powodować zapalenie węzłów chłonnych.

8. Antyperspirant Deo Roll-On Exotic Fresh Kaufland - tak jak wyżej napisałam wybieram te antyperspiranty, które są najtańsze. I tak oto ten znalazł się w mojej kosmetycznej kolekcji. Byłam w Kauflandzie i wzięłam to, co najtańsze. Antyperspirant dla mnie bardzo neutralny. Bardzo śmierdział alkoholem.


TONIKI DO TWARZY

9. L'oréal Ideal Glow Rozświetlający tonik oczyszczający - usuwa wszelkie zanieczyszczenia, przywraca blask, tonizuje skórę. Nie zawiera parabenów, ani barwników. Kosmetyki oczyszczające Loréal Ideal Glow, stworzone są dla cery zmęczonej i pozbawionej blasku. Usuwają wszelkie ślady makijażu i zanieczyszczeń, aby skóra była piękniejsza. Tonik kupiłam już kawałek czasu temu, w Rossmannie, w promocji kosztował około 15 zł (za 200 ml). Opakowanie na pierwszy rzut oka jest bardzo estetyczne i ładnie prezentuje się na łazienkowej półce. Niestety wąskie, prostokątne otwarcie utrudniało mi wydobywanie kosmetyku na wacik kosmetyczny. To jest wada, której albo się nie zauważa, albo do której trzeba się przyzwyczaić. Jeżeli chodzi o sam tonik, alkohol znajduje się na drugim miejscu w składzie, więc jest go bardzo dużo, jednak pomimo tego, tonik nie wysuszył mojej skóry na wiór. Skóra mnie nie piekła, nie była podrażniona, ale gdy ktoś ma cerę bardzo delikatną i wrażliwą to lepiej nie ryzykować. Ja osobiście lubię toniki z zawartością alkoholu ponieważ mam wypryski, które wymagają podsuszania. Cerę też mam mieszaną i takie podsuszanie dobrze jej robi. Toniku używałam tylko i wyłącznie na dzień, przed nałożeniem kremu, czy podkładu. W związku z dużą ilością alkoholu omijałam delikatne okolice oczu. Tonik ma przyjemny zapach, ale zapach alkoholu jest dominujący. Jeżeli chodzi o działanie toniku, producent kładzie tutaj nacisk na rozświetlenie naszej cery, prawda? Czy ja zauważyłam rozświetlenie? Niestety nie. Dla mnie jednak najważniejsza była tonizacja i oczyszczanie cery, a w tej roli tonik sprawdził się bardzo dobrze.


TUSZE DO RZĘS
przepraszam za wygląd tuszy, ale służyły mi bardzo długo i opakowania po prostu się zdeformowały :)

Ja uwielbiam tusze do rzęs. To jest podstawa mojego makijażu: podkład i tusz do rzęs. Bez wszystkiego innego mogę się obejść. Kresek nie umiem robić, a cienie do oczu wałkują mi się na powiekach za każdym razem i wyglądam tak, jakby mi ktoś oczy podbił. Zniechęciłam się do kolorowych kosmetyków i zostałam wierna tuszom do rzęs, które idealnie podkreślają moje oczy - przynajmniej mi się tak wydaje. Malowanie rzęs nigdy nie kończy się na jednym tuszu, na jednej warstwie. Zawsze mam kilkanaście tuszy, które tworzą na rzęsach kolejne warstwy. Po tylu latach testowania tuszy i ciągłego malowania ich można dojść do perfekcji. Wystarczy jeden ruch i ja już wiem, czy tuż się nadaje, do czego się nadaje i do której warstwy mogę go użyć, aby nie zepsuć efektu. Niegdyś (kiedy nie było jeszcze mody na silikonowe szczoteczki) używałam standardowych tuszy, ze szczoteczką z włosia i byłam tak do nich przyzwyczajona, że nie wyobrażałam sobie przejścia na szczoteczki silikonowe. Uważałam, że tylko szczoteczka z włosia może dostatecznie wydłużyć i pogrubić moje liche rzęsy. Bo, zaznaczam - rzęsy mam malutkie, króciutkie, rzadziutkie i generalnie do dupy :). W sklepach coraz częściej zaczęły pojawiać się tusze ze szczoteczką silikonową, a ja panicznie zaczęłam wykupować wszystkie tusze ze starą, dobrą szczoteczką z włosia. Nie wiem, nie pamiętam co się stało, że przekonałam się do silikonowych szczoteczek, zaczęłam je powoli kupować i testować oczywiście używając dalej tradycyjnych szczoteczek. Okazało się, że wcale nie taki diabeł straszny jak go malują. Te trzy tusze, to jedne z lepszych tuszy jakie używałam ostatnimi czasy, nie mogłam się bez nich obejść więc teraz bez nich jest dramat :). Łączy je jedna, wspólna cecha, wszystkie mają silikonową szczoteczkę :).

P.S. Zdjęcia szczoteczek będą skopiowane z internetu ponieważ moje strasznie zaschły i zdeformowały się.


10. Tusz do rzęs Miss Sporty Studio Lash 3D Volumythic - tusz dostępny w każdym Rossmannie za około 10 zł. Szczotka silikonowa, krótka, gruba, lekko wygięta. Takie wygięcie szczoteczki zawsze ma za zadanie podkręcać rzęsy. 


Tusz idealnie rozdzielał moje rzęsy, delikatnie pogrubiał i podkręcał - to też zależy od ilości warstw. Szczoteczka aplikowała na rzęsy odpowiednią ilość tuszu, bez grud. Tusz nadawał się idealnie do aplikacji wielowarstwowej, dobrze łączył się z innymi tuszami. Nie osypywał się, nie rozmazywał, makijaż był trwały, a demakijaż nie sprawiał problemów. Tusz łatwo mogłam zmyć zwykłym żelem do mycia twarzy z Biedronki. Szczoteczka jest na prawdę bardzo wygodna, zdecydowanie ułatwia aplikację kosmetyku. Ten tusz wg. mnie nie ma żadnych wad. Jestem pewna, że kupię go ponownie.

11. Tusz do rzęs Sensique XXL Waterproof - jak widzicie moje opakowanie raczej tuszu nie przypomina :). Wszystkie napisy się zmazały, a nakrętka się połamała. Opakowanie generalnie powinno wyglądać tak:


Nie jest to estetyczne, ale tusz jest tak dobry, że pomimo wad opakowania jestem w stanie kupić go ponownie. Początkowo nie mogłam się przekonać do tego tuszu. Nie mogłam oswoić się z konsystencją tuszu i szczoteczką. Była to jednak kwestia czasu i wprawy. Zazwyczaj przy każdym nowym tuszu muszę się po prostu nauczyć nim malować. Zacznijmy więc od szczoteczki, jak widzicie na powyższym zdjęciu, szczoteczka kształtem przypomina stożek, jednak część jest grubsza, druga węższa - ta węższa ma za zadanie ułatwić nam aplikację tuszu w wewnętrznych kącikach oczu, gdzie rzęsy są bardzo malutkie. Gdy kupiłam tusz jego konsystencja była bardzo wodnista, ale z czasem przyjemnie zgęstniała i wtedy zaczęła się magia. Tusz okazał się rewelacyjnym pogrubiaczem moich rzęs. Jego silikonowe wypustki osadzone są na szczoteczce bardzo gęsto co (moim zdaniem) powoduje ten efekt pogrubienia. Ten stożkowy kształt ma również wpływ na komfort tuszowania. W związku z tym, że dawał mi pogrubienie XXL używałam go tylko i wyłączenie do wykończenia makijażu. Nałożony sam na czyste rzęsy nie dawał już takiego efektu, ale nałożony na koniec, gdzie rzęsy pokryte są już warstwą tuszu dawał mega pogrubienie. Bardzo mi się to podobało, aczkolwiek gruba warstwa tego tuszu może się osypywać, trzeba uważać. Nałożony w zbyt dużej ilości może też tworzyć grudy. Jest to wersja wodoodporna, ale ze zmywaniem nie było żadnego problemu. Dało się go zmyć w kąpieli zwykłym żelem do mycia twarzy. Kupiłam go w Drogerii Natura, w promocji za (chyba) 5 zł. Nie wiem jaka jest cena tradycyjna tego tuszu.

12. Tusz do rzęs Eveline Volumix Fiberlast - ten tusz do rzęs kupiłam w Biedronce za 10 zł. Wzięłam go przez przypadek, potrzebowałam tuszu i po prostu ten wrzuciłam do koszyka, ale oczywiście nie żałuję. Porównując szczoteczki innych tuszy do rzęs, ta szczoteczka wygląda w miarę tradycyjnie, niczym nie zachwyca, niczym się nie wyróżnia:


To co mnie zachwyciło w tym tuszu to idealne rozdzielenie rzęs. Żaden tusz, żadna szczoteczka do tej pory tak dobrze nie rozdzielał moich rzęs i nie pokrywała ich delikatną, równomierną warstwą tuszu. Takie rozdzielenie i pokrycie jedną, równą warstwą tuszu jest ważne w przypadku malowania wielowarstwowego. Dzięki temu rzęsy były idealnie przygotowane i wydłużone na przyjęcie kolejnych warstw tuszu. Dzięki takiemu podkładowi kolejne warstwy nakładało się sprawnie, szybko, nie robiły się grudy. Nie szukam tuszu, który zapewni mi wydłużenie, podkręcenie i pogrubienie w jednym, nie wierzę, że takowy istnieje, dlatego zaufałam tuszowaniu wielowarstwowemu i magia polega na tym, żeby znaleźć idealny jeden tusz do rozdzielania, wydłużania, pogrubiania, podkręcania, aby nałożone warstwami dały efekt pięknych, sztucznych rzęs. Można by powiedzieć, że ja takie idealne tusze znalazłam, chociaż idealnego-podkręcającego jeszcze szukam :). Jakieś sugestie z Waszej strony ? :> Tusz Eveline ma jednak jedną wadę, szczoteczka jest bardzo miękka i giętka:


może wyginać się w trakcie malowania. Zmywanie tuszu również nie sprawia problemów.


PRÓBKI

13. Ziaja, maska anty-stres z glinką żółtą,

14. Perfecta Beauty Mask, maseczka głęboko nawilżająca z sokiem aloesowym i kwiatem pomarańczy,

15. Ziaja, tonujący krem do twarzy SPF 50+.


INNE

Te dwa produkty nie są zdenkowane, ale wyrządzają mi "krzywdę" więc oddaje je mamie.

16. Green Pharmacy Eliksir ziołowy do włosów łamliwych, zniszczonych i farbowanych - to najgorszy produkt do włosów jaki mogłam stosować w ostatnim czasie. Kupiłam go ponieważ ma w miarę przyzwoity skład, ale to co ten eliksir robił z moimi włosami przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Ten pseudo eliksir strasznie tępił moje włosy, plątał, powodował supełkowanie, utrudniał rozczesywanie, przez co włosy łamały się. Generalnie tworzył mi na głowie siano, gniazdo. Włosy były po użyciu twarde, szorstkie, nieprzyjemne w dotyku. Po prostu dramat.

17. Novaclear Acne Mask, maseczka do cery tłustej i trądzikowej - niestety po 2 użyciu maseczka mnie uczuliła. Po nałożeniu, twarz robiła się czerwona jak burak, nabrzmiała i podrażniona. Musiałam potem robić maseczki z kremu Bambino, aby ukoić skórę. Boję się używać tego produktu.



18. Dada, chusteczki nawilżane dla niemowląt,

19. BabyDream chusteczki nawilżane dla niemowląt.



20. Odżywka do paznokci Eveline 8w1 - odżywka bardzo znana, która ma tak samo zwolenników jak i przeciwników. Gdy używałam jej niezgodnie z ulotką, miałam efekty uboczne w postaci czarnych kresek na paznokciach, jednak używana zgodnie z zaleceniami producenta bardzo mi pomogła. Parę moich wpisów o tej odżywce znajdziecie w tym wpisie.

21. Zmywacz do paznokci BeBeauty z olejem kokosowym i gliceryną - zmywacz sam w sobie jest w porządku, ma jednak jedną wadę: za mocno natłuszcza paznokcie. Malowanie paznokci lakierem zaraz po użyciu zmywacza nie jest możliwe - trzeba umyć ręce.



22. Olejki eteryczne Muller o zapachu Ciasta cytrynowego i Truskawek - olejki kupiłam w Kauflandzie za 10 zł. Zapachy olejków są bardzo oryginalne. To jedne lepszych zapachów jakie kiedykolwiek miałam.

Zastosowanie olejków:

 kominki zapachowe 
 sztuczne kwiaty
 odkurzacze
 nawilżacze
 odświeżacze powietrza
 do prania ręcznego
 dywaniki samochodowe
 do mycia podłóg
 parowniki zawieszane na kaloryferach
 do wody w żelazku
 wycieraczki przy drzwiach


No i to koniec  denka :). Mam nadzieje, że nigdy więcej nie narobię sobie takich zaległości :D.

Na koniec wpisu chciałabym podziękować Ani z http://anissiax3.blogspot.com za piękną, świąteczną kartkę z życzeniami :*



Buziaki, Magda

środa, 18 grudnia 2013

PROJEKT DENKO po długiej nieobecności - XXXIII TYDZIEŃ część 1

Wczoraj udało mi się dodać wpis po długiej nieobecności więc może i dzisiaj się uda :)


Witajcie,

Nowości kosmetyczne jak widzicie nadrobiłam wczoraj, ale zrobienie tego wpisu trwało na prawdę długo...Projekt Denko jest jeszcze większy więc pewnie parę godzin to potrwa. Każdy kto odwiedza mojego bloga i widział chociażby jedno denko, wie, że potrafię zużywać kosmetyki i jestem w tym mistrzem, więc po takiej nieobecności, takie denko nie będzie dla nikogo zdziwieniem? :> 



Denko jest pokaźne więc podzieliłam je na następujące kategorie:
  1. szampony,
  2. odżywki do włosów,
  3. maski do włosów,
  4. wcierki do włosów,
  5. żele do mycia ciała/płyny do kąpieli,
  6. żele do mycia rąk,
  7. żele do mycia twarzy,
  8. żele do higieny intymnej,
  9. oleje,
  10. kremy/balsamy do ciała,
  11. antyperspiranty,
  12. toniki do twarzy,
  13. tusze do rzęs,
  14. próbki,
  15. inne.

SZAMPONY

1. Szampon nawilżający do włosów suchych i zniszczonych ISANA - delikatnie myjący szampon wzbogacony wartościowym wyciągiem z bawełny zapewnia włosom odpowiednią dawkę wilgoci i pomaga w utrzymaniu ich poziomu wilgotności. W wyniku intensywnej pielęgnacji włosy mają olśniewający połysk. Przyjemny zapach sprawia, że mycie włosów staje się szczególnym doznaniem. Nie zawiera silikonów i parabenów.
Skład: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Sodium Chloride, Betaine, Niacinamide, Panthenol, Aloe Barbadensis Gel, Gossypium, Herbaceum Seed Extract, Polyquaternium-10, Glycerin, Coco-Glucoside, Glyceryl, Oleate, PEG-3 Distearate, PEG-90M, Silica, BHT, Propylene Glycol, Parfum, Citronellol, Hexyl Cinnamal, Linalool, Limonene, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Benzoic Acid, Sodium Hydroxide, Citric Acid.

2. Szampon i odżywka 2w1 intensywna pielęgnacja Timotei with Jericho Rose - wzbogacony naturalną kompozycją olejku kokosowego, oczyszcza, odżywia i przywraca zdrową kondycję włosów, aby wydobyć ich prawdziwe piękno.
Skład: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Dimethiconol, Sodium Chloride, Selaginella Lepidophylla Aerial Extract, Gardenia Tahitensis Flower Extract, Cocos Nucifera Oil, Tocopherol, Trehalose, Gluconolactone, Glycerin, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Parfum, TEA-Sulfate, Triethanolamine, Sodium Benzoate, DMDM Hydantoin, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Benzyl Alcohol, Benzyl Cinnamate, Coumarin, Linalool.

3. Szampon "KOCHAM MOJĄ PLANETĘ" Yves Rocher - wzbogacony jest o witaminę E pochodzenia naturalnego oraz wyciąg z cytryny, dzięki czemu włosy są miękkie i błyszczące. Szampon przeznaczony jest do każdego rodzaju włosów. Producent zapewnia, że baza myjąca szamponu jest pochodzenia roślinnego, składnik ułatwiający rozczesywanie jest pochodzenia roślinnego, nie zawiera składników pochodzenia zwierzęcego, produkt testowany jest dermatologicznie, formuła ulega biodegradacji, a opakowanie nadaje się do recyclingu. Ja szampon kupiłam głównie z powodu tego, że część dochodu ze sprzedaży szamponów przeznaczana jest na Fundację ratującą Naszą Planetę. 
Skład: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Glycerin, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Sodium Chloride Sodium Benzoate, Citric Acid, Parfum, Hydroxypropyl Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Salicylic Acid, Citrus Medica Limonum Juice, Tocopherol.

4. Szampon HiPP Babysanft - idealny dla delikatnej skóry głowy; łagodnie myje, nie podrażnia oczu, jest wyjątkowo dobrze tolerowany. Pozostawia włosy błyszczące i miękkie w dotyku. Nie zawiera oleju mineralnego. Stworzony jest po to, aby zminimalizować ryzyko alergii. Nie zawiera substancji zapachowych uważanych za alergizujące zgodnie z Dyrektywą 2003/15/WE, nie zawiera olejków eterycznych, gdyż niektóre z nich mogą być przyczyną alergii, bez barwników i substancji konserwujących, bez dodatku mydła, bez emulgatorów PEG, bez parabenów, bez surowców pochodzenia zwierzęcego, pH neutralne dla skóry. Kupiłam ten szampon ponieważ chciałam sprawdzić, czy też będzie taki tragiczny dla moich włosów jak szampon BabyDream. Na szczęście ten spisał się o wiele lepiej niż BabyDream, nie tępił moich włosów tak bardzo, jednakże mam chyba taki typ włosów, który nie toleruje delikatnej pielęgnacji. Moje włosy po szamponach tego typu  wyglądają okropnie, jak siano. SLS nie jest mi straszne, a tradycyjne szampony spisują się dużo lepiej.
Skład: Aqua, Hydrogenated Starch Hydrolysate, Cocamidopropyl Hydroxysultaine, Cocamidopropyl Betaine, Lauryl Glucoside, Sodium Chloride, Coco-Glucoside, Glyceryl, Oleate, Prunus Amygdalus Dulcis Seed Extract, Glycerin, Parfum, Hydrogenated Palm Glycerides Citrate, Tocopherol, Citric Acid, Lactic Acid, p-Anisic Acid.


ODŻYWKI DO WŁOSÓW

5. Odżywka Garnier Ultra Doux olejek z awokado i masło karité - intensywnie odżywia i uelastycznia włosy, przeznaczona jest do włosów suchych i zniszczonych. Rezultatem stosowania tej odżywki mają być włosy wyjątkowo łatwe w rozczesywaniu i odżywione, niewiarygodnie miękkie i błyszczące. To moje drugie podejście do tej odżywki. Za pierwszym razem skończyła mi się bardzo szybko (jest mało wydajna), a ja nie zauważyłam żadnych rezultatów. W blogosferze jednak jest mnóstwo pochlebnych recenzji na jej temat i postanowiłam dać jej drugą szansę. Odżywka ma ładny, żółty, miodowy kolor, ładnie pachnie, ale jej konsystencja jak dla mnie jest zdecydowanie za rzadka, wręcz lejąca. Przez to produkt jest bardzo niewydajny. Starcza mi dosłownie na kilka użyć. Opakowanie jest w porządku, ale gdy odżywka się kończy to zaczynają się problemy. Tubkę, która jest bardzo twarda, trzeba przeciąć na pół, a to jest nie lada wyczyn, można się nieźle skaleczyć. Aplikacja nie sprawia problemów, odżywkę dobrze rozprowadza się na włosach, jednakże spora część kosmetyku spływa zarówno między palcami jak i z włosów. Stosowałam ją zawsze pod czepek na dłuższą chwilę, aby realnie ocenić jej działanie, ale efekty niestety nie były u mnie tak spektakularne jak u innych dziewczyn. Odżywienia nie czułam, a ułatwienie rozczesywania było na poziomie innych odżywek czy masek. Miękkości i blasku nie umiem ocenić. Włosy mam porowate i zazwyczaj nie są zbyt miękkie w dotyku, tutaj odżywka nic nie zmieniła, a z błyszczeniem włosów nie miałam nigdy problemów więc i w tej kwestii widocznej rewelacji nie było. Z recenzją tej odżywki możecie spotkać się na blogu Ani tutaj.

6. Odżywka intensywnie regenerująca Artiste - dzięki zawartości keratyny, naturalnego budulca włosów oraz jedwabiu, bogatego w źródła protein, odżywka znacznie poprawia kondycję włosów uszkodzonych mechanicznie, termicznie lub zabiegami farbowania, utleniania i trwałej ondulacji. Skutecznie odbudowuje ubytki w strukturze włosów, a przez to pogrubia je, wygładza, odżywia i nawilża. Dodatek gliceryny zapobiega przesuszaniu się zarówno włosów, jak i skóry głowy, zaś pantenol zapewnia dodatkowe działanie pielęgnacyjno-odżywcze. Włosy w krótkim czasie są zregenerowane, odzyskują zdrowy wygląd i połysk. Odżywkę tą kupimy tylko i wyłączenie w Drogerii Natura za niecałe 5 zł. Kupiłam ją tak jak większość kosmetyków dzięki pochlebnym recenzjom w blogosferze. Uprzedzano jednak w owych recenzjach, że lepiej używać tej odżywki do tuningowania lub mieszania z innymi odżywkami czy maskami. Stosowałam ją na różne sposoby. Najpierw samą, pod czepek, następnie próbowałam ją tuningować (głównie olejami) i mieszać z innymi kosmetykami. Tak jak w przypadku w/w odżywki Garniera konsystencja odżywki jest bardzo rzadka i wodnista. Może spływać z włosów. Jednak plus ma opakowanie za to, że nie trzeba go rozcinać. Jeżeli chodzi o efekty to również spektakularnego efektu nie było. Każdy czynnik tj. rozczesywanie, miękkość, gładkość, wygładzenie, błyszczenie, odżywienie - nie odbiegał od naturalnego wyglądu moich włosów. Maski działają na moje włosy dużo lepiej niż odżywki więc poniżej przekonacie się co zużyłam i jaki efekt uzyskałam.


MASKI DO WŁOSÓW

7. Arganowa maska do włosów 8w1 od Eveline Cosmetics - to innowacyjna maska do włosów, która skutecznie uzupełnia ubytki keratyny, intensywnie regeneruje i odbudowuje włosy farbowane, rozjaśniane oraz zniszczone. Formuła bogata w zaawansowane składniki aktywne, działające w synergii z olejkiem arganowym i płynną keratyną, chroni kolor oraz przywraca włosom elastyczność i piękny połysk. Głęboko odżywia i wzmacnia strukturę uszkodzonych i osłabionych włókien włosów. Natychmiast po zastosowaniu włosy stają się jedwabiście gładkie, lśniące i miękkie w dotyku. Łatwo się rozczesują i nie puszą się. Lekk formuła nie obciąża i nie zostawia żadnych osadów we włosach. Producent obiecuje nam 8 efektów: (1) Odbudowa włókna włosa; (2) Nawilżenie i wygładzenie; (3) Odżywienie i wzmocnienie; (4) Intensywna regeneracja; (5) Połysk od nasady aż po same końce włosa; (6) Miękkie i elastyczne włosy; (7) Łatwe rozczesywanie i stylizacja; (8) Ochrona przed szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych. Ja niestety nie byłam zadowolona z tej maski i moim zdaniem nie jest warta swojej wysokiej (25 zł) ceny. Wydaje mi się, że nigdy więcej jej nie kupię, szkoda pieniędzy, lepiej jest kupić 1 litr maski Kallos al Latte za 12 zł albo Bioetikę za niecałe 20 zł. To co mi się podoba w tej masce to opakowanie, gęstość konsystencji (ale kolor brudzi ręczniki) oraz zapach. Zapach jest na prawdę świetny, bardzo miodowy, ale to by było na tyle z plusów. Maska strasznie "tępi" moje włosy, są po niej nie przyjemne w dotyku, sztywne i poplątane. Przestałam jej używać samodzielnie. Zużywałam ją mieszając z innymi maskami np. z w/w maską Kallos al latte, do tego dodaje jeszcze jakiś olejek i dzięki temu maska jest znośna i mogłam ją zdenkować. Do niczego innego się niestety nie nadaje - przynajmniej jeżeli chodzi o moje włosy. Jestem nią bardzo rozczarowana.

8. Maska mleczny krem Kallos Crema al Latte - moja ulubiona od bardzo dawna. Ostatnio przy zakupach w Warszawie kupiłam jej duży zapas i jestem happy :). Na recenzję zapraszam tutaj.

9. Ziaja masło kakaowe wygładzająca maska do włosów - jedna z ulubionych masek. Maski Ziaja są łatwo dostępne, tanie i mają na prawdę fajne działanie. Myślę, że warto je wypróbować. Mój przegląd masek Ziaja znajdziecie tutaj. W przeglądzie opisałam maskę wygładzającą, oliwkową i kakaową. Natomiast do Anwen zapraszam Was na recenzję maski Ziaja do włosów farbowanych tutaj.

10. Maska Bioetika Crema di Essenza ricostruttore intensivo (4) - można by rzec, że to młodsza siostra maski Bioetika (błękitnej) - niestety nie działa tak dobrze jak siostra. Jest na bazie protein mleka więc trochę zalatuje maską Kallos Crema al Latte - no ale nie działa tak dobrze jak Kallos. Pachnie jak połączenie błękitnej Bioetiki i Kallossa. Kupiłam ją mając nadzieję, że jest równie genialna jak błękitna siostra. Działanie nie było złe, ale i nie rewelacyjne. Nie wiem czy sięgną po nią raz jeszcze. Producent informuje, że jest to preparat intensywnie odbudowujący. Sprawia, że włosy stają się gładkie i podatne na czesanie. Zapobiega elektryzowaniu się. Przydatny również po kąpielach w morzu, ponieważ usuwa pozostałości soli. Dostępna jest w MAKRO za około 17 zł oraz w inernecie za około 20 zł + koszt wysyłki.

11. Maska Bioetika Crema di Essenza idratante (1) - znana i lubiana dzięki Anwen. Bioetika to jedna z lepszych masek jakie kiedykolwiek używałam, dlatego zakupiłam ją po raz kolejny. Niestety recenzji produktu jeszcze nie robiłam. W skrócie mogę powiedzieć, że maska nie pachnie za ładnie, ale ma genialną, gęstą, treściwą konsystencję, która idealnie rozprowadza się na włosach. Kosmetyk jest bardzo wydajny dzięki swej gęstości. Ułatwia rozczesywanie, wygładza i regeneruje. Włosy po użyciu są delikatne i sypkie w dotyku, a efekt utrzymuje się przez większość dnia. Maska nie  przetłuszcza włosów, nie obciąża, nie podrażnia, nie wywołuje łupieżu. Na prawdę warto ją wypróbować. Dostępna jest w MAKRO za około 17 zł oraz w inernecie za około 20 zł + koszt wysyłki. Na recenzję maski Bioetika zapraszam do Ani tutaj.


WCIERKI DO WŁOSÓW

12. Płyn przeciw wypadaniu włosów Pokrzepol - stworzony na bazie ziołowych substancji aktywnych, przeznaczony jest do stosowania przy osłabionych i wypadających włosach. Preparat w zawiera w swym składzie naturalne wyciągi od pokoleń stosowane do poprawiania kondycji włosów. Bogaty w krzem wyciąg ze skrzypu polnego uelastycznia i wzmacnia strukturę włosa; wyciąg z rozmarynu lekarskiego stymuluje cebulki włosów do wzrostu; przeciwzapalne działanie wyciągu z brzozy wpływa oczyszczająco i odświeżająco nadając włosom połysk i zdrowy wygląd; wyciąg z pokrzywy zapobiega łupieżowi, tonizuje i wzmacnia cebulki włosów. 
Skład: Aqua, Alcohol Denat, Betula Alba, Urtica Dioica, Rosmarinus Officinalis, Equisetum Arvense, Panthenol, Bis-PEG/PPG-20/20 Dimethicone, Citric Acid, Sodium Benzoate, 2-Bromo-2-Nitropropane.
Już parę razy wspominałam o tym, że ciąża bardzo źle wpływa na moje włosy. Obecnie jestem w 4 miesiącu i od co najmniej 3 miesięcy włosy wypadają mi bardzo intensywnie. Praktycznie przy każdej czynności: czesanie, mycie szamponem, spłukiwanie szamponu, nakładanie odżywki/maski, spłukiwanie odżywki/maski, dotykanie włosów, rozplątywanie włosów, ściąganie frotki z włosów, spanie itp. Wiedziałam, że muszę coś zrobić, ale nie robiłam z lenistwa, potem wzięłam się w garść i zaczęłam stosować regularnie pokprzepol. Stosowałam go tylko i wyłącznie na noc, na suche włosy, obficie spryskiwałam płynem skalp. Robiłam koczka i po prostu szłam spać. Niestety nie zauważyłam żadnej, nawet minimalnej poprawy. Pokrzepol kupiłam w aptece za 15 zł. 

13. Odżywka do włosów i skóry głowy Jantar - tej odżywki nie ma sensu opisywać, chyba każda bloggerka ją kojarzy. Co do efektów to wolę się nie wypowiadać, gdyż jest to paromiesięczne denko i odżywkę Jantara stosowałam już dawno. Do tego dochodzi mój brak regularności w stosowaniu wcierek. Zanim dowiedziałam się o ciąży włosy trochę wypadały dlatego zaczęłam stosować Jantara, ale nie robiłam tego systematycznie. Nie pamiętam co z tego wynikło. Zapewne nic :).

14. Wzmacniający tonik do włosów z receptur Babuszki Agafii - za 150 ml toniku zapłaciłam 10 zł na miejskim, co tygodniowym bazarku. Niestety tak jak w przypadku Jantara tonik Babuszki Agafii stosowałam dawno temu i nie ma sensu oceniać jego działania po 2-3 miesiącach, Z tego co kojarzę efektów (po tej małej buteleczce) nie było. Słyszałam jednak, że tonik daje fajne efekty przy dłuższym i regularnym stosowaniu. Co do wcierek jestem bardzo wymagająca. Obecnie używam odżywki w płynie Seboradin do włosów wypadających i widzę, że efekty są lepsze niż po Jantarze i toniku Babuszki Agafii aczkolwiek nie chcę zapeszać. Stosuję Seboradin za krótko, aby obiektywnie oceniać jego działanie. Teraz każdy włos jest dla mnie na wagę złota. Jeżeli okaże się, że Seboradin pomoże mi w walce z wypadaniem na pewno przeczytacie o tym na blogu.


ŻELE DO MYCIA CIAŁA/PŁYNY DO KĄPIELI

15. Żele do mycia ciała Shower Cream z Kauflanda (od lewej, u góry: Olive, Oriental Nights, Caribbean Days) - po tej kategorii widać jakim jestem czyściochem, ale nic na to nie poradzę. Lubię się kąpać, lubię żele pod prysznic, lubię jak żel się dobrze pieni i ładnie pachnie. Te żele kupił mi Bartek. Tak dla urozmaicenia bo jeszcze nigdy ich nie miałam. Żele dostępne są tylko i wyłączenie w sieci sklepów Kaufland. Ceny nie pamiętam, ale nie są to na pewno wygórowane kwoty. Są to w miarę przyzwoite żele, aczkolwiek żel BeBeauty (leży obok) czy żele Ziaja (po lewej, niżej) są o wiele lepsze. Konsystencja żeli mogłaby być ciut gęstsza, ale to tylko moja prywatna opinia bo jak wiecie ja uwielbiam gęste konsystencje. Niczym szczególnym ten produkt się nie wyróżnia, ale co najważniejsze nie uczulił mnie, nie wywołał wysypki, swędzenia itp.

16. Żel do mycia ciała BeBeauty Body Expertiv Creme Soft Touch z odżywczym olejkiem migdałowym - przetestowałam na sobie wszystkie żele z tej serii (dostępne są trzy). Recenzję zbiorczą owych żeli zrobiłam już jakiś czas temu, dokładnie rok temu, 16 grudnia 2012. Zapraszam na przegląd żeli BeBeauty tutaj.

17. Ziaja kremowe  mydło z kaszmirem - to bodajże nowość jeżeli chodzi o żele firmy Ziaja. Kupiłam go w Drogerii Natura, kosztuje około 6 zł za 500 ml. Trzeba przyznać pod względem pojemności i kasy Ziaja trzyma fason. Mydło Ziaja ma fajną gęstą konsystencję, dzięki czemu jest w miarę wydajne. Pachnie bardzo ładnie, delikatnie, przyjemnie. Dobrze pieni się na skórze, dobrze spłukuje no i nie powoduje podrażnień. Warto spróbować.

18. Pielęgnacyjny płyn do kąpieli dla niemowląt HiPP - zawiera naturalny wyciąg z ekologicznych migdałów. Jest szczególnie łagodny. Delikatnie myje, zachowując naturalną warstwę ochronną skóry, także przy częstych kąpielach. Sprawa, że skóra pozostaje gładka i sprężysta. Czy ja wiem, czy moja skóra była gładka i sprężysta? Wiem jedno, to kolejny produkt, który zyskuje miano multikosmtyku - a ja takie uwielbiam. Płyn nadaje się również do mycia ciała, do mycia twarzy, do higieny intymnej, a nawet do mycia włosów. Dostaniemy go w Rossmannie (ale nie każdym). Kosztuje 10 zł za 350 ml.

19. Alterra żel pod prysznic Eko-Hibiskus i Biała Herbata - gwarantowane cechy produktu wg. producenta to: nie zawiera syntetycznych barwników, substancji zapachowych i konserwujących, bez silikonów, parafiny i innych związków olejów mineralnych, tam, gdzie to tylko możliwe zastosowano składniki roślinne pochodzące z kontrolowanych biologicznie upraw i dziko rosnących zbiorów, dobra tolerancja przez skórę potwierdzona dermatologicznie, produkt nie zawiera substancji pochodzenia zwierzęcego. To kolejny żel pod prysznic marki własnej Rossmanna, który nie przypadł mi do gustu. Na początku była ISANA. Nie mogłam się przekonać do tych żeli, nie pachniały ładnie, nie pieniły się i miałam wrażenie, że w ogóle nie myją mojej skóry. Teraz Alterra i też jestem rozczarowana. Żel miał okropną, glutowatą konsystencję, którą ciężko było rozmasować w dłoniach. Większość żelu po prostu ślizgała się na dłoni i spadała do wanny. Konsystencja skreśliła w moich oczach ten produkt na zawsze. Nawet nie wiedziałam, że w stosunku do zwykłych żeli pod prysznic jestem taka krytyczna :).


ŻELE DO MYCIA RĄK

20. Kremowe mydło w płynie Linda o zapachu Fresh Fruit oraz Juicy Fruit - to mydło standardowo od dawna gości w naszym danym domu. Głównie dlatego, że jest tanie, łatwo dostępne i w miarę wydajne. A jak się skończy to i do mycia ciała można zużyć. Żadna rewelacja :).

21. Kremowe mydło z ekstraktem z lilii wodnej - mydło dostępne tylko i wyłącznie w Kauflandzie. Koszt również nie jest wysoki. Kupione zapewne w tygodniu, w którym nie byliśmy w Biedronce. Recenzja takich produktów jest zbędna :).


Przez to, że denko jest duże, postanowiłam Was już nie męczyć i podzielić wpis na dwie części. Jutro część druga także zapraszam :).

Buziaki, Magda :*


P.S. Część z Was często pyta co u mnie, u dziecka. Jak się czujemy, czy wszystko OK. Bardzo mnie to cieszy. Zdjęcia wrzucam dla dziewczyn zainteresowanych tematyką :*

Tak było:



A tak wygląda teraz moja powtorzyca :) Mój obcy, ósmy pasażer Nostromo :)
Zdjęcie z 30.11.2013: